
Zapraszamy do uczestnictwa w Warsztatach kulturoznawczo-dziennikarskich „Redakcja kultury”. Od 7 października, przez 5 kolejnych wtorków, w WSG w Bydgoszczy.
Jak powiedział Adam Zagajewski, którego książkę „Poeta rozmawia z filozofem” nominowano do Nagrody Mediów COGITO: Dobry esej pozwala na wiele, ale nie na wszystko; jego forma jednak jest tak pojemna, że ten, kto potrafi się nią posługiwać, może trafnie opisać rzeczywistość. Dobry esej nie może być nudny ani akademicki — przytłoczony naukowością. Ponadto polski eseista, choć nie będzie cieszył się popularnością u wydawców, ma szansę znaleźć się w wielkiej rodzinie pisarzy, takich jak: Jan Błoński, Bolesław Miciński, Jan Kott, Witold Gombrowicz… Być „verte” — niezależność we wspólnocie.
Zdecydowane, wielce pozytywne, zaskoczenie; dowód na to, że nie warto zawierzać opisom na opakowaniu filmu. Miał być nie wiadomo jaki film sensacyjny — był kawał dobrze skrojonego, psychologicznego kina. Każdy kadr, ujęcie, scena były tu niemalże doskonałe (piszę „niemalże”, aby fani np. Bergmana mnie nie skopali w ciemnej bramie za to, że wygłaszam peany na cześć nowego pokolenia twórców filmowych). Ostatnia scena filmu — to był dowód na to, że koniec wieńczy dzieło, wiśnia na torcie — po prostu katharsis. I wcale nie przesadzam.
Niby nic szczególnego. Smutna historia, która kończy się dobrze. Film, jakich wiele. Szare londyńskie przedmieścia znane nam już choćby z filmów Mike’a Leigh, Kena Loacha czy Marka Hermana. Zawiązanie akcji, rozwinięcie, punkt zwrotny, rozwiązanie… Konwencja. Ale jest coś, a w zasadzie ktoś, kto zadaje „Irinie Palm” niekwestionowanego szyku. Marianne Faithfull — niesamowita artystka, charyzmatyczna, bezkompromisowa piosenkarka. Ikona, legenda. W tym filmie zdecydowanie: Working Class Hero.
Nareszcie jest! Pierwsze polskie wydanie na DVD filmów odkrytego dopiero w zeszłym roku w kraju nad Wisłą — na festiwalu Era Nowe Horyzonty — amerykańskiego niezależnego reżysera Hala Hartleya. Cztery długie metraże — „Zaufanie”, „Flirt”, „Henry Fool”, „Dziewczyna planety Poniedziałek” — i dwa arcyciekawe krótkie metraże — „Teoria sukcesu” i „Ambicja” — to dzieła sztandarowe Hartleya. W sam raz, aby zaciekawić szersze grono odbiorców. Jak dla mnie, zabrakło „Amatora” i teledysku do „Crawl Home” Queens of the Stone Age z PJ „Marią Magdaleną” Harvey, ale ważne, że jest cokolwiek.
Jedna z lepszych (moim zdaniem) produkcji, jakie trafiły na tegoroczny konkurs festiwalu Era Nowe Horyzonty: Guy Maddin, urodzony Winnipegczyk, snuje swoją „doku-fantazję” o rodzinnych stronach i ich dziwnym, nie pozwalającym mu wyjechać magnetyzmie. Po „Piętnie na umyśle” — urokliwy i całkiem oglądalny lajcik.
W swoim najnowszym dokumencie Herzog w charakterystyczny dla siebie sposób opowiada o dziwacznej społeczności naukowców pracujących w nieprzychylnych warunkach pogodowych Antarktydy. Wnikliwe obserwacje, narracja z przekąsem, przepyszne zdjęcia nad, na i pod lodem — słowem kolejna lektura obowiązkowa dla miłośników interesującego kina.
Dalszy ciąg niewiarygodnych przygód antyheroicznej dwójki zwierzęcych detektywów. Zgodnie z trendami Sam i Max przeniesieni zostali do trójwymiaru, nie stracili jednak przy tym nic ze swojego poczucia humoru, sadyzmu ani abstrakcyjnego myślenia (vel postępowania). Angielskojęzyczna wersja przedstawia się znakomicie, ciekawe jak będzie z polską…
Choć od kultowego albumu Sparks „Kimono My House” minęło już — uwaga — 34 lata, to klasycy glam rocka nadal świadomi są aktualnych tendencji w popie i śmiało w nie wchodzą. Z sukcesem. „Exotic Creaters” mogłoby równie dobrze być nagrane przez bezczelnych nastolatków żądnych sukcesu. Są kapele, które utrzymały swoją pozycje przez 4 dekady, bo ich muzyka się nie starzeje. Sparks mają inną metodę — w każdej dekadzie budują ją na nowo, ale przegięci są tak samo jak dawniej. Zresztą już tytułem płyty (nie pierwszy raz) manifestują swoją miłość do kiczu. Ale to kicz z najwyższej półki.
Grupa łączy brutalny deathmetal z subtelną progresywną nutą. Growl miesza się z pięknym, tradycyjnym śpiewem a miażdżące gitarowe riffy, z pełnymi liryzmu fortepianowymi wstawkami. Najciekawsze jest to, że wszystko ma tu swoje miejsce, nikomu nie przyszłoby do głowy powiedzieć, że czegoś jest za dużo lub za mało. Panowie sprawiają, że sprzężenie gitar zaczyna znakomicie współgrać z partią skrzypiec.
Jedyne polskie wydanie jednej z dwóch książek amerykańskiej reżyserki i aktorki, protoplastki kina awangardowego za oceanem. Lecz paradoksalnie nie filmu kniga dotyczy, lecz poletka antropologii. Maya Deren, przyjaciółka choćby Margaret Mead czy Gregory’ego Batesona, przekonująco tłumaczy, że haitańskie wudu to nie tylko laleczki z włosów nabijane szpilkami, lecz coś więcej. Co? Zapraszam do lektury tego prawdziwie zaangażowanego, w miarę jasnego wywodu. Warto, a nawet trzeba.
verte.art.pl > Archiwum > 2008 > №51
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski