> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№15 wrzesień 2005

Autobus Babel Kacper Podrygajło

Mój jedyny sen, który wyczołgał się z łóżka i rozegrał się na jawie, był o kontroli biletów w autobusie. Jego spełnienie bardzo mnie zasmuciło; natychmiast zacząłem zastanawiać się, kto i dlaczego zarwał moją noc po to by napisać, a potem wywlec na światło dzienne tak koszmarnie nudny scenariusz. Na negatywach czekało mnóstwo cudownych snów: w jednym byłem gangsterem, w drugim pięknym apartamentem, tu pieściłem popiersie prezydenta, tam pozowałem z mitozą i mejozą do wspólnego zdjęcia… Miałem basen, przydomową fosę i delikatesy. I one nie wyprowadziły się z nocy na spacer; zostały w domu przed telewizorem — piękne, nie wywołane filmy, którym nie chciało się ruszyć nawet do wypożyczalni.

Jadę tym autobusem no i brawo, wszystko jak we śnie: tu pasażer, tam kontroler, jest okno, kasownik i identyfikator. Cud! Dwugłosowy kanon, imitacja ścisła, bliźnięta syjamskie, bo to autobus przegubowy, ma wspólną oponę i przeponę. Miejsca siedzące, miejsca stojące zrośnięte operacyjnie. Repetycja, retrospekcja i rozterka. Nauczyć gówniarza co chodzi i powtarza czy Nic dwa razy się nie zdarza?

Wsiadłem do autobusu jeszcze raz, chociaż we śnie nie było mowy o powrocie. Spełnienie przepowiedni uznałem wcześniej za upokarzającą drwinę, ale w gruncie rzeczy miło było wiedzieć, że nie mam co jechać na gapę. Kiedy wracałem do domu, oprócz tej wiedzy brakowało mi też biletu. Ze zdenerwowania aż spociło mi się czoło, natychmiast jednak oparłem je o rękę posapując i wywracając oczami — była to tak zwana mowa ciała. Że niby: jestem zmęczony i spóźniony, kto rozumie to lepiej od was, współpasażerowie! To czoło to nie ze mną, dosiadło się tylko, jest mokre jak małpa w kąpieli, brudzi szyby i wyłudza pieniądze. A autobus tak wolno jedzie.

Ref. Dłoń o czoło oparłem i się czoła wyparłem.
Czoło czołem, a co pod czołem?
Perskie oko puściłem w autobusie,
co mruga do Ciebie i jest milusie.

Śpiewałem tak przez kilka przystanków i wcale się nie uspokoiłem. Wszystkich wsiadających uznawałem za stworzonych do sprawdzania biletów. W końcu postanowiłem, że w razie kontroli zacznę mówić po francusku. Często wmawiałem znajomym, że zawsze tak robię — w rzeczywistości zdarzyło się to tylko raz, a na samo wspomnienie drętwiał mi język. Nie znałem dobrze francuskiego, okazało się jednak, że nie jest to żadną przeszkodą. Sekret polegał na tym, by mówić bardzo szybko i dużo, od czasu do czasu karykaturalnie sylabizując polskie słowa. Autobus mijał kolejne skrzyżowania, a ja w pocie czoła kleciłem pierwsze uderzenie:

Ne pas argent, va dans ta chambre! Je n’ai pas billet sur occasionnel. Mes documents, ils sont en France, ici ils non sont. Monsieurs, je suis cinquieme! Je ne parle pas polonais, francais et anglais et cette situation extraordinaire je n’aime pas!
czyli:
Pieniądze nie, idź do swojego pokoju! Nie mam biletu na okaziciela. Moje dokumenty są we Francji, tu nie są one. Panowie, mam piętnaście lat! Nie mówię po polsku, francusku i angielsku, a tej sytuacji ekstraordynaryjnej nie lubię!

Jak widać, postawiłem na brzmienie. Mimo to uznałem monolog za całkiem przekonujący, zwłaszcza że pojawiły się w nim takie słowa, jak „billet”, „documents”, „France”, „polonais” i oczywiście „extraordinaire”. Pomyślałem też z dumą, że być może daliby mi spokój nawet wtedy, gdybym powiedział to wszystko po polsku.

Ponieważ do żarliwej deklamacji najlepiej nadają się wiersze i piosenki, a efekt moich dotychczasowych starań nie był mimo wszystko arcydziełem (okaziciel!) — kolejne minuty spędziłem na rekonstruowaniu poematu o motylkach, którym, wstyd wyznać, wygrałem kiedyś szkolny konkurs poezji francuskiej. Po chwili przypomniała mi się także pieśń o kapuście, piosenka o klownie, o tym, że nie ma pasztetu w restauracji itd. I kiedy właśnie śpiewałem, że mam śmieszny melonik i skaczę wysoko, bim bom, do autobusu wsiedli… Francuzi.

Ref. Melonik spadł, gapowicz zbladł. Hop
sa
sa
sam ich sobie wygenerowałem, wyizolowałem z piosenek ich komórki macierzyste, nielegalnie ich wyhodowałem na wesołej pożywce z klowna. Narodzili mi się w kapuście, przyleciał z nimi motylek w czarno-białej peruce z doczepianym dziobem. Motyl-bocian, bim bom! Podrzucił ich w tobołku, by przeprowadzili samosąd za gwałt na ojczystej gramatyce.

Czy muszę pisać, że natychmiast wyrzekłem się nowej narodowości? W mgnieniu oka stałem się zupełnie innym człowiekiem — teraz mówiłem wyłącznie po angielsku. Przestraszyłem się jednak, że na następnym przystanku pojawią się Anglicy, a potem także ich krewni i znajomi, aż będzie ich tylu, że wszystkich zgniotą, zmiażdżą lub zduszą, ścisk, tłok i śmierć, przyrost nienaturalny i gęstość zaludnienia. Ludzie, ratujcie, chcą nas zaślinić na śmierć swoim obcym językiem, chcą nam zrobić ze 113 Autobus Babel, aż do Nieba chcą dojechać z krwawą ofiarą, a czy w Niebie jest gdzie się zatrzymać? Hamulec bezpieczeństwa, natychmiast, jeśli chcecie jeszcze siedzieć przy oknie i zdążyć do pracy. Zróbcie coś, bo jak Bóg to zobaczy, to wszyscy zaczną mówić tylko po polsku i co wtedy będzie? Koniec świata.

Wybiegłem z autobusu. Para francuskich turystów wspaniale wyglądała w oddalającym się oknie. Dziewczyna miała pasiasty sweterek, na którym fiolet przyjemnie harmonizował z zielenią. Chłopak potrząsał lśniącymi włosami i obejmował towarzyszkę z cieszącą oko czułością. Zacząłem im machać, ale ktoś złapał mnie z tyłu za rękę. Odwróciłem się i zobaczyłem, że stoją przede mną Terry, Casey i Sue — bohaterowie fotoopowieści z podręcznika do języka angielskiego. Zagadnąłem Terry’ego, czy pogodził się z Sue i czy nadal feels like a robot, ale wziął mnie tylko pod ramię i szepnął dreams come true, a Casey wyjął identyfikator i poprosił o bilet.

Bonus!

Zdanie, które nie weszło do opowiadania:
Puściłem wolno i bez kagańca mego małego Persa popaprańca.

© 2005 Kacper Podrygajło

Opowiadanie zajęło pierwsze miejsce w konkursie literackim organizowanym przez program „Dolina Kreatywna”.

verte.art.pl > Czytelnia > Opowiadania > Autobus Babel

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski