
30 listopada o godzinie 18:00 w sali K9 kampusu WSG w Bydgoszczy odbędzie się 4. seminarium „Przestrzenie Krytyki Kultury”. Serdecznie zapraszamy!
Witam Was, wykształciuchy! Obudziłem się w ten słynny poniedziałek i pomyślałem: warto było gębę otwierać, jakbym odzyskał oddech głębszy i sen spokojniejszy. I z kimkolwiek rozmawiam, wszyscy mówią o swoistej uldze — tak wpłynęła na nich niedziela 21 października. Polityka ma kapitalne znaczenie dla kultury. Choć większość artystów i ludzi kultury odżegnuje się od polityki, pozostaje rzesza wiedzących, jak dalece kultura jako system komunikacji jest przedmiotem manipulacji politycznej. Nad trupem 4rp, o jej kulturze oraz sprawach zupełnie innych, spotkajmy się z nowym numerem „verte”.
Jeśli porównywać „Hairspray” Shankmana z „Hairsprayem” Johna Watersa, to tylko na zasadzie podobieństw i różnic. Ale czy porównywanie tych filmów ma w ogóle jakikolwiek sens? To są dwie zupełnie różne jakości! Wersja pierwotna zmierzała swoim absurdem w stronę — wręcz — Monty Pythona, film Shankmana jest zwyczajnym musicalem, któremu bliżej raczej do „Dreamgirls”. Taka moda teraz. A zamiast Travolcie, biję brawo Michelle Pfeiffer — za dobrą formę, i Elijah Kelley’owi — za taniec („Sława” Alana Parkera się przypomina).
Dokument o głośnym porwaniu autobusu w Rio de Janeiro, czterogodzinnych negocjacjach, oraz podłożu sytuacji: paskudnej stratyfikacji społecznej, rasizmie, kuriozalnym systemie resocjalizacji i fatalnym funkcjonowaniu brazylijskiej policji. Wydany na DVD jedynie na Zachodzie (bo w Polsce i tak tylko „Magdę M.” oglądają), ale kupić warto — kolejny po „Mieście Boga” wspaniały film o realiach miejskiego życia w Brazylii.
Russell Gewirtz za piórem, Spike Lee i Matthew Libatique za kamerą, Clive Owen, Denzel Washington, Jodie Foster, Willem Dafoe i Christopher Plummer na planie — a wszystko o udanym napadzie na bank. Generalnie wszystko sprawnie, zajmująco i uroczo, więc przygotowywaną już drugą część powitam z otwartymi ramionami.
Jestem wielkim fanem twórczości bliźniaków z Pensylwanii, jednak tym razem nie jestem pod wielkim wrażeniem: najnowszy długi metraż braci Quay to film wizualnie przepyszny, pełen wspaniałych zdjęć i sekwencji animowanych; z drugiej strony film gdzieniegdzie się dłuży, co nie miało miejsca w innych produkcjach tego samego autorstwa. „Instytutowi Benjamenta” nie dorasta do pięt.
Następna doskonała sensacja z udziałem Matta Damona (zaczynam podejrzewać, że nadaje się do takich filmów): cierpiący na amnezję superagent-zabójca na tropie swoich eks-pracodawców, którzy stali się jego największymi wrogami. Świetnie napisany i poprowadzony, zaś od „Infiltracji” o tyle lepszy, że nie jest nową wersją innego świetnego filmu z Hongkongu.
Świat showbiznesu ironicznie o sobie samym. Dwa spostrzeżenia: Po pierwsze, Ricky Gervais sztukę kreacji żałosnych postaci opanował do perfekcji (choć bohaterowi „Extras” bliżej do George’a z „Seinfelda” niż do Davida z „The Office”). Po drugie, wymyślony na potrzeby serialu sitcom, będący karykaturą prymitywnej komercji z cyklu „dla idiotów”, w ojczyźnie „Trzynastego posterunku” i „Kiepskich” uchodziłby zapewne za złoty standard telewizyjnej produkcji. Cóż, nie tylko demokracji możemy się uczyć od Brytyjczyków…
Duetowi reżyserskiemu zawdzięczamy uchwycenie i pokazanie mechanizmów rządzących rządzącymi w Polsce. Kwestią dyskusyjną pozostaje jednak fakt, czy skuteczna działalność rządu eksperckiego Konstantego Turskiego to w polskim kontekście tylko political fiction, a może jednak wręcz utopia? Tym niemniej miło sobie to pooglądać, a i mieć złudzenie, że znajdą się współcześnie herosi i boginie, którzy zechcą zejść do politycznego Hadesu i przemienić go w raj.
Dawni superbohaterowie z tasiemców Hanna-Barbera powracają, by w banale prawniczego świata XXI wieku prowadzić nowe, zgoła odmiennego charakteru, zmagania. Każdy odcinek to genialni Seiyū, świetne tempo i dowcip z piekła rodem. Na dowód, że nic wartościowego nie może utrzymać się zbyt długo, także ten serial pogrzebano. Na szczęscie, całość dostępna już na DVD. Na nieszczęscie, jedynie za dolary — i to ciężkie.
Muzyka w zasadzie z dość niskiej półki electro-eksperymentów, wykonawcy (płci jednego z nich nie udało mi się ustalić) fałszują, zgrywają się, śpiewają o naprawdę bogatych włoskich satanistach albo obiedzie-przyjęciu, ale przede wszystkim świntuszą niemiłosiernie. To ich znak rozpoznawczy. Urzeka mnie ich historia.
W zeszłym miesiącu polecaliśmy, w tym również nie omieszkamy. Bo od PJ Harvey nie sposób się uwolnić — mnie jej muzyka towarzyszy od jakichś ośmiu lat. I dobrze mi z tym. Pewnikiem jest, że jej najnowsza płyta „White Chalk” będzie nas prześladować jeszcze przez dobrych kilka miesięcy. Dobrych — bo płyta jest dobra i nada im dobry ton. Polecam z ręką na sercu, które rośnie, gdy tego słucham!
Płyta, o której się mówi, nie słyszawszy nawet jednego dźwięku, a to za sprawą jej dystrybucji. Odważny krok Radiogłowych skłania do refleksji wszystkich zainteresowanych światową fonografią. A sama muzyka? Jest dobrze, nawet bardzo dobrze, bez zbędnych eksperymentów, ale znów z Falami Martenota i wijącymi się motywami. Każdy utwór ewoluuje, nie pozwalając się oderwać. I mimo że końcówka nieco rozczarowuje, to nadal mocna czwórka z plusem.
Znana niewielu ludziom, bo promocja skandynawskich dzieł jest u nas marna, ale płyta powala. Płyta zespołu Kee’go Marcello znanego z grupy Europe jest połączeniem Linkin Park (gitary i keyboardy) z głosem przypominającym niekiedy Roda Stewarda, a innym razem Ozzy’ego Osbourne’a. Dla osób, które lubią fajne hardrockowe granie z różnymi (często egzotycznymi) przyprawami.
Świetny gitarzysta, znany przede wszystkim ze wspaniałej techniki, wypuścił dzieło co najmniej bardzo dobre. To, co niekiedy wyczynia na swym wiośle muzyk, może imponować nie tylko młokosom, ale i starszym gitarzystom — potrafi ktoś tak jak Norum na „One More Time” naśladować saksofon? Niestety, w ferworze popisów John zapomina o tym, że solówki to nie wszystko — mam wrażenie, że melode na ten album powstawały w kilka minut. Warto posłuchać, jednak bez zobowiązań.
verte.art.pl > Archiwum > 2007 > №41
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski