> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№48 czerwiec 2008

№48

Aktualia

Gratulacje! Jesteś 354000. gościem naszej strony! Zgłoś się 20 czerwca na imprezie „verte 354” w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy po odbiór (bez)cennej nagrody.

Wstęp Karol Zamojski

Na przekór tradycji, w czerwcu rozpoczynamy okres świąteczny. Już 20 czerwca zapraszamy na niezwykłe wydarzenie: z okazji 300 tekstów, 50 numerów i 4 lat naszego pisma impreza „verte 354”. A tam mnóstwo niespodzianek, w tym książka — pierwsza w naszej historii — o tym, jacy jesteśmy po latach. Chociaż nie wszyscy dotrwali, to udało się zatrzymać najwierniejszych i wspólnie myśleć o kulturze, co zawsze stało u podstaw projektu, jakim jest „verte”. Liczę, że za cztery lata spotkamy się na „verte 708” i bawić się będziemy dwa dni, czego nam wszystkim życzę. A Tomkowi i Emilii ukłony w pas.

Rekomendacje

Filmy

„Before the Devil Knows You’re Dead” Sidneya Lumeta Wanda Fite

Proszę wybaczyć, ale pamiętając, że Lumet nakręcił niegdyś „12 gniewnych ludzi”, trudno jest uznać jego najnowszy film za ardydzieło. Formuła snucia wielu wątków naraz, która to wspaniale zdała sprawdzian w „Mieście Boga”, tutaj jest zwyczajnie niepotrzebna i irytująca. Dobrze chociaż, że gra aktorska pozostaje na wysokim poziomie.

„Once” Johna Carneya Wanda Fite

Oto doskonały przykład formuły „za grosze, bez gwiazd i zupełnie na uboczu = świetny film”: w czasie bliżej nieokreślonej teraźniejszości, w centrum Irlandzkiej stolicy, spotyka się dwójka dziwnych-choć-zwykłych ludzi i opowieść się rozpoczyna… Mimo że nie przepadam ani za romansami, ani za musicalami, „Once” bez żenady umieszczam na liście najbardziej udanych filmów 2007 roku.

„Gdzie jesteś, Amando?” Bena Afflecka Stefan Łapniewski

Jeżeli zastanawiacie się jeszcze, czy miejsce Bena Afflecka jest za kamerą: owszem, jest. Jego debiut reżyserski to mroczny, osadzony w realiach miejskiego zepsucia kryminał, a głębiej — film o moralności i jej granicach. Materia może i ciężka, ale przecież kryminalna rzeczywistość nie jest pisana przez ludzi pokroju braci Wayans.

„Jestem legendą” Francisa Lawrence’a Stefan Łapniewski

Wbrew wypowiedziom Willa Smitha, 150 milionów dolarów wtopionych w produkcję tego filmu nie kupiło większej głębi niż tej zawartej w „Ostatnim człowieku na Ziemi” — zrealizowanego w 1964 roku na podstawie tej samej książki za „pięć szylingasów i butelkę wódki”. Ani większej głębi, ani lepszego aktorstwa.

„The King of Kong: A Fistful of Quarters” Setha Gordona Stefan Łapniewski

Dokument rewelacyjny, choć tak kosmiczna tematyka mogła powstać tylko w Stanach: krwawa rywalizacja w turniejach gier typu „arcade” (czyli żabek-przechodzących-przez-jezdnię). Kolejny wspaniały dowód na to, jakich to całkowicie pokręconych obywateli wychować potrafi Ameryka.

Gry

„Another World: 15th Anniversary Edition” Tomasz Kojder

15 lat temu miałem 12 lat, Amigę i marzenia o kosmicznych podróżach. Dziś mam 27 lat, iMaka i mocno ostudzone nadzieje. Reedycja „Another World” przypomina mi o czasach dzieciństwa, kiedy to fikcję traktowało się na równi z rzeczywistością. Przeciwników wszelakich reedycji uspokajam — mimo ambitnego przeskoku z VGA do HD, udało się zachować stuprocentową wierność oryginałowi. Gra ponownie urzeka, poraża i przeraża. Polecam tak starym, jak i młodym — wszak wszyscy jesteśmy dziećmi. Dziećmi kosmosu.

Płyty

„Amateur Girlfriends Go Proskirt Agents” Xploding Plastix Sławomir Bardadyn

W roku 2000 Amon Tobin wydał „Supemodified” — jedną z najbardziej nowatorskich nowoelektronicznych płyt wszechczasów. Rok później norweski duet Xploding Plastix dokonał niemożliwego. Nagrał płytę, która jest logicznym rozwinięciem idei „Supermodified”, ale dodał do niej melodykę i harmonię, której na Supermodified brakowało. Po 7 latach od wydania, płyta nadal brzmi niesamowicie świeżo i wyraziście. Musowy odsłuch.

„Cendre” Ryuichi Sakamoto i Christiana Fennesza Sławomir Bardadyn

Prawdziwa chłodząca gratka dla wszystkich miłośników klasycznego fortepianu na tle chropowatych noise’ów. Kunszt wykonawczy pana Sakamoto z pewnością mile zaskoczy część słuchaczy przyzwyczajonych do bardzo średnich fortepianowych popisów w światku ambientowym. Tła Fennesza są mniej absorbujące niż zazwyczaj, co w przypadku „Cendre” jest zaletą. Całość idealna na problemy z zaśnięciem w ciepłe letnie wieczory.

„Live at the Royal Albert Hall” The Cinematic Orchestra Sławomir Bardadyn

Odnoszę wrażenie, ze jeden z moich ulubionych zespołów ostatnich lat robi mi na złość. „Ma Fleur” z zeszłego roku była mdłą i bezbarwną produkcją, liczyłem zatem, że płyta koncertowa osłodzi mi niesmak. Niestety tym razem jest wręcz odwrotnie. Przeogromny skład nie pomógł grupie w zagraniu porywającego koncertu, a fatalny dobór wokalistek dopełnił czary goryczy. Utwory brzmią na strasznie wymęczone i zagrane bez zaangażowania, a „To Build a Home” bez Watsona na wokalu brzmi jeszcze gorzej od oryginału. Odradzam.

„Blood Mountain” Mastodon Łukasz Remisiewicz

Czarująca płyta. Ucieleśnienie awangardowego, powykręcanego, ale całkiem przystępnego (!) metalu, z charakterystycznym wokalem Troya Sandersa, który dwoi się i troi, śpiewając przeróżnymi stylami. Panowie z Mastodon stworzyli arcydzieło.

„The Crusade” Trivium Łukasz Remisiewicz

Jedno z najsłabszych dokonań, dobrego skądinąd zespołu. Piosenek nie zapamiętuje się nie dlatego, że są jakoś specjalnie skomplikowane, ale dlatego że są wszystkie takie same. Poza tym wtórność muzyki powoduje, że szkoda na nią czasu. Wszystko co jest na tej płycie słyszeliśmy u Metalliki, Motorhead lub nawet Slipknot.

verte.art.pl > Archiwum > 2008 > №48

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski