
Wszystkich zainteresowanych grami komputerowymi (do tego stopnia, by chcieć o nich pisać), zapraszamy do współpracy przy rozwijaniu naszego nowego działu „Cyberia”.
Witam serdecznie w majowym numerze „verte”. Podtrzymując naszą vertową tradycję, w tym miesiącu proponujemy Wam kontynuację projektu, który rozpoczęliśmy w maju ubiegłego roku. Wówczas w gościnnej Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy zorganizowaliśmy seminarium „Przestrzenie Krytyki Kultury”. Obecnie mamy przyjemność prezentować część przygotowanych na nie publikacji. Jednocześnie, w związku z dużym zainteresowaniem seminarium, zapraszamy do udziału w kolejnym spotkaniu, które odbędzie się 17 maja w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy.
Najnowszy film De Palmy zebrał niezbyt pochlebne recenzje — w Polsce ciut lepsze niż na Zachodzie — obejrzałem go więc z przekory (i dla Hilary Swank). Biorąc pod uwagę zdjęcia, filmowi nic nie brakuje — nominacja do Oskara dla Vilmosa Zsigmonda w pełni uzasadniona. Jeżeli jednak mam spędzić dwie godziny na oglądaniu „tylko” dobrych zdjęć — wolałbym już chyba pograć w grę o tym samym tytule sprzed dziewięciu lat. …albo dać spokój obu i zagrać w „Grim Fandango”.
Kolejny film wyprodukowany przez Magnolia Pictures i kolejny powód, dla którego warto oglądać produkcje tejże firmy: względnie wyczerpujący obraz jednej z największych światowych korporacji, jej powiązań ze światem polityki i ludzkiej chciwości, która doprowadziła do jednego z najbardziej spektakularnych bankructw w historii. Na razie dostępny na DVD tylko w oryginale, mimo to z pewnością godny polecenia wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się, o co w historii Enronu chodziło.
Jeżeli wydaje się Państwu, że kraj nasz przepiękny zagarnięty został przez ultrareligijną ultraprawicę — zobaczcie tylko, jak to się robi w Ameryce. W nominowanym do Oskara dokumencie mowa co prawda nie o katolikach, a o zielonoświątkowcach (a szerzej — o ewangelikach), ale i tak skłania do przemyśleń. Na szczęście film nie para się manipulacją à la Michael Moore — w efekcie może i nudniej, ale przynajmniej nie można posądzić o stronniczość.
Śmiem twierdzić, że nakręcony w 2004 roku „Hotel Rwanda” niewiele filmów jest w stanie przebić, dlatego też „Ostatni król Szkocji” nie robi na mnie aż tak piorunującego wrażenia. Mimo to uważam, że film zasługuje na laury: poruszający, sprawnie zrealizowany i po ludzku prawdziwy film o realiach życia w Ugandzie lat 70. A Oskara, Złoty Glob i nagrodę Bafta dla Foresta Whitakera z pewnością zaliczyć można do najbardziej zasłużonych w historii.
…idź na spacer. Wypij szklankę wody. Obetnij paznokcie u nóg. Uzupełnij błonnik w swojej diecie. Podłub w nosie. Sprawdź, co jest stolicą Południowej Dakoty. Zrób coś innego: … Cokolwiek wybierzesz, będzie ciekawsze od oglądania tego zakalca.
Zespół braci Pace i Kazu Makino (nota bene również posiadajacej siostrę bliźniaczkę) od lat eksploruje tereny rocka alternatywnego o bardzo słowiańskich harmoniach. O ile wczesne albumy można by nazwać kalką Sonic Youth, o tyle od czasu „Misery Is a Butterfly” zespół nabiera wyrazistości brzmienia i koncepcji. Najnowsza płyta jest dowodem na to, że Rude Blondynki znalazły swój złoty środek na nagranie płyty spójnej i wciągającej od początku do końca.
Do Indyjskiego Salonu zapraszam przede wszystkim koneserów muzyki estetycznej, pełnej detali i bogatej w brzmienia. Światowe tendencje zmierzają ku przeistaczaniu się muzycznej elektroniki w żywe granie więc u Stealpota usłyszymy go całkiem sporo i proszę mi wierzyć, że będzie ciekawsze niż na płycie ze słoniowym zadem. Jedną gwiazdkę odejmuję za trochę sterylne podejście do perkusji i przekompresowany mastering. Dałbym pięć, ale wiem, że następna będzie jeszcze lepsza. Zdecydowanie polecam.
Brzmienia Portishead chyba nie trzeba nikomu definiować, natomiast płyta „Out of Season”, której wokalnym filarem jest wokalistka tegoż zespołu, może się okazać sporym zaskoczeniem. Zestaw ballad ze smakiem zrealizowany w stylu retro przez Paula Webba z Talk Talk wciąga i długo każe do siebie wracać. Każdy utwór to nowe doświadczenia, a takie kompozycje jak „Show” lub „Sand River” to prawdziwe arcydzieła kompozycji i wokalnej interpretacji. Pięć gwiazdek bez dwóch zdań.
Dzięki wydawnictwu Naxos szeroka publiczność może teraz posłuchać kolejnych kilku utworów Johna Harbisona, jednego z najwybitniejszych kompozytorów amerykańskich. Osobiście odnoszę wrażenie, że na tle wcześniejszych dokonań tegoż twórcy zawartość krążka nie wypada rewelacyjnie… ale chyba na takiej samej zasadzie wytykano Josephowi Hellerowi, że po „Paragrafie 22” nie napisał już niczego równie dobrego (na co faktycznie odpowiedzieć można: a kto napisał?). Warto.
Bez mała doskonała antologia tekstów najnowszych reinterpretujących nie najnowsze filmy wielkiego włoskiego reżysera. Ogromną zaletą jest część: „Antonioni i postmodernizm”. Jedynym minusem całości jest tekst o symbolice „Czerwonej pustyni”, mimo tego, gorąco polecam wszystkim dociekliwym kinomanom.
Chociaż wolę „Brombę i innych” i choć trochę mi nieswojo, gdy bohaterowie z dzieciństwa dyskutują o prawdzie, to książkę polecam. Bo trudno o lepszą metaforę postmodernizmu niż Zwierzątko Mojej Mamy.
verte.art.pl > Archiwum > 2007 > №35
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski