> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№68 luty 2010

Dwa podsłuchy (fragment) Ewelina Jarosz

Dla zabawy mojego syna

SCENA I
Za zamkniętymi drzwiami toczy się rozmowa.

Podsłuch 1: Czy my jesteśmy na 31. piętrze?
Podsłuch 2: Cicho. Nie mogę się skupić. Chyba ktoś idzie... Kobieta... lat około 30. Ma na sobie samonośne i cienki płaszczyk.
Podsłuch 1: Właśnie rozgląda się... Stanęła... Czuje się obco w tej klasie. Nie stać ją na pokój w Marriotcie... Lecz... nie znalazła się tu całkowicie przypadkowo. Mam na myśli „tu”-z-nami, na 31. piętrze.
Podsłuch 2: Wciąż ogólnikowo odnosisz się do miejsca naszego przyłożenia, podczas gdy to tak nieistotne.
Podsłuch 1: Dla mnie istotne. Chciałbym wiedzieć, gdzie się znajduję.
Podsłuch 2: Co powiesz na to: nie jesteśmy na żadnym 31. piętrze hotelu Marriott, lecz na Kubie, mały motel, obskurna spelunka. Nie jesteśmy podsłuchami, lecz zwykłymi pluskwami. Czy wiesz chociaż, na kogo czekamy? Czy ktoś opisał ci wygląd tej osoby?
Podsłuch 1: Nie wiem tego. Wyobrażam sobie.
Podsłuch 2: Czekamy na kochankę kochanki głównej. To zakazane. Czy wiesz o tym? Właśnie idzie.
Podsłuch 1: A gdzie ja? A gdzie ty?

SCENA 2:
Duży pokój przypominający hotelowy. Są tu trzy duże łóżka. Na środku instalacja z nałożonych na siebie mebli podobnych do szafek. Dwa podsłuchy rozmieszczono na niej po różnych stronach, lecz nie po przeciwnych.

Podsłuch 2: Ty na powierzchni szafy, widok na łóżko pod oknem. Ja na powierzchni szafy, widok na łóżko pod ścianą. Brakuje nam trzeciego, ale to nic. Słuchaj, jeśli one zajmą twoje łóżko, przeniosę się do ciebie, ty zrobisz to samo, gdy zajmą moje. Musimy się skupić, rozumiesz?
Podsłuch 1: Jak wyglądam?
Podsłuch 2: Jesteś czerwony. A teraz do dzieła, wchodzi kochanka!

Do pokoju wchodzi kobieta ubrana w jasny strój ze sznurami przy pasie. Lat około 30. Rozgląda się jak osoba, która zastaje wszystko po raz pierwszy. Kładzie podróżny tobołek na łóżku przy oknie i siada na nim. Bierze do ręki mazak, podchodzi do instalacji z szafek, pisze:
„Nie wiedziałam, że tak wyglądają pokoje w hotelu Marriott”.
Dziewczyna zauważa dwa czerwone guziczki przyczepione na żabkach do powierzchni szafek. Przesuwa je do siebie. Drzwi otwierają się ponownie. Do pokoju wchodzi kobieta, lat około 45. Ma czarny tapir na głowie, jest słusznej budowy, ubrana jak szef mafii. Bierze tamtą za kaftan bezpieczeństwa i przyciąga do siebie.

Kobieta 45: No i co, mała, mamy całą noc dla siebie? 
Kobieta 30: Tak, noc, lecz jeszcze jest trochę dnia.
Kobieta 45: Mam ochotę cię przelecieć. Spodziewałaś się tego?
Kobieta 30: Nie mów tak, bo ja też od razu mam ochotę. 
Kobieta 45: W takim razie powoli do dzieła.

Starsza rzuca młodszą na łóżko pod oknem. Ogarnia ją ciałem.

Kobieta 30: Poczekaj. A kim ty w ogóle jesteś?
Kobieta 45: Gdybyś wiedziała...
Kobieta 30: Chcę wiedzieć.
Kobieta 45: Jestem rzeczywistością morza, nieistniejącym archipelagiem wysp, innym wymiarem błękitu. Rozumiesz mnie, lalka?

Kobieta 30 zamyka oczy, przyciąga ją do siebie i zaczyna całować po szyi i policzkach, omijając usta.

Kobieta 45: Zaśpiewasz mi coś? Lubię, żeby to trwało.

Kobieta 30 zaczyna śpiewać jej do ucha cicho, zmysłowo. W trakcie wydostaje się z pozycji osaczenia:

„I don`t know where we stand with you
I never ever make any plans with you
I don`t know what I mean to you
The only thing I know is I dream of you
... and all that I know is I just don`t understand...”

why my… mhm... happieness always lies in the palm of your head.

Kobieta 30 podchodzi do instalacji z szafek. Zdejmuje dwa podsłuchy. Bierze je tak, jakby były zawsze jej znajomymi przedmiotami i zakłada je sobie na uszy jako własne klipsy.

Kobieta 45: Wystarczy!

Kobieta 45 odwraca głowę. Patrzy przez okno.

Kobieta 30: Na co patrzysz?
Kobieta 45: Widok z 31. piętra hotelu Marriott jest inny. Wszystkie pokoje są tam zajęte, a drzwi pozamykane. Wykładziny są miękkie, szare, oświetlenie matowe. Nawet nie pamiętam, jak jechałam windą na górę.
Kobieta 30: Jaki jest widok z okna?
Kobieta 45: Jest tak wysoko, że nic nie widać. 
Kobieta 30: Czy na pewno nic nie widać?
Kobieta 45: Widać trochę ciemności, ale płytkiej. Potknęłam się o wypustkę wykładziny. Widzisz, mała, ten hotel wcale nie jest taki doskonały, jak go nam sny rysują.
Kobieta 30: Spróbuj wepchnąć mnie na Kubę. Chcę zbliżać się do archipelagu, ale nie chcę go dotykać. Chcę wyjeżdżać stąd często i daleko, w nieznany wymiar. Nie znam ciebie. Nie chcę oglądać tego miejsca!
Kobieta 45: Słyszę. Lecz ty już tam jesteś. Cały czas wyjechana. Opowiedz mi, jak wygląda archipelag kubański.

SCENA 3:
Widać tylko jeden materac, na którym siedzą dwie kobiety.

Kobieta 30: Widzę go przez chwilę z odległości fal. Zdaje się, że zagłuszam jego widok. A brzeg jest biało-niebieski. Czekaj, jest pomieszany. Widzę półksiężyc. [Kobieta 45 patrzy przez okno]. Słuchasz mnie jeszcze?
Kobieta 45: Nie słyszę wszystkiego, ale nie przerywaj. Opowiedz, co tam robisz?
Kobieta 30: Utrzymuję się przez chwilę, potem fale mną kołyszą, nagle unoszę się wysoko w górę i tracę świadomość, znikam. Na co patrzysz?
Kobieta 45: Wcale nie patrzę. 
Kobieta 30: Może chcesz zobaczyć moje nowe klipsy? Kupiłam je wczoraj w sklepie „wszystko po 4 złote”. Czy wiedziałaś, żeby nigdy nie kupować niczego za 4 złote? Każdy z moich znajomych, który kupił ostatnio jakąś rzecz za 4 złote. teraz narzeka. Więc kupuj za 5 i za 6, ale nie za 4. Mnie się jednak te klipsy podobają. Zwłaszcza te nacięcia na wierzchniej stronie.
Kobieta 45: Pokaż. Fajne są. Wyglądają jak podsłuchy. Nie chciałabym, żeby ktoś mnie podsłuchiwał.
Kobieta 30: Czemu nie, to mogą być podsłuchy. Wyobraź sobie tylko. Ty, ja, nasze słowa, ten pokój, tamten niemy widok – wszystko bezpowrotnie wpadło do ich wnętrza. Mogłoby być inaczej? Że to te dwa małe przedmioty dyskretnie wygenerowały całą sytuację. To napięcie, wiesz, od początku czułam, że nie jesteśmy same... Nie żeby mi się to podobało, ale... Wolałabym samotność absolutną.
Kobieta 45: Schowaj je. 
Kobieta 30: Dlaczego?
Kobieta 45: Mówię ci, schowaj.
Kobieta 30: Dobrze.

SCENA 4
Ciemność.

Podsłuch 1: Słyszysz?
Podsłuch 2: Co?
Podsłuch 1: Ciszę.
Podsłuch 2: Tak, panuje cisza.
Podsłuch 1: Czy lubisz ciszę? Bo ja tak.
Podsłuch 2: Wolę, jak się coś dzieje.
Podsłuch 1: Jak jest cisza, to ja jestem spokojniejszy.
Podsłuch 2: Nic nie widzę.
Podsłuch 1: Bo to jest 31. piętro hotelu Marriott. To normalne. Wszystkie pokoje są zajęte. Drzwi pozamykane. Okna szczelne. Taka wysokość, a nawet wiatru nie słychać.
Podsłuch 2: To po co nas tu umieszczono?
Podsłuch 1: Żebyśmy nasłuchiwali ciszy. 
Podsłuch 2: Nie chcę tu być. Wolę nasze przygody, wolę misje na Kubie.
Podsłuch 1: A ja, powiadam tobie, wolę ciszę. Chyba nie nadaję się do tej roboty, w przeciwieństwie do ciebie.
Podsłuch 2: Nadajesz się. Słyszysz co innego. Dlatego obsadzają nami obu różne przedmioty.
Podsłuch 1: Ale ja nawet nie chcę być podsłuchem. Ciągle coś mi w środku brzęczy, co nie pochodzi z zewnątrz. Słyszę głosy, nawet jak jestem po pracy.
Podsłuch 2: Za mocno bierzesz wszystko do siebie. Spróbuj jedną kratką wpuszczać, drugą wypuszczać. 
Podsłuch 1: Ty tak robisz?
Podsłuch 2: Czasem, bardziej jednak dlatego, że wolałbym być podglądem. 
Podsłuch 1: Na co chciałbyś patrzeć?
Podsłuch 2: Marzy mi się jakiś widoczek na zatokę i dalej na otwarte morze. Wiesz, tu rośnie wiotkie drzewo, które trochę szumi, a tam po linii horyzontu sunie statek i rozrzuca fale. Mimo że daleko, chciałbym go dokładnie obejrzeć z bliska. Chciałbym zajrzeć w każdy zawór tego statku. Chciałbym, żeby moje oczy wynajęły całość. 
Podsłuch 1: Lubię, gdy tak mówisz. Lubię z tobą pracować. Wciąż cię gdzieś gna i jesteś mądry. 
Podsłuch 2: Chyba się trochę rozpychasz...
Podsłuch 1: Bo tu się zrobiło ciasno.
Podsłuch 2: Rozsuńmy się trochę.
Podsłuch 1: Już próbowałem, nie ma gdzie.
Podsłuch 2: Musimy przeczekać. Wkrótce powietrze powinno się rozrzedzić.
Podsłuch 1: Pomilczmy chwilę.
Podsłuch 2: Dobry pomysł.

© 2010 Ewelina Jarosz

verte.art.pl > Czytelnia > Inne > Dwa podsłuchy (fragment)

z Google

© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski