
Z braku innych informacji donosimy, że od sierpnia 2007 jedyna w gronie redakcyjnym „verte” reprezentantka płci pięknej zasila ekipę serwisu kulturalnego „Pro Arte”.
Wystarczą cztery Ziobra, a Polska będzie dobra — śpiewa Andrzej Rosiewicz. Nie podzielam optymizmu barda IV RP, ale wiem, że wystarczy jedno Ziobro, by spełniło się marzenie Jarosława Kaczyńskiego o byciu Wielkim Bratem. Po inwigilacji przeciwników (i zwolenników) czas na realizację pozostałych planów (nie mylić z obietnicami wyborczymi) brata Jarosława: dekoder TV Trwam w każdym domu, powszechna deateizacja i tworzenie miejsc pracy przez wysiedlanie postkomunistów na Zachód. Jakby co, to jestem postkomunistą i preferuję Holandię. Film na wrzesień: „Rozmowy kontrolowane”.
Tegoroczny algierski pretendent do Oscara to wspaniale nakręcony film wojenny, traktujący o niesprawiedliwościach dotykających północnoafrykańskich żołnierzy we francuskiej armii podczas II Wojny Światowej. Bez większych niespodzianek, jednak warto obejrzeć — choćby dla uświadomienia sobie, że w każdym narodzie znajdą się rasiści i kanalie.
Jeżeli chcecie Państwo obejrzeć prawdziwe arcydzieło złej kinematografii, która przyprawi was o marskość wątroby, ten film jest dla Was: scenariusz pisany chyba przez gimnazjalistów, aktorstwo na poziomie filmów Eda Wooda, główny bohater wyglądajacy jak Helena Bonham Carter na haju, muzyka pasująca do filmu jak śledź do wermutu… Co tu robi Dennis Hopper, Bóg jeden wie. Ratuj się kto może.
Kolejny film z półki „a mi i tak się podoba”: czeski mistrz surrealizmu tka nową opowieść w oparciu o utwory E. A. Poe’go i Markiza de Sade, tradycyjnie urozmaicając wszystko swoim charakterystycznym wykrętem. W porównaniu z wcześniejszymi filmami Svankmajera produkcja raczej średnia, tak więc fani reżysera na pewno obejrzą, tym zaś, którzy jego twórczości jeszcze nie znają, polecam inne produkcje — choćby krótkie metraże czy „Fausta”.
Płytą „Remembranza” z roku 2005 Fernando Corona aka Murcof zelektryzował całą scenę elektroniczną. Oto bowiem dostaliśmy dość niespotykane połączenie elementów muzyki poważnej z minimalistyczną elektroniczną oprawą. Niektórzy porównywali tę płytę do dokonań kompozytorów współczesnych pokroju Gyorgy Ligetiego. „Cosmos” idzie dalej, głębiej i bardziej przenikliwie. Może nie na 5 gwiazdek, ale na 4 i pół z pewnością.
Muzyka z Islandii nadal jest trendi, wszak nastała era emo dzieciaków. Po obiecującej EP-ce „AnimaminA” wszyscy z niecierpliwością czekali na pełnometrażowy debiut żeńskiego kolektywu. No i cóż dostaliśmy? 50 minut ekstremalnej nudy, 12 niczym nie przyciagających utworów bez śladów ikry. Przez ostatnie lata wiele ekstremalnie ambientowych produkcji potrafiło mnie zachwycić, tymczasem Amiina tylko irytuje, aż się chce uderzyć dłonią w czoło i powiedzieć „Kurr”.
Parę mięsięcy temu, kiedzy o Adze zrobiło się głośno, sięgnąłem po jej „Picking Up the Pieces”, które równie szybko wylądowało na półce, mimo światowego poziomu realizacji i wyjątkowo dobrej angielszcyzny. Po prostu nie potrafiła mnie zainteresować. Dałem szansę jej najnowszej płycie „Umiera piękno” i nie żałuję. Pomijając całą otoczkę Powstania Warszawskiego i wastwę tekstową, muzycznie płyta jest po prostu piękna.
Nakładem ogromnej pracy przy odcyfrowywaniu i rekonstruowaniu oryginalnych brzmień Gottschalka ukazał się niedawno album wszystkich dotychczas odnalezionych kompozycji orkiestrowych tego kompozytora. Płyta jest po prostu urocza — kompozycje są zgrabne i bogate, całości słucha się tak samo przyjemnie jak niejednego europejskiego romantyka. Plus wpływy muzyki Karaibów i Luizjany na pół wieku przed pojawieniem się ragtime’u i jazzu.
Jak to się mogło stać? Szukam odpowiedzi: analizy Baumana, Kępińskiego, Bartoszewskiego i wielu innych przynoszą cząstkowe wyjaśnienia. Czasem wystarczy głos — relacje świadków, zapisy zdarzeń. To wszak niczego nie wyjaśnia, ale pomaga zrozumieć, jakby było się bliżej. A należy być blisko — to obowiązek pamięci i współ-czucia. Zatem: dwa razy w miesiącu w poniedziałek: ściana śmierci, krematorium, umieranie Maksymiliana Kolbe. Trudno polecać. Na pewno jednak powinno się wtedy być przy odbiorniku.
Dramat katyński opisany z perspektywy czasu post mortem, czyli po śmierci ojców, mężów i synów. Z perspektywy nie tych, którzy odeszli, a tych, którzy pozostali i na różne sposoby próbują sobie radzić zarówno z niemożliwością dotarcia do prawdy, jak i z niemożliwością pogodzenia się z nią.
Powieść obejmująca w retrospektywnych migawkach Polskę powojenną, uwięzioną w kleszczach komunizmu, następnie zachłystującą się falą wolności właściwie do dziś. Na tle takiej rzeczywistości rozgrywają się losy głównego bohatera, pisarza i poety, A. Z. Wyzuty z uczuć artysta toczy bezwzględną walkę o przetrwanie, dla kariery poświęcając inne wartości. Porywająca ksiązka o tym, kim najlepiej nie być… A pewne rozwiązania fabularne czynią ją jeszcze bardziej porywającą…
verte.art.pl > Archiwum > 2007 > №39
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski