W języku ma dziś miejsce bolesna sytuacja odklejenia, czego przykładem są chociażby reklamowe billboardy Biedronki i Reala. Z tego powodu oddają się mocy hebrajskiej mowy, a najbardziej nazw hebrajskich słodyczy. „Bamba”, „mekupelet”, „bazooka”, ach, nic się nie zmieniło, sylaby raz po raz dostojnie uderzają o podniebienie, nie przyklejając się jednak do niego i nie raniąc go. Uświęcone określenia słodyczy najpierw pojawiają się w ich wyobraźni, a potem stają we wrotach ich ust. Delikatnie zadzierają je koniuszkiem języka. Słowa jakby przez moment nie mogą się zdecydować. Czy wiedzą, że się nie pomyliły? Albo że zamiast jednego, nie przybyło drugie i dwa? Mogę im zadawać te i inne skomplikowane pytania, wszystkie pytania, gdyż one nie zniechęcają się trudnościami, lecz jeszcze chętniej garną do wyzwania. Co to za wyzwanie? Tak jest napisane w Torze, w ustępie poświęconym wydarzeniu, które dało początek świętu celebrowania słodkich słów:
Spośród wielu słów znalazły się tam hebrajskie nazwy słodyczy, a ona stała się ich kapłanką i świątynią pośród krawężników miejskiej ulicy. „Jestem Hebrajka!”, zawołała w przypływie euforii i uniosła ręce, lecz pojawił się też refleksyjny ton: „Jak mam patrzeć na tandetne billboardy, gdzie wyszczególnione żelazko, serwetki i koks pod grilla ledwo trzymają się siebie? W przeciwieństwie do nazw hebrajskich słodyczy, napisy na tanich tapetach nie podają sobie rąk, a odpadają. Nie tańczą w wyobraźni, lecz upodobnione do siebie na siłę do niej chcą przylgnąć. Ponieważ mam wrażenie, że całą ziemię pokrył obcy design, z którym nie wiadomo co począć, zamknę oczy i na jakiś czas udam się do miejsca kultu i rozkoszy. Proszę, uszanuj tę ważną chwilę i odpuść na ten czas różne sprawy, które dla mnie mają ten swój przykry posmak…
© 2009 Ewelina Jarosz
verte.art.pl > Czytelnia > Inne > Słodycze hebrajskie w ustach apostołów
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski