Z cyklu „Dobrej nocy w Nous Caffe”:
Pewność pojawia się jako efekt widzenia tego, co jeszcze nie zrealizowane, a co, o ile się stanie, takim właśnie a nie innym będzie. Upływający jednak czas, jako międzyczas poszczególnych realizacji, pokazuje nam pewne możliwości jako już będące. To te fakty dają nam zdolność zobaczenia możliwości w ogóle.
Więc każda rzecz tam (tu wskazał palcem za okno) ma swoje wytłumaczenie tam… (w tym momencie jego głos zawisł; filozof wiedział, że waha się między „tu” i „tam”, znaczyło to tylko, że jeszcze nie rozpoznał, gdzie ostatecznie się znalazł; jego myślenie wydawało mu się słuszne: jestem tu, a nie tam, lecz tu jeszcze nie znają wszystkich ograniczeń, więc musi istnieć jakieś tam; jak zatem to „tu” przekroczyć ku tamtemu „tam”?) gdzie… gdzie wy stanowicie wstęp.
W pamięci pozostać jednak musi, że jakiekolwiek pójście tam musi się dokonać z jakiegoś tu. Więc droga musi wyrastać z wizji głębokiego wkorzenienia we własne miejsce. Celem wszelkiego szukania jest to właśnie miejsce. Przecież wszystko wokół jest zaledwie uwarunkowaniem tego miejsca. Zaledwie i aż, bo nic innego nie ma. I podstawową rzeczą doświadczenia jest czas. Każde teraz mierzy się przede wszystkim „z kim” tego teraz. Pomiędzy wydarza się to, co jest sensem wszelkiego bycia: czas. Ów czas jednak zależy, i to jest druga jego strona, od sposobu bycia tego co jest. Nie idzie więc o to, co pierwsze: czas, czy to co czaso-przestrzennie uporządkowane, a o to, jak być w czasie i z czasem, aby być sobą. Ostatecznie więc: jak wcielić własne istnienie, aby wcielenie nie było pomyłką. Czas może zabijać i czas może budować. Raz powstały, bez względu na to, z jakich sił i na jakim podłożu, jestem siłą, która sama siebie mnoży, sama siebie buduje i sama siebie przerasta, o ile zdoła się skupić, a nie rozproszy się na drobne chwile ulegania cierpieniu lub poddawania się przyjemności.
Co mnie buduje, to mnie zarazem ogranicza, ale i tak samo wyzwala we mnie siłę do bycia bardziej.
To co wokół jest pytaniem, w które jestem rzucony. Jestem więc niosącym odpowiedź — odpowiedzialnym. Czy chcę tego, czy nie, moje zadanie polega na udzieleniu odpowiedzi na miarę siebie tu i teraz. To jedyna szansa na dobrą odpowiedź. Spełnić jednak trzeba jeden warunek. Trzeba umieć przy sobie pozostać bez lęku zatraty siebie w czasie i bez ulegania pozorowi bycia rzeczą na świecie. Pozostać zaś przy sobie to znaczy nie tylko zwiększyć samowiedzę własnego Ja w różnych jego kolejach, lecz nadto mieć się we władzy swojej i w starciu z przeciwnościami losu, z sobą, z zagadnieniami życia budować siebie samego jako wciąż zmagającą się moc zewnętrzną. Zaufać sobie i swemu istnieniu. To wszystko przecież znaczy, i jest to znaczenie najpierwsze, żeby nie tracić swego czasu.
A czas marnujemy wciąż i nieustannie i wydawać się chce, że jest to już nasz sposób bycia: zaprzeczyć wszystkiemu co mnie tworzy, nie dać temu żadnego czasu na jego pełnię.
Otworzyć jak najpełniejsze pole możliwego rozumienia samego siebie i z tych możliwości wszelkiej prawdy wydobyć to co mną jest najbardziej, stać się w istocie swojej kimś, kim mam się tu i teraz stać. Odnaleźć, czyli zbudować swój los.
Profesor skończył. Przypomniałem sobie wszystko, co kiedyś mi mówił. Pamiętam jak On uczył mnie patrzeć. I tak bardzo dzisiaj mówiąc przywoływał mi swoją małą książeczkę o człowieku.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę w milczeniu. Nagle na stolikach pojawiła się kawa. Pełzła powolutku w stronę każdego z nas. Dochodziła północ, więc kawa była zupełnie na miejscu, zresztą jak i o każdej innej godzinie. Profesor zmęczony ciężko oddychał. Już nie był lekkim przechodniem. Teraz był herosem rozumu. Był u siebie, w Nous Caffe. Bałem się zapytać, czy zostanie, bałem się, że odejdzie. A On spojrzał na filozofa tym wzrokiem, z jakim zawsze mówił: Każdy ma swoją drogę i swoje postoje; ten postój już się kończy. Jego dusza i tak nas przerastała, więc nie musiał jej zostawić, zresztą i tak nie mieliśmy w jego przypadku na to wpływu. Kiedy wyszedł nikt nie pamięta. Dość zauważyć, że pojawił się nowy regał, na którym stanęły wszystkie dzieła Profesora, a na regale zapłonęła nowa świeczka. Więc jednak został. Oto On, w płomieniu nad książkami.
Wiele jeszcze dni będzie w głowie filozofa brzmiało niewypowiedziane pytanie Profesora: Czy jesteś prawdziwy?
© 2005 Karol Zamojski
verte.art.pl > Czytelnia > Dobrej nocy w Nous Caffe > Co być może, co winno i jak się ma do tego, co jest
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski