
Na nadchodzące Święta życzymy, by pascha jako wspomnienie przejścia z niewoli do wolności przyniosła wszystkim otwartość.
Szanowni Państwo, drodzy Czytelnicy. Mam przyjemność zaprezentować Państwu wstęp do 45. numeru naszego Magazynu. Poświęcony on jest — cóż za brak oryginalności — kulturze i jej przejawom mającym zakorzenienie w umiejącej się zrozumieć nowoczesności. Bowiem autorzy wspomnianego Magazynu są ludźmi raczej inteligentnymi, posiadającymi dosyć swobodną zdolność poruszania się po kontekstach, intertekstach, pretekstach i podtekstach. Tam odnajdując żywioł swej myśli. Podobnej żywiołowości życzę Państwa lekturze. Zapraszając do współpracy? A czemu nie.
Niezwykle urocza opowieść o, mogłoby się zdawać, starszym panu, którego przygody niejednemu z nas tylko się marzą. I co więcej, przygody te, jak na swój wiek przystało, przeplecione są ogromną mądrością. A wszystko w atmosferze cudownego czeskiego humoru. Piekniejsza w swej starości była tylko Leni Riefenstahl. Sverák, choć szybował wysoko, to jednak do najlepszych swych dzieł nie dofrunął. Mimo to — wspaniałe!
Dla niewybrednych, nie dla niewybrednych. Film stworzony — rzec by można — metodą swoistego bricolage’u: najciekawsze fakty z życia Marleny Dietrich zostały wyjęte z kontekstu, następnie „ponaginane” i dość swobodnie przetasowane, a na koniec złożone w całkiem nową, irytującą całość. Bez wartości artystycznej i z bardzo wątpliwą wartością faktograficzną. Polecam jedynie jako ciekawostkę…
Od anegdot o masturbacji po dekonstrukcję Biblii, czyli publiczne bicie rekordu świata w ilości przełamywanych tabu na minutę. Jeżeli ktokolwiek jeszcze sądzi, że brytyjskie społeczeństwo jest konserwatywne, niech czym prędzej obejrzy te występy. I pomyśli, ile lat musi jeszcze upłynąć, byśmy stali się równie otwarci, tolerancyjni i zdolni do śmiania się z siebie. Tusk obiecuje cud gospodarczy na miarę Irlandii, a ja chcę cudu kulturowego na miarę Wielkiej Brytanii!
Chan Marshall jeszcze przed leczeniem. Jej depresja bije z tej płyty, dlatego jest prawdziwa i porusza do głębi. Oszczędny styl, proste melodie, gitara i łamiący się głos Marshall, przypominający miejscami piski Sinéad O’Connor. No i najlepsza moim zdaniem piosenka, jaką Cat Power kiedykolwiek nagrała — „Cross Bones Style”. Bezdyskusyjnie najwyższa nota!
Płyta lidera zespołu System of a Down jest lżejsza od dokonań jego macierzystej grupy, ale to co z niej pozostało to wciąż fantastyczne melodie. Dobre brzmienie, często wykorzystywana polifonia głosów, chwytliwe refreny — rock / metal alternatywny jakiego na co dzień nie uświadczymy!
Klasycy ciężkiego rocka wciąż żyją i dali o sobie znać nowym albumem, który nie wnosi niczego nowego — wciąż słyszymy ciężkie gitary, przepity głos Lemmy’ego i charakterystyczne melodie. Geniusz Motörhead odezwał się na poprzedniej płycie „Inferno” (co dla wielu było zaskoczeniem), tutaj zaś mamy po prostu niezły metal.
Atrakcyjnie wydana, lecz słabo napisana. Gdyby życie Marleny Dietrich nie było tak pasjonujące, książka nie obroniłaby się swą formą; ratuje ją treść. Plazy pisze lakonicznie, jakby pisał przewodnik po Puławach, a nie o życiu niebanalnej kobiety. Pięć z plusem dla Marleny, dla Gillesa Plazy’ego trója z plusem (ale głowa do góry — w liceum mówili mi, że to „solidna” ocena).
verte.art.pl > Archiwum > 2008 > №45
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski