
15 grudnia o 16:00 Akademickie Laboratorium Filozofii Kultury zaprasza do Sali Kominkowej WSG C@fe w Bydgoszczy na wykład „O przewartościowaniu wartości. Myśląc Nietzschem”.
W grudniu, przy wigilijnym vertowym stole, niczym w pracy Judy Chicago „The Dinner Party” spotykają się kobiety — bohaterki tekstów autorek „verte” — które zmieniały bieg historii poprzez odważne działania transgresyjne, ustanawiające nową pozycję kobiety w świecie mężczyzn, o którym piał James Brown. Są wśród nich poeta (sic!) lesbijka Marina Cwietajewa, hipiska pacyfistka Yoko Ono, rozwiązła kobieta renesansu Madonna czy skandaliczna i obsceniczna Elfriede Jelinek. Poza tym w numerze trochę o gender w Polsce. Grudzień — Światowym Miesiącem Feminizmu według „verte”!
Jak „Ostatnie dni” Gusa Van Santa, tak samo „Czas, który pozostał” François Ozona pokazuje, jak nad śmiercią jednostki, kimkolwiek by ona nie była, czy szarym człowiekiem z piosenki Maanamu, czy znaną i poważaną personą, a więc jak nad tą śmiercią przechodzi się praktycznie obojętnie, zaraz powracając do swoich spraw i do swojego tak zwanego porządku dziennego. Fakt ten podkreślają dodatkowo, może nie jednowymiarowe, ale dość antypsychologicznie konstruowane postaci — jak to na francuskie kino przystało. Dla mnie bomba. PS Brawa dla Jeanne Moreau!
Film twórcy nowego „Bonda”, o przyjaźni, lojalności (lub jej braku), przyzwoitości i jakże modnych ostatnio w kinie różnicach kulturowych: Zachód vs. Wschód. Ale cokolwiek by nie mówić o Forsterze — „Przypadku Harolda Cricka” i „Chłopca z latawcem” będę bronić zawsze, bo to kawał dobrze skrojonego, zgrabnego, no i wzruszającego kina (a każdy czasem czegoś takiego potrzebuje i szuka, ja w każdym razie tak). A „Bonda” jeszcze nie widziałam.
Film w pewnym sensie kostiumowy, jak na twórcę niepokonanej jak na razie ekranizacji „Niebezpiecznych związków” przystało. Chyba bezprecedensowe podejście do tematu, nazwijmy to, „dworskiego”, bo to realizacja o tytułowej królowej wciąż żyjącej. Zatem film kostiumowy, ale niehistoryczny — to właśnie zachwyca, jako nowatorskie. Ale poza tym „Królowa” nieco gra na emocjach widzów (a już na pewno na emocjach Brytyjczyków), to może drażnić. Ale i tak warto.
Być może, zgodnie z zamysłem autorów, powinienem być dumny, że domyślam się puenty każdego dowcipu na długo zanim zostanie wypowiedziana, ale jedyne, co czuję, oglądając to show, to żenada. Typowy humor dla ludzi bez poczucia humoru, z którego szydzili twórcy „Extras” — grubo ciosany i boleśnie oczywisty. Z obowiązkowym rechotem w tle, by nawet największy imbecyl wiedział, kiedy się zaśmiać. Żal serce ściska, że takiego babola wydała ojczyzna „Hotelu Zacisze” i „Monty Pythona”. Myślałem, że takie gnioty to tylko w Polsacie.
Amerykańscy miłośnicy tematyki white trash mają „My Name Is Earl”, kanadyjscy — „Trailer Park Boys”, któremu (ku mojej ogólnej radości) zdecydowanie bliżej do „Gummo” Harmony Korine, niźli do amerykańskiej superprodukcji. Serial kultowy i śmieszny do bólu, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, jak niewiele w nim przerysowania.
„Superpospolita” — ten błądzi, kto czyta. Łże-zlep Fakt-Expressów i Rzep. Politykolep. Gwiazdy tańczą na lodzie, Rydzyk chodzi po wodzie. Zimna woda, zdrowa Doda. Staropolska nowomowa.
verte.art.pl > Archiwum > 2008 > №54
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski