
Poczynając od lutego, „verte” będzie się ukazywało nieregularnie. Aby zawsze być na bieżąco, subskrybuj nasz kanał RSS.
Czy „verte” się zmienia, zmieniając częstotliwość występowania z miesięcznego na nieregularne? Przecież w Polsce wciąż żyjemy w uwielbieniu dla słowa drukowanego na „tradycyjnym papierze”. Nie myślimy o hektarach lasów, które zapisujemy naszymi próbami. A wystarczy pozwolić odnaleźć się każdemu i w każdym miejscu. Publikować w postaci najbardziej demokratycznej. Niech czysta twórczość — tylko dla krytyki — wyznacza częstotliwość. A nie kalendarz, którego nie przyjmowaliśmy. I tak „verte” się zmieni. Choć pozostanie sobą: sieciowym przymierzem krytyków kultury, jej samej i ich czytelników.
O czym jest ten film? O wyobcowaniu, o rezygnacji — powie filmoznawca. O robotach — ucięliby pewnie wszelkie domysły panowie z Daft Punk. Bo to film raczej do przeżywania, niż do kontemplacji. A jest co przeżywać, bo tak sugestywnych obrazów nie widziałem od czasu „Cremastera”. Skojarzenia z „THX 1138” również jak najbardziej na miejscu. Truchleję na myśl o tym, do czego jeszcze zdolny jest ten duet.
Generalnie nie z mojej działki, więc wypowiadam się jako amator: umiarkowany thriller z przyzwoitą grą i zdjęciami oraz garstką, przeważnie typowych, pomysłów. Tym razem straszy i zmusza do samobójstw pokój hotelowy, któremu mordercze plany pokrzyżować postanawia dzielny pisarz-łowca sensacji. Nie takie złe, ale bez większych zachwytów.
Arcydziełem może nie jest, trudno też uciec od porównań z „Narzeczoną księcia” sprzed 20 lat — mimo to „Gwiezdny pył” w swej prostocie przedstawia się składnie i uroczo. Dobre zdjęcia, zgrabna struktura opowieści, przyzwoita gra… tylko po co ten Robert de Niro w kiecce?
Żadne to arcydzieło, za rok lub dwa pewnie nikt nie będzie pamiętał o Ayo, jeśli nie zacznie wzbudzać kontrowersji jak Madonna. Ale jak dla mnie, jak na dziś, te 12 utworów to bardzo przyjemna dawka bardzo prostego grania — hit „Down on My Knees” to wszak zaledwie tylko 3 akordy! Zawsze powtarzam, że w prostocie jest geniusz!
Co prawda próżno go szukać w Empiku czy Merlinie, jednak wynalezienie krążka warte jest odrobiny wysiłku: Kocyan na całej linii uświadamia nam, czym jest prawdziwy artyzm wykonania. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników muzyki fortepianowej, choć i inni mogliby się o nią pokusić.
Nieprzeciętne umiejętności używania swoich instrumentów, opętańcze tempa, przeraźliwy, psychodeliczny wrzask wokalisty, zadziwiająca pomysłowość kompozytorska — mathcore w najlepszym wydaniu. Oczywiście tylko dla koneserów — ci, którzy nie przepadają za nieludzkim wrzaskiem, pozostają tylko dwie niezwykle melodyjne utwory „Black Bubblegum” i „Milk Lizard”.
Bardzo istotna publikacja. Historia obrazu, różne jego aspekty, oblicza, znaczenia, problemy z odbiorem, „kryzys reprezentacji”. Wszystko to już było, ale bodaj nigdy w jednej „pigułce”, na dodatek bardzo dobrze napisanej! I z obraz(k)ami!
verte.art.pl > Archiwum > 2008 > №44
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski