> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№19 styczeń 2006

Królowa wiórów Kacper Podrygajło

Pan Gustaw nie chciał, by jego zgon odebrał żonie radość życia. Przygotował dla niej ostatnią niespodziankę: zażądał w zakładzie pogrzebowym, by po śmierci zmniejszono go i umieszczono w wypełnionej wodą, plastikowej kuli. Kieszenie spodni zamierzał wypchać białymi wiórami, by przy każdym wstrząsie ukazywać się Wandzie w śnieżnej zamieci. W środku deszcz ze śniegiem, no to będzie pan jej słoneczkiem — zażartował kierownik zakładu i zaniósł się serdecznym śmiechem.

Jego prognoza nie sprawdziła się: wdowa nie zachowała pogody ducha. Lało jej z oczu jak z cebra, mimo iż upominek dostarczono prosto na telewizor. Przez wiele dni nie wypuszczała z rąk pilota, mając nadzieję, że zamiast Polsatu w końcu włączy się Gustaw. On jednak zrównał się z nocą, a ponadto cały był zimą. W oku miał plastikowy odłamek szkła i zawzięcie układał z wiórów słowo „wieczność”. Wanda chciała go ogrzać gorącymi łzami, było ich jednak tak wiele, że zabrały kulę w rejs po wrzącej fali, podrywając wióry do lotu i potęgując wrażenie chłodu.

Odstawiła męża na parapet. Minęło pół roku, nim odważyła się na kolejne spotkanie. Odsłoniła firanki i z zachwytem spojrzała na kulę. Jej powierzchnię pokrywał zielony szron. Spojrzenie wdowy pomylił ze słońcem i rozpoczął fotosyntezę. Wanda próbowała zajrzeć do środka, ale zbędny do reakcji wzrok odbijał się od kuli jak złowiona ryba.

Koronkowe glony, które obrosły grób Gustawa gęstym bluszczem, skojarzyły się jego żonie z takimi kierunkami w sztuce, jak barok, manieryzm i rokoko. Liczne motywy roślinne przywiodły jej na myśl secesję. Wanda poczuła, że szlachetnieje. Odstawiła kulę na parapet i zapadła w głęboki sen.

Kiedy spała, Gustaw pośpiesznie usuwał lodowy nalot. Do głowy by mu nie przyszło, że zżera zielone rokoko, albo barokowe glony. Pochłonął więcej epok niż na maturze, lecz nie zrozumiał treści pokarmowych. Nie przerobił fotosyntezy, lecz kiedy spostrzegł pierwsze promienie słońca, przywarł do lodu tak mocno, że utworzył w nim mały przerębel. Mógł opuścić salę i ściągać w łazience.

Przypominał w swoim mniemaniu plemnika, który wycofuje się ze źle wybranej komórki. Chciał już tylko przyssać się do Wandy i przyznać, że ta kula to był poroniony pomysł. Ale Wanda spała, a kiedy wreszcie się obudziła, nie pamiętała nawet o jego istnieniu. Dopiero wieczorem zobaczyła na parapecie martwego glonojada. Spochmurniała i spłukała go w toalecie, a następnego dnia kupiła sobie nowego. Kiedy wsypała do wody sproszkowane glony, w kuli spadł pierwszy śnieg.

© 2006 Kacper Podrygajło

verte.art.pl > Czytelnia > Opowiadania > Królowa wiórów

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski