Wszechogarnięta wspomnień błękitnookich dźwiękiem,
Pozostawiona sama w myśli bezładnym tłumie,
Mijając prawdę ostrą z rtęciopodobnym lękiem,
Zanurzam się powoli w tęsknoty chłodnym szumie
Gdzie twoja śnieżna skóra, dłoni nerwowe dotknięcia,
Zapach twój aksamitny, rozognione zawzięcie?
Na plecach, obojczykach, na twych ramionach bladych,
Gdzie syte ognia błysków włosów ciemnych kaskady?
Arkady ud rozedrganych, napięcia przedramienia,
Osobliwości w powietrzu stopy twej zawieszenia?
Pamiętasz jak to było, we wnętrzu aury sennej,
Zagłębiać się niespiesznie w zbliżeniu tym płomiennym?
Nastrój myśli me cofa w obszar wspólnych momentów,
Gdy po barierze wahań sięgamy firmamentu
Gdy rozpięte pośrodku powietrza warstwy czarnej
Opatulamy siebie zmysłów żarem mocarnym
W czterech ścianach, półmroku, północy sprzymierzenia,
Kojenia wspólnym amoku, euforii rozpalenia
Ciepła wstęgami pieszczą ognia sploty słoneczne,
Ściany zaś kolorują cieni tańce waleczne
Ponętna ma radości, takim spalone niebytem
Zasypiałyśmy wtedy, kruczym zmęczeniem okryte
Tak też błądzę w przestworzach wspomnień o tobie przejrzystych —
Kobieta którą kochałam też upłynęła w listy…
© 2005 Wanda Fite
verte.art.pl > Czytelnia > Wiersze > Pour Camille
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski