obraz tego czasu
jest z reguły szary
jak u Toulouse-Lautreca
którego podziwiałam
wchodząc przez przypadek do pokoju 308
brudny jak kawa z mlekiem
w szpitalnej stołówce
Lautrec wisiał u ciebie
tak jak w Musée d’Orsay
tylko że tam głośne Chinki
pstrykały zdjęcie za zdjęciem
nie wiedząc po co
a tutaj
nie przychodził nikt
patrzę na anioły
z obrazów w Saint-Germain
dwadzieścia lat
czy godzin drogi stąd
gdzie mam stały adres
dlatego czuję się obco
wśród malowideł Saint-Germain
gdzie kolorowi święci
wypędzają demony z niewiernych
albo tańczą na weselu w Kanie
właśnie taki obraz
wisiał nad łóżkiem
to właśnie tam
dawno temu
ludzie z wesela takiego jak w Kanie
obiecali sobie i mieli nadzieję
że nie znajdą się nigdy
tak daleko od siebie
nic nie pamiętam
nawet jeśli nadal
mam cię naprzeciw
na tle szyby
przejrzystej jak powietrze
porysowane gałęziami
w miarę jak coraz głębiej
zapadasz się w fotel
drzewa seplenią poważnie
długimi zdaniami
poza tym cisza
która wprawia w zdumienie
świt bez końca
i obrazy malowane o zmroku
na ścianach
© 2006 Karolina Sałdecka
verte.art.pl > Czytelnia > Wiersze > Obrazy
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski