Myślałeś kiedykolwiek co będzie
kiedy przeje się nam
blondyna na billboardzie?
Ta co z oczyma jak 2 grosze
na niebiańskim tle
zerka techniką Mona Lizy
szczerząc się
jak szympans na banana
Piękno ma być po to
aby się zapomnieć
Blondyna jest dobra
aby się zapomnieć
Nie, nie jest to delikatna Irenè Jacob
na czerwonym tle i mimo że chciałbym
już nie proszę
bo to jak chcieć z życia do śmierci
lecieć ambulansem na księżyc
Ale myślałeś kiedykolwiek co będzie
kiedy i blondyną zamiotą ulicę?
Myślisz że to też będzie przejmujące?
Chociaż trochę?
Lada dzień
postawią tu jedną
w pełni
ciała
przeźroczystą
będzie można zanurzyć w nią rękę poznać
na wylot niemal
jak duszę
Lada dzień
będziemy ją przenikać
nasze oczy mienić się będą wszelkimi kolorami
policzki zaróżowią się jak balony
języki będą wołać o nieznane jeszcze słowa
i jak sądzisz
zadowoli nas
jej widok?
Urzeczeni
wejdziemy w nowy etap
a ona wtedy naprawdę będzie
górować nad nami
gładka jak powieka noworodka
beztroska jak stroboskop lekka
jak eter będzie mówić
że nas kocha
i nie będzie
o co się oprzeć
w ramach sprzeciwu
i nie będzie
kogo się chwycić
w ramach buntu
© 2010 Jacek Szafranowicz
verte.art.pl > Czytelnia > Wiersze > Blondyna na billboardzie
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski