Późnym popołudniem dziewczyna wraz z matką i ojcem wybrali się na spacer do lasu.
Drzewa wyrastały gęsto po obu stronach piaszczystej drogi – pośród ich smukłych trzonów pozieleniałych wysoko u góry i narzucających stamtąd prawie ciemność, jedynej nadającej się do spacerowania we trójkę. Wszystko w tej okolicy było równinne, proste, bądź strzeliste, aż tę powtarzającą się regularność, która odpowiadała ciszy pomiędzy zbliżającymi się z naprzeciwka, zmąciło drżenie naruszanego mchu.
Po raz pierwszy w życiu dziewczyna zobaczyła nosorożca na wolności. Wystąpiła o kilka kroków przed rodziców i rozkładając ramiona na boki tak, że zagrodziła im drogę, wyrzuciła z siebie również pierwsze podczas spaceru słowa:
– Wielki jak dinozaur...
Zwierzę przechodziło z jednej strony lasu na drugą, w poprzek uciążliwego milczenia, a matka i ojciec uczepili się ramion córki, każde ze swej strony. Lecz i ono w porę musiało zorientować się w ich obecności, ponieważ przyspieszyło tempa, przetaczając się przed ludzkimi oczami jak głaz puszczony ze skały.
– Zostańcie na swoich miejscach, nie ruszajcie się – wydał polecenie przejęty ojciec. – Niech swobodnie przejdzie, niech nie wraca. Może okazać się niebezpieczny, jeśli zaczniecie panikować.
– Ojciec ma rację, lecz nie widziałam rogu wyrastającego z jego nosa. Czy na pewno mamy do czynienia z nosorożcem, a nie z hipopotamem? – wtrąciła matka, rozglądając się po najbliższym otoczeniu i odruchowo poprawiając rondo czarnego kapelusza.
– Kochanie, zapewniam cię, to nie jest pora na żarty.
Wtedy dziewczyna wyrwała się z uścisku rodziców i pobiegła za nosorożcem.
– Mamo! – krzyknęła – on ma twarz zupełnie jak ty. Tato, on jest tak ciężki, że nie wiem, czy przeżyją drzewa, pośród których pędzi... z szarości do białej szarości! Czekaj...
Dogoniła nosorożca, gdy ten stanął w samym środku lasu. Ustawił się do niej bokiem, a zaostrzona kość na czubku nosa częściowo wychyliła się ku jej oczom, gdy poruszył głową. A kiedy podniósł znad mchu nogę, zobaczyła również podziemne przejście, trochę podobne do tego u wyjścia z lasu, lecz z większym cieniem rzuconym w otwór.
Był na odległość mniejszą od jej dłoni.
© 2010 Ewelina Jarosz
verte.art.pl > Czytelnia > Opowiadania > Czarna Owca Apostołki: Nosorożec
© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski