Kolombina na scenie
w złotych snopach światła
zwielokrotnionych kryształem luster
siedzi Kolombina
w mgławicach pudru
jak manekin sztywna i pusta
rowy historii
przebarwienia umęczeń
powoli znikają z jej twarzy pod pędzlem
uwodzą ją ciągi
doprawionych cierpko pytań
a wbrew woli
język próbuje ułożyć
do starannie wyuczonej roli
ostatnia haftka
rzut oka na twarz niczyją
i podnosi się kurtyna
czas grać Kolombino
by w szklanych paciorkach oczu
ujrzeli żywy blask
a może tylko odbity błysk
świecących z rampy lamp
Kolombina na Arlekinie
łachmany satyny i tiulowe kryzy
pokryły podłogę plamami koloru
wśród kopców spoconej pościeli
oplatając nogami nagi tors Arlekina
z głową odrzuconą w tył
siedziała Kolombina
w powietrzu rzedła żądza
zamknięta w kołysce z męskiego oddechu
próbowała ostrzyć paznokcie
o nagi wapień ściany
by przepiłować parciane sznurki
zahaczone o jej kości stawy mięśnie
co wiodły w górę
ku wszechwładnej bezlitosnej ręce
Kolombina na celowniku
wyprostowana naciągnięta jak struna
ostrożnie przysiadła Kolombina
na brzegu krzesła
zaszeleściła krynolina
zadartym czubkiem pantofla
nerwowo skrobała pod stołem
celowały w nią
dwururki oczodołów
nie milkły ostrzały narzekań
a szrapnele rozwianych nadziei
wybuchały w głębi rodzinnego łona
czuła jak wina powoli się w nią wsącza
Kolombina
pierwsza w tym domu
kobieta swobodnie myśląca
Kolombina na drucie
na ogrodzeniu z kolczastego drutu
siadła okrakiem
i jak pajac zwiotczała
z jedną nogą dyndającą nad światem
z drugą tuż poza nim
na twarzy stężałej grubym makijażem
wbrew pozorom
rysował się wielokątny ból
więc Kolombina
traciła wdzięk i niewinność
w walory tylko przyodziana
ze złamanym kręgosłupem
wspartym rusztowaniem z piór
a mogłaby zeskoczyć na stronę
którąś, którąkolwiek
i nie siedzieć już
z drutem kolczastym kompromisu
wbitym w miękkie ciepło ud
Kolombina na fali
poprzez taflę
ścieloną milionem rybich łusek
Kolombina zapada się w głąb
pierwszy spływa tusz znika szminka
z ramion lekka opada sukienka
stopy sięgają dna
Kolombina wypłynie na fali
wraz ze światłem nowego miesiąca
naczynie dusz
pusta koncha sennie szumiąca
© 2009 Katarzyna Ignatowicz
verte.art.pl > Czytelnia > Wiersze > Kolombina – cykl
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski