Z cyklu „Dobrej nocy w Nous Caffe”:
Jednego z wieczorów zjawił się u nas gość wyjątkowy. Wszedł delikatnie uchylając drzwi, dokładnie tyle, ile potrzeba aby się nie zmieścić, a mimo to wszedł. Był, a to jeszcze nie wszystko. Jak gdyby przypadkiem wymknęło mu się ciche dobry wieczór. Oczywiście nikt nie odpowiedział. Wszyscy wiedzieliśmy, że on nas nie spotyka. Stał, bo należał do Nielicznych. Wszedł, bo wśród nich zdobył potrzebną wrażliwość. Nie powiem, robiło to na nas wrażenie. I to takie, że filozof pozwolił sobie na ciche hm… Nie dość tego F. przemknął cieniem po twarzy nowego. Byliśmy ciekawi, co widzi. Już, już R. miał go zapytać, gdy przybysz ozwał się tonem tubalno-władczym: Witam was! Od dłuższego już czasu rozmyślam nad sensem tożsamości. Wiem, że widać ją tylko z waszej perspektywy. Dlatego pozwoliłem sobie tak długo patrzeć, aż ujrzałem. Oto jestem, choć być mnie tu nie powinno. I tylko nam znanym sposobem przeniósł swe ciało za drzwi. Tam załadował na siebie stare biurko i całe sterty książek, po czym, już tradycyjnie uchylając drzwi, jednak na swój nie mieszczący, wszak wystarczający, sposób, wszedł do środka. Rzeczywiście miał wiele z nas. Jego uwolnienie było bardzo silne. Wszedłszy, spojrzał na filozofa, a ja w odpowiedzi na to spojrzenie, poprosiłem o miejsce, gdyż o miejsce prosił nasz… właśnie, kto? W każdym razie w Nous Caffe mieliśmy nową kategorię bywalców. I nie jest to chyba najgorsze, co mogło nas spotkać. Wszelako mając nowe możliwości bytowe, nabieraliśmy nowych możliwości argumentacyjnych — nasza epoka mogła jeszcze trwać.
Tymczasem w nowo wygenerowanym siłą woli wspólnej miejscu, zainstalował swe biurko jeden z Nielicznych. Wydarzenie to było dla nas znaczące. Jak dotąd książki miewał tutaj tylko filozof. Były one jednak niezrozumiałe. Nasz nowy, pisarz, jak go jedno, ale bez-głośnie ochrzciliśmy, miał książek mnóstwo i zdaje się znacznie przystępniejszych. Niejeden z nas ujrzał w tym szansę na swój los. Czekaliśmy bowiem nieustannie na nasze tożsamości.
Pisarz układał książki na sobie tylko znany sposób, część z nich zostawił na biurku. Zapełniwszy regał, siadł do świeżo podanej kawy (skoro zbliżał się właściwościami do nas, nie mógł od nas odbiegać; i on pragnął parującej kofeiny). Spojrzał na nas i kojąc naszą ciekawość, zaczął rytuał przywitania (w Nous Caffe, każdy kto przybywa na stałe — jak dotąd tylko my, Nieliczni przybywali czasowo, jednak teraz Nieliczny jest na stałe, więc i oni — ma za zadanie przedstawić stan prac nad widzeniem; potem już co dnia kto inny referuje swe ćwiczenia; jest to dla nas konieczność bytowa):
Przy starym biurku, na którym i obok którego, tu i ówdzie leżą sterty książek, siedzi się wyjątkowo historycznie. Duma rozpiera, gdy można w każdej chwili sięgnąć po pozycję sprzed, dajmy na to, trzystu lat. Tyle pokoleń, wojen, wody…
Stare biurko przywodzi na myśl piwnice, korzenie, labirynty fundamentalne. Zarzucone często rzeczami niepotrzebnymi. To sprawy stare, przestarzałe, nie mające wpływu. Leżą, bo nikomu nie chce się ich wyrzucić na śmietnik.
No więc siedzi się tam wyjątkowo historycznie. Jakoś wygodnie i pasownie. Tak jak w piwnicy — u siebie. Już dzisiaj mając to, czego oczekuje się od jutra. Spokój jutra jest zakorzeniony w pewności wczoraj.
Oto całe dzisiaj.
Jak na kogoś spoza naszego gruntu myślał zupełnie logicznie. Nie percypował jeszcze kompleksów myśli, więc nie wdał się w naszą bezgłośną dyskusję oceniającą, dlatego też nie zupełnie zrozumiał uwagi naszego sceptycznego filozofa: Oby dało się zawsze powiedzieć „O!” na NIC.
Było już po dwudziestej trzeciej, a jutro miał przybyć kolejny bywalec.
© 2005 Karol Zamojski
verte.art.pl > Czytelnia > Dobrej nocy w Nous Caffe > Przy biurku
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski