
10 lutego o 17:00 zapraszamy do salonu Empik przy ul. Gdańskiej w Bydgoszczy na kolejne spotkanie z cyklu „Popołudnie z filozofią”. Tym razem będzie o miłości.
W miesiącu lutym prezentujemy wreszcie naszym PT Czytelnikom filmowe, literackie i muzyczne podsumowania 2008 roku. Ponadto odkrywamy młode talenty i prezentujemy je światu. To nowa, młoda i zdolna autorka „verte” Anna Wakulik oraz ożywcza postać na arenie polskiej sztuki zaangażowanej Rafał Karcz. Cieszymy się, że jesteście z nami! Poza tym, co w lutym?… Pamiętajmy o urodzonych w tym miesiącu Jamesie Joysie i Charlesie Dickensie czy też zmarłym Fiodorze Dostojewskim. Oni też, gdyby żyli w naszych czasach, zapewne byliby związani z „verte”.
Gus Van Sant ostatecznie udowadnia, że nie jest dziwadłem. Dziwadłem jako zjawisko filmowe i jako gej. Podejrzewam, że „Obywatel Milk” będzie jednym z najgłośniejszych filmów 2009 roku, a już na pewno będzie najgłośniejszym głosem w globalnej dyskusji nad prawami obywatelskimi gejów i lesbijek i nad tolerancją w ogóle. Mocne, absorbujące, wzruszające oraz… gustowne (muzyka!) i świetnie skrojone jak garnitury od Gautiera. Geje mają dobry smak, a ja ich (kino) ubóstwiam.
Może nie trzyma w napięciu jak „Ptaki”, ale za to przynosi zaskakujące zaskoczenie. Wielkim atutem jest też oczywiście Marlena Dietrich, i choć teoretycznie nie gra tu pierwszych skrzypiec, to i tak jest najjaśniejszą gwiazdą na Hitchcockowskim nieboskłonie kryminalnej psychodelii. Klasyka, do której warto wracać!
Spodziewałam się więcej, po tym jak kilku znajomym film ten wywrócił misternie budowane na przestrzeni lat pojęcie o sztuce filmowej na lewą (!) stronę. Może dlatego, że czytam Žižka regularnie i zdążyłam zauważyć, że słoweński filozof od kilku lat zwyczajnie się powtarza, „Z-boczona historia…” mnie nie zachwyciła, a wręcz… skłoniła do arcyelokwentnej refleksji: e tam.
Nadal w ramach bojko(u)tu współczesnej polskiej muzyki i ramach odkurzania winylowych płyt. Tym razem po raz kolejny utwierdziłam się przekonaniu, że „kiedyś było lepiej”, panie dzieju, ojoj… Ludzie, toż to mieliśmy polski odpowiednik Jefferson Airplaine — równie pomysłową, utalentowaną muzycznie i wokalnie kapelę, i o takim samym, jeśli nie większym (!), ładunku psychodelii! Nie sądzę, żeby teksty powstawały tak całkiem „bez niczego”. Sprawdźcie.
Jeśli ktoś z was zaczął słuchać Marianny Nadziei-pełnej od na przykład „Before the Poison”, będzie w szoku, gdy usłyszy jej dokonania sprzed 40 lat, jak właśnie „North Country Maid”. To niesamowite, co stało się z jej głosem na przestrzeni tych lat! Gratka dla fanów, jaką jest utwór „Scarborough Fair”, znany bardziej z repertuaru Simon and Garfunkel, wstrząśnie wami najbardziej. Toż to pieśń sakralna, o jaką nie posądzilibyście nigdy zniszczonej przez używki i Micka Jaggera dzisiejszej Iriny Palm. Warto!!!
W ramach dokształcania się sięgnęłam po płytę (wydanie winylowe) Józefa Skrzeka, którego dotąd nie lubiłam. Lubiłam za to Szulkina, no i „Wojnę światów”. Dziś lubię obu panów. Niesamowite, na jakim poziomie była kiedyś polska muzyka!!! Światowym! A co się dzieje teraz? Strach pomyśleć, no i trochę przykro się jakoś tak człowiekowi robi…
Gdy Paktofonika święciła triumfy, by zaraz potem przestać istnieć, ja byłam akurat w liceum i z hip-hopem miałam wspólnego tylko tyle, że go nienawidziłam. Byłam „metalem”, nosiłam skórzany brązowy płaszcz do ziemi i glany i na chłopaków w portkach z krokiem w kolanie patrzyłam raczej spod byka. Dziś występuję w nieco innym entourage’u i choć hip-hopu nadal nie lubię, książkę przeczytałam z zapartym tchem! Polecam (także byłym „metalom”).
Arcyciekawa i arcywciągająca lektura o teoriach gender, freak i LGBT vs. „reszta świata”. A może nie ma wcale żadnego podziału? Nie wiem, przeczytajcie i oceńcie sami. Na świecie książka przełomowa, i wreszcie wydana w Polsce. Hurra! Chociaż… w „państwie narodowym” raczej nie do zaakceptowania…
verte.art.pl > Archiwum > 2009 > №56
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski