Niedawno padał śnieg.
Tycjana otworzyła okno. Chwilę całą w podnieceniu patrzyła na skrzyżowanie ulic. Domy na rogu Białej i Szarej zbudowane były ze stali. Nieopodal, obok pustej targowej hali, przy śmietnikach spryskanych wapnem gromadził się tłum młodych mężczyzn.
Po chwili już stali. Na ich czele, zjednując zwolenników, agitował fanatyczny Józef. Adorator, kochanek, typ w swojej roli. Wzbierał tłum, falował, z nogi na nogę przebierali.
Józef o parzystej twarzy, w skupieniu podniósł ręce, dał znak. Wszyscy podnieśli ręce, jak zakorzeniony nawyk poczęli wąchać słodkie lepkie dłonie.
Stali, przy ciele ciało. Stado udawali.
Tycjana patrzyła w skupieniu, stała nieruchoma przy otwartym oknie. Widok wąchających słodkie lepkie dłonie budził w niej dreszcze, nieodparte pożądanie.
Z oddali nadbiegał przytłumiony dźwięk, głuchy pomruk od ulicy Szarej, nadciągały. Mnóstwo urodziwych kobiet.
Na głowach ogolonych z ziół wianki niosły, radosne, dyszące.
Jak rój, w mgnieniu otoczyły mężczyzn blisko, milknęły ciałem. Stojąca na czele uniosła ręce, tuż przy Józefie. Wykonała magiczny piruet. Stanęła twarzą w Józefa twarz. Z głowy krzyknęła: Ty! Józef, rolka kraty kilo butów!
Polski Józef, widać było, zbiera myśli. Ciężko się poruszył, rozwarł nozdrza, wspiął na palcach, wszem i wobec pokazując dłonie, jakby przez ułamki sekund szukał właściwego tonu, po czym Józef wydarł z głębi duszy habanina! Habanina!
Tłum oszalał. Ciała kobiet mężczyzn napierały, w błogim byli stanie. Tycjana jak wryta, stała przy otwartym oknie, ręce unosiły jej się same. Pożądliwość powiedziała, pragnę wąchać moje dłonie.
© 2009 Roberth Knuth
verte.art.pl > Czytelnia > Inne > Stado udawali
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski