W kulminacyjnym momencie snu podałem rękę człowiekowi, który wyglądał tak, jakby zamiast skóry miał krew pobieloną wapnem. Przypominał zmoczone wiśniami ciasto. Dłoń, którą mi podał, wyglądała jak liść, o którym mówimy, że jest palczasty. Między palcami spały ogromne przerwy, same oktawy. Palce były okrągłe, bulwiaste, jakby ulepione z ciasta, plastusiowate. Miał dobrą, wzruszającą twarz. Wahałem się, czy podać mu rękę, bo właśnie uciekałem z miasta, w którym ktoś ukradł mi łyżworolki.
© 2006 Kacper Podrygajło
verte.art.pl > Czytelnia > Opowiadania > Ratunek
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski