
18 kwietnia o 10:00 zapraszamy do WSG w Bydgoszczy na seminarium „Być człowiekiem w globalnym świecie”, połączone z projekcją filmu „Niewygodna prawda” i dyskusją.
Kwietniowe „verte”, mimo wiosennej aury, zawiera w sobie element smutku. Smutku, który stał się moim udziałem, gdy po raz kolejny usłyszałem, że bez sensu jest manifestować dla Tybetu — bo to nic nie da oraz że dlaczego teraz, a nie wcześniej. A ja mówię — właśnie teraz! Bo wolność i solidarność nie znają granic czasu i przestrzeni. Dlatego wszystkich zapraszam do pisania o wolności i solidarności, w ramach rozpoczynanej przez nas w tym miesiącu akcji „Solidarni z Tybetem”. Otwórzmy wreszcie prawdziwą perspektywę solidarności. Solidarności globalnej, która nie boi się milczeć.
Wciągające, hipnotyczne, niepretensjonalne i życiowe. Estetyczne, ascetyczne, dobre aktorsko i wyśmienite muzycznie. Polecam z ręką na sercu, które się wzruszyło i gdyby nie soczewki kontaktowe na mych źrenicach, pozwoliłabym sobie nawet na uronienie łezki. Po prostu kawałek dobrego kina.
Doskonale napisana — Oscar za najlepszy scenariusz — i pierwszorzędnie zagrana (tragi)komedia o niespodziewanym i przedwczesnym macierzyństwie. Przykro mi, że w Polsce film ukazuje się tak późno — w Kanadzie można go było obejrzeć już we wrześniu zeszłego roku… ale cóż, good things come to those who wait.
Wiele już produkcji w historii kina udowadniało, że bycie z częstokroć marginalizowanego przez krytyków gatunku science-fiction nie dyskwalifikuje ich jako potencjalnych arcydzieł kinematografii. „Inwazja” do tej grupy nie należy: jest połączeniem nudnego kina akcji i oklepanych do bólu motywów. Wystrzegać się.
Zdjęcia autorstwa Dariusza Wolskiego wpędzają w zachwyt; historia, choć napisana w połowie XIX wieku, nadal ma w sobie potencjał i zachęca kolejnych twórców do adaptacji. W ostatecznym jednak rozrachunku stwierdzam, że decyzja o „rozśpiewaniu” całego filmu była chybiona — jeżeli było to, jak podejrzewam, pociągnięcie marketingowe, Burton ma u mnie poważną krechę.
Szczęśliwi posiadacze HBO mają już — brawa dla szefów programu za brak opieszałości — niekłamaną przyjemność oglądać nagrodzonego Złotym Globem Davida Duchovny’ego w głównej roli serialu „Californication”. Oględnie mówiąc, z takich jak ta produkcji mogliby się Polacy sporo nauczyć „jak to się właściwie robi” (takie moje płonne nadzieje). A zwolennicy Radia Maryja znowu będą protestować…
Moja hojność w rozdawaniu najwyższych ocen zaskakuje mnie samą. Poza tym sentymentalizm — wyciągam starocie sprzed pięciu lat i oceniam je na „piątkę”… Ale czy można inaczej w przypadku Bonnie „Prince’a” Billy’ego? Niespotykanie ciepły głos Willa Oldhama, towarzyszący prostym gitarowym balladom, poskromiłby chyba każdego i uczynił zeń człowieka lepszego (przynajmniej na czas trwania albumu).
Mówię to z pełną odpowiedzialnością (a czekałem 10 lat, by móc to powiedzieć): najlepszy mix-album od czasu „Brothers Gonna Work It Out”. Fantastyczna podróż poprzez sceny filmowe, style muzyczne i stany świadomości. Muzyka na całe życie. Jeśli nie dłużej, bo ponoć w Niebie UNKLE miksują każdą płytę, o jakiej pomyślisz.
Potężny kawał metalowego grania. Połamane rytmy, naprawdę ciekawe, zaskakujące aranżacje — co w tym fachu nie zdarza się często. Chociaż płyta jest nieco gorsza od poprzednich dokonań zespołu, to wciąż inni muzycy określający się mianem mathcorowców (pomijam Dillinger Escape Plan, bo to mistrzowie gatunku) mogą się od TNTLLY uczyć.
Przejmujące! Prosta, nieco prowincjonalna historia pierwszej naiwnej zaplątanej w świat bohemy artystycznej i dewiantów seksualnych. Niecodzienna powiastka inicjacyjna napisana bez mała sześćdziesiąt lat temu przez tragiczną postać włoskiej literatury. Naprawdę warto ją dziś odkrywać na nowo! Nieznajomość twórczości Cesare Pavesego to doprawdy niepowetowana strata.
verte.art.pl > Archiwum > 2008 > №46
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski