najgorsze są poranki kiedy myśli
nie mogą nadążyć za ruchem głowy
w prawo lub w lewo
w takich minutach napełniam ciało
zwykłym milczeniem
mój oddech zachowuje się jak gdyby był sobą
nie mną jak wszystko
poza ciałem
czego nie można zapisać tekstem ani wzorem
w sinych porankach
w pamięci
na kartkach
jestem coraz bliżej i piszę powoli
czekam aż czas skurczy się
jak kawałek wełny
wyjęty z pralki
z obolałym gardłem
chodzę po skrzypiących deskach
liczę obcasy i słucham zimnych opon
na czarnych ulicach
myślę
że to poważna choroba
jestem coraz bliżej
co roku z dłonią w wilgotnej ziemi
przypomina sobie
o zatartych zimą śladach o świcie
wstaje by odkleić prześcieradło od pleców
twierdzi że nic nie jest proste
na tyle by iść
szybciej widzieć więcej
niż następny krok
mimo to z uporem
przeciera oczy palcami na których pot i ziemia
znaczą tak wiele a także jego
trud
do tego marszczy mu się nos i czoło
kiedy patrzy
w niebo
w milczeniu
© 2007 Karolina Sałdecka
verte.art.pl > Czytelnia > Wiersze > Przez sen
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski