> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№61 lipiec 2009

„verte” to magazyn internetowy poświęcony krytyce kultury w ramach spełniającej się nowoczesności. Ukazuje się od lipca 2004 roku. Wydaje go bydgoska Pracownia Kultury Współczesnej.

№61 RSS

Aktualia

30 czerwca, debatą „Ciało artystki - ciało prostytutki, czyli jak się godnie sprzedać", zainaugorowaliśmy działalność Pracowni Kultury Współczesnej w Zielonej Górze. Mimo wakacyjnej gorączki i urlopowyjazdów, nie zamierzamy leniuchować. O dalszych naszych planach i działaniach będziemy Was na bieżąco informować. Zaglądajcie na „verte" i PKW!

Wstęp Maciej Twardowski

Choć pogoda za oknem pozwoliła sobie na wakacyjne szaleństwo, to redakcja „verte” jak zwykle zwarta i gotowa, by swoim czytelnikom i czytelniczkom dostarczyć wrażeń mocniejszych niż lipcowa burza. Silniejszych, bo intelektualnych. A jak! Czyż jest bowiem coś lepszego niż krytyka kultury, gdy rzęsisty deszcz puka do naszych domostw? Z pewnością nie! A cóż ciekawego w numerze 61.? Jest w czym wybierać – począwszy od próby rozgryzienia wszędobylskiego pojęcia „prawdy”, na relacji z poznańskiego koncertu Nine Inch Nails skończywszy. Korzystając z okazji, chcielibyśmy serdecznie powitać na łamach „verte” nowego autora - Jacka Szafranowicza, który w swoich tekstach pochylił się nad kinem anglojęzycznym. Zapraszamy do lektury!

Rekomendacje

Filmy

„W górę Jangcy” Yung Changa Sławomir Wasiński

Obok „Sfabrykowanego obrazu” i „Chin w kolorze blue”, które opisywane były w poprzednim numerze „verte”, „W górę Jangcy” zamyka pakiet „Oblicza Chin”, wypuszczony na rynek przez Mayfly. I tym razem widz jest świadkiem tego, co dzieje się w Kraju Środka. Ludzie zmagają się ze stale zalewającą nowe tereny rzeką Jangcy. Są zmuszani do ciągłych przesiedleń za sprawą budowy Tamy Trzech Przełomów. Yung Chang – reżyser filmu – nie mówi dużo. Obrazy, które serwuje widzowi, są tak sugestywne i klarowne, że nie potrzeba tutaj żadnego komentarza. Film jest szczególnie ważny, ponieważ pokazuje prawdę. Jedna z najbardziej poruszających scen przedstawia człowieka, który w kilku słowach ukazuje tragiczną sytuację ludzi przesiedlonych: Niełatwo być człowiekiem, ale być zwykłym obywatelem Chin jest jeszcze trudniej. Dokument otrzymał nagrodę główną 5. edycji festiwalu filmowego Planete Doc Review.

„Antychryst” Larsa Von Triera Adam Kruk

Oglądając ten film, publiczność w kinie wybucha śmiechem, wychodzi, wydaje odgłosy obrzydzenia… Niewielu „Antychryst” się podoba. Ale filmy Von Triera nigdy nie podobają się tłumom. Zresztą tego pana wypada nie lubić. Dlaczego ja cenię ten „rzyg”, jak nazwał obraz Tadeusz Sobolewski? Bo ten „rzyg” jest piękny wizualnie i inspirujący intelektualnie. Trier odpomina dawne, wydawałoby się już przepracowane, Freudowskie koncepcje dotyczące kompleksu kastracyjnego, a płciowość nabiera wyrazu i różnicuje się. Tu mizoginizm splata się z ekologią, legendy i grzechy historii z najbardziej podstawowymi ludzkimi potrzebami, a motyw ofiary łączy się z instynktami zdobywcy. Co z tego można wykrystalizować, to zależy od widza. Jedni machną ręką, inni wezmą nawet więcej niż Trier przewidział.

„Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” Davida Finchera Arkadiusz Sokół

Odkąd zobaczyłem „Siedem” z 1995 roku, nie omijam żadnego filmu Davida Finchera. Idę więc do kina na „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, siadam w wygodnym fotelu, otwieram piwko i delektuję się każdą sceną. Niestety, oglądając adaptację filmową prozy F.S. Fitzgeralda, odnoszę wrażenie, że reżyser chciał zrobić typowy film oscarowy. Sentymentalne, nieco groteskowe przygody bohaterów, latający w huraganie koliber, metafizyczne anegdotki na temat czasu i cierpienia oraz sprawdzony Brad Pitt. Reżyser bez wątpienia skonstruował dobre kino, technicznie film jest bez zarzutu. Zdecydowanie wolałbym jednak, żeby Fincher nie udawał Roberta Zemeckisa i po prostu był sobą. 

Książki

Przygodność, ironia i solidarność” Richarda Rorty'ego Maciej Twardowski

Choć w przeszłości nie miałem wielkiej styczności z dziełami amerykańskiego filozofa, po lekturze „Przygodności…” zrozumiałem swój błąd. Rorty posiada niesamowitą umiejętność łączenia ironii, żartu i całkiem poważnego podejścia do kwestii filozofii języka (i nie tylko!). Być może wszystko jest przygodne, lecz w żadnym stopniu nie zmienia to faktu, że dzieła akurat tego myśliciela na długo pozostaną w mojej pamięci.

Płyty

„In a Flesh Aquarium” Unexpect Łukasz Remisiewicz

Obcując z tym dziełem, ma się wrażenie, że obcuje się z przyszłością. Ten zespół jest genialny dlatego, że tworzy muzykę metalową, wyprzedzając absolutnie swoje czasy. Nienachalna wirtuozeria, mieszanka chyba wszystkich stylów globu, włącznie z operą, jazzem, ambientem, bardzo schizofreniczny klimat, powodują, że głębię tego albumu trzeba odkrywać długo. Zapewniam jednak, że warto.

„Love's Secret Domain” Coil Maciej Twardowski

Muzyczny odjazd homoseksualnego duetu Coil. W przeciwieństwie do poprzednich wydawnictw, mamy do czynienia z odejściem od syntezatorów na rzecz mocno acidowych sampli. Charakter całej płyty staje się całkiem zrozumiały, gdy z tytułu utworzymy akronim. Psychodeliczna twórczość Johna Balance’a i Petera Christophersona idealnie komponuje się z wokalem Marca Almonda, który na płycie również się pojawia. Jako że zespół jakiś czas temu zakończył działalność wraz, ze śmiercią Balance’a, część płyt jest dostępna do legalnego ściągnięcia na oficjalnej stronie zespołu: brainwashed.com

„The Liberty of Norton Folgate” Madness Adam Kruk

Madness to legenda, i choć zaczynali od ska, legenda ta należy do muzyki popularnej. „Our House” to hymn lat 80., który zna chyba każdy. I wydawało się, że w latach 80. już pozostaną, bo nieśmiałe próby powrotów nie wywoływały fajerwerków. Tymczasem w roku 2009, ponad 30 lat po zawiązaniu, nagrali najlepszy album w swojej karierze, któremu udało się wspiąć na 5. miejsce brytyjskiej listy sprzedaży. Brzmi niewiarygodnie? Bo jest niewiarygodne, że starsi panowie potrafią nagrać tak świeżą i witalną płytę. „The Liberty of Norton Folgate” ma wszystko – melodię, niepokój i przede wszystkim brytyjski sznyt, który sprawia, że Madness brzmią tak szlachetnie, a „That Close” czy „On the Town” przywracają wiarę w siłę piosenki.

verte.art.pl > Archiwum > №61

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski