> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№72 czerwiec 2010

XII Teodycea Wiktor Szponar

Podczas obiadu chłopak przysłuchiwał się toczącej się obok żywej rozmowie filozoficznej o potrzebie zła na świecie. Obaj rozmówcy próbowali rozstrzygnąć problem teodycei, w dosłownym tłumaczeniu „usprawiedliwianie Boga”, unde marum? skąd zło?

- Gdyby nie było zła na świecie, człowiek nie mógłby być dobry, straciłby wolną wolę, a więc stałby się zwierzątkiem. Po za tym: za co byś osiągnął życie wieczne w Niebie, gdybyś nie miał sposobności czynić dobrze? - argumentował mężczyzna za pewne włoskiego pochodzenia, z rozwichrzonymi czarnymi włosami i o ciemnej cerze.

- Moim zdaniem jest to strasznie naciągana hipoteza i nie ma na to żadnych dowodów. Nie chodzi mi o drobne występki, tylko o cierpienie, na które pozwala twój „miłosierny Bóg” - skontrował młody, niezwykle piękny chłopak. Z wyglądu był przeciwieństwem swojego rozmówcy, blondyn, niebieskie oczy i jasna cera.

- Według Leibniza Bóg stworzył najlepszy z możliwych światów. Odpowiedz, za co byś osiągnął wieczność?

- Nie ma życia wiecznego, bo nie ma Boga, a Boga nie ma dlatego, bo jest zło - padła jak najbardziej rzeczowa odpowiedź.

- Weźmy czysto hipotetyczny przykład, że jestem mordercą. Zabiłem wiele osób, wyrządziłem wiele zła. Kto jest za to zło odpowiedzialny? Czy rodzice, którzy nie byli w stanie mnie wychować, nauczyciele, którzy nie nauczyli mnie szacunku do życia innych, przyjaciele, którzy nie zdołali mnie nawrócić, czy morze ofiary, które zabiłem?

Nikt z powyższych? To szukajmy dalej osoby, którą mogę obarczyć za zło, które wyrządziłem. Kto jest za nie odpowiedzialny? Szukajmy współodpowiedzialnego.

Znalazłem: jest nim Bóg. Bo to On przecież dopuścił do tego, że zabijałem, dopuścił do mnie mordercze myśli, nie dał możliwości obrony ofiarom, nie postawił na mojej drodze nikogo, kto by mnie powstrzymał.

Przecież, gdy zabijałem Jacques’a Dupois, Bóg mógł do parku wysłać policjantów na rutynowy patrol, który by mnie spłoszył. Mógł Duchem Świętym natchnąć komendanta, by wysłał podwładnych. Bóg jest współwinny za to, co zrobiłem.

Czemu nie zadziałał? Czemu dopuścił do zła, bólu, prawdziwego cierpienia? Do późniejszego samobójstwa żony Dupois? Mógł sprawić, by sąsiadka w porę weszła do mieszkania, w celu pożyczenia łyżki soli.

Dlaczego człowiek ginie, zanim ustami zaczerpnie powietrza? Dlaczego Bóg za każdym razem nie powstrzymuje człowieka przed wyrządzeniem krzywdy?

Dlaczego Jezus nie odkaził narzędzi chirurgicznych, które mają na sobie zarazki dżumy?
Dlaczego Duch Święty nie natchnął tyranów tego świata, prowokatorów wojen, że zabijanie jest złe?! Dlaczego tam, gdzie nie ma jedzenia, Bóg nie wyczaruje pól pełnych zbóż. Przecież dla Boga jest to takie łatwe.

- Boże, czy jesteś wszechmocny? Jeśli tak, to skocz, a aniołowie Cię złapią. Jeśli tak, to niech aniołowie zdejmą Cię z krzyża.

- Dokładnie. Czy na tym polega rola Boga na Ziemi i zbawienie człowieka? Czy naprawdę chcesz Boga à la św. Mikołaj?

Po drugie: wolna wola to możliwość wyboru między dobrem a złem.

Na Twoim świecie bez zła poznałbyś człowieka. Nie mógłbyś zdecydować, czy będziesz go kochać, czy nienawidzić, czy zostanie Twoim przyjacielem. On by musiał zostać Twoim przyjacielem, ewentualnie kimś neutralnym. Nie miałbyś wyboru.

Zostałbyś zniewolony. Wybór nie należałby do Ciebie. Wybór został już dokonany, oczywiście bez Twojego udziału, zgody czy wiedzy. „Przyjmowałbyś” totalnie niezależnie od swojego umysłu i serca nowych przyjaciół. Oczywiście miałbyś pewność, że oni Cię nie obrażą, czy nie dokuczą, będą Tobie wierni.

Nie będziecie mogli podjąć jakiejkolwiek ważnej decyzji, oprócz tego, co zjecie na obiad.
Wszystko dlatego, bo nie będziecie mieć wolnej woli, ale za to nie będziecie mogli czynić zła.

W rzeczywistym świecie podobny przywilej mają wszystkie gatunki organizmów żywych, oprócz człowieka. I to właśnie jedyna różnica między człowiekiem a zwierzętami: „że mamy wolną wolę i możliwość wyboru, tego zwierzęta są pozbawione”.

My możemy podejmować wybór między sprawami ważnymi, bo mamy wolną wolę, zwierzęta zaś decydują tylko o swoich potrzebach fizjologicznych, chyba nie chcielibyśmy do tego ograniczyć naszej egzystencji.

Paradoksalnie, na „Świecie według Konrada” nie będziesz mógł również robić dobrych uczynków, co powinno być celem każdego człowieka. Zwierzęta w lesie nie grzeszą, ani nie czynią dobra - to pewne. Dzieje się tak, ponieważ zwierzęta nie mają wolnej woli, możliwości wyboru. Gdyby miały możliwość wyboru, z całą pewnością grzeszyłyby, jak również robiły dobre uczynki. To nierozłączne.

Żeby była wolna wola, musi być zło.

Człowiek grzeszy, zadaje innym krzywdę, bo ma wolną wolę. Więc co trzeba zrobić, żeby przestał grzeszyć? Docelowo, żeby nie było zła na świecie? Odebrać wolną wolę!

Tyle że wtedy człowiek nie będzie mógł emanować dobrem, analogicznie do zwierząt.

Dobroć człowieka, jak i samo człowieczeństwo polega na tym, że człowiek wybiera dobro między trudnym, ciężkim do spełnienia dobrem a kuszącym i przyjemnym w realizacji złem, i w konsekwencji robi dobry uczynek, a więc pokonuje, przezwycięża pokusę. To cel naszego życia: czynić dobrze. Gdyby nie dobro, którym możemy obdarzać innych, nasze życie byłoby bez sensu, a wtedy nic, tylko kulka w łeb.

Gdybyśmy odebrali człowiekowi możliwość wyboru, nie mógłby wybrać dobra między dobrem a złem. A w konsekwencji nie mógłby zrobić dobrego uczynku.

W takim wypadku jaki sens miałoby nasze życie? Życie ustawionych przez Boga maszyn?

Po trzecie: jak już stwierdziłem, Bóg daje człowiekowi wolną wolę, i to człowiek wybiera między dobrem a złem. To człowiek wybiera zło i je rozprzestrzenia po świecie, to człowiek krzywdzi, zabija, wywołuje, a następnie walczy na wojnach - Bóg daje mu tylko możliwość wyboru, wyboru jednak dokonuje sam człowiek.

Bóg daje człowiekowi wolną wolę, bo go kocha.

Człowiek bez wolnej woli byłby zniewolony. Człowiek bez wolnej woli byłby jak szczoteczka do zębów bez włosia, czyli czymś bezużytecznym i bezwartościowym. Człowiek bez wolnej woli przestałby być człowiekiem, a ponadto straciłby sens swojego życia. Wszystko, co traci sens życia, musi umrzeć. Gdyby człowiek wymarł, całe życie na Ziemi, a także sama Ziemia straciłyby swój sens bycia, dlatego też zostałyby unicestwione.

Tytułem dygresji: diabeł też straci swój sens życia, dlatego po końcu świata umrze.

Człowiek bez wolnej woli, jak już wspomniałem. Nie mógłby emanować dobrem i pokonywać zło, stawać czoła pokusom, a to jest sens naszego życia.

W ogóle dobro przestałoby istnieć, dobry uczynek nie może istnieć bez zła, bo dobry uczynek to wybór dobra między dobrem a złem, a więc zło musi być.

Upraszczając: człowiek różni się o zwierząt wolną wolą. Wolna wola to możliwość wyboru między dobrem a złem. Człowiek musi mieć wolną wolę, bo Bóg musiał stworzyć na świecie kogoś, na kogo będzie emanował swą potężną dobrocią, a nie będą to ptaszki czy małpki, ale istoty potrafiące myśleć abstrakcyjnie, a więc posiadające wolną wolę. A wolna wola to wybór między dobrem a złem i każdy człowiek, także Ty i ja, czasami wybieramy zło.

Po czwarte: rozszerzę tezę, że Bóg musiał stworzyć istotę rozumną o wolnej woli, a więc grzeszącej i wyrządzającej krzywdę, jak i czyniącej dobro.

Gdzie jest ludzka wolność, tam musi być zło. Bóg, gdy stwarzał świat, musiał stworzyć istotę „wyższą gatunkowo”, ponieważ Bóg musi, z racji cech swojej istoty, potężnie emanować dobrem. Żeby potężnie emanować na kogoś dobrem, Bóg musiał „tego kogoś” stworzyć, dlatego też musiał stworzyć istotę „wyższą gatunkowo”, inteligentną, potrafiącą myśleć abstrakcyjnie, rozróżniająca dobro i zło i dzięki Miłości Bożej mającą wolność, a więc mogącą wybrać między dobrem a złem, a żeby istniał ten wybór, musi być zło.

Do prawdy żenującym i wręcz śmiesznym byłoby, gdyby Bóg potężną swą Miłością emanował tylko na istoty bez wolnej woli, a więc zwierzęta z lasu czy zwierzęta mające tylko ludzkie ciała.

Strasznie mała i ograniczona byłaby taka miłość Boga. Gdyby Bóg całą swoją Miłość chciał „umieścić” w zwierzętach czy maszynach, to byłoby to tak, jakbyśmy chcieli wino z beczki umieścić w kieliszku do wódki. Dlatego też Bóg musiał stworzyć „duże, głębokie wiadro”, czyli człowieka - istotę myślącą abstrakcyjnie, o wolnej woli, a więc czyniącą dobrze, ale i grzeszącą. To jest moja odpowiedź na pytanie unde marum?, skąd zło?

Jest jeszcze piąty argument, który najmniej mnie przekonuje, ale poza pozostałymi, które sam opracowałem podczas moich poszukiwań Boga i nieustannych wątpliwościach, stanowi jako taką wartość.

Żeby istniało dobro, musi istnieć zło. Tak samo żeby istniało piękno, musi istnieć brzydota. Żeby powiedzieć, że coś jest brzydkie, musisz mieć wyobrażenie czegoś pięknego. Jeszcze wyraźniej tą zależność widać na pojęciu doskonałości. Jak mówisz, że coś jest niedoskonałe, musisz mieć w umyśle wyobrażenie czegoś doskonałego - to proste i logiczne.

Banalnym przykładem jest wzrost człowieka. Jeśli ktoś ma dwa metry, to śmiało możemy powiedzieć, że jest wysoki, ale fakt ten możemy stwierdzić tylko na podstawie obserwacji innych ludzi, których wzrost wynosi średnio 170 centymetrów.

Jeśli ktoś ma 150 centymetrów, możemy stwierdzić, że jest niski. Gdyby natomiast wszyscy ludzie mieli równe 166 centymetrów, to wówczas nikt o nikim nie mógłby powiedzieć, że jest wysoki czy niski.

Analogicznie jest z dobrem i złem.

To już cała moja teodycea, mam nadzieję, że Ci jakoś pomogła.

Teodycea św. Augustyna mówi o tym, że Bóg musiał stworzyć zło po to, by człowiek mógł się mu przeciwstawić i w ten sposób zasłużyć na życie wieczne w Niebie. Dlatego też zło jest niezbędne dla naszego zbawienia, przy czym Ojciec Kościoła zło definiuje jako brak dobra.

Gottfried Wilhelm Leibniz z kolei zaznacza, że świat, który Bóg stworzył dla człowieka, jest możliwie najlepszym światem.

SØren Kierkegaard, jeden z moich ulubionych filozofów, twierdzi, że: Jeśli Boga mogę pojąć obiektywnie, to nie wierzę, a właśnie dlatego, że nie mogę go ująć obiektywnie, muszę wierzyć. Napisał coś, co bardzo mocno dotyczy Ciebie… Zaraz, jak to było, ach tak: Jeśli pragnę zachować wiarę, muszę stale pilnować, by utrzymać obiektywną niepewność, by w obiektywnej niepewności nadal wierzyć. Ponadto Duńczyk twierdził, że jeśli ktoś rozumowo udowodnił istnienie Boga, przestaje w niego wierzyć, traci wiarę. Dlatego też człowiek nie może dostać takiego dowodu na istnienie Boga, o którym mówiłeś podczas jednej z naszych wcześniejszych rozmów, mianowicie, żeby „ptak z drzew sfrunął” podczas Twojej modlitwy na znak, że Bóg Cię słucha. Wówczas przestałbyś wierzyć, a zacząłbyś wiedzieć, że Bóg jest. SØren Kierkegaard napisał słynne zdanie: „Credo quia absurdum”, co znaczy…

- Wierzę, ponieważ jest to sprzeczne z rozumem.

- Dokładnie. Filozof mówił, że gdyby religia odwoływała się do rozumu, nie byłaby wiarą. Wiara jest zgodą na absurdy i paradoksy.

Wiara jest pasją, a nie rozumem czy uczuciem.

Wiara jest dla każdego człowieka z osobna, wbrew Heglowi, wiara dla każdego człowieka jest szczególna, wyjątkowa. Każdy z nas inaczej odbiera Boga.

- Wiara jest obfitą, ale ciężkostrawną ucztą intelektualną.

© 2010 Wiktor Szponar

verte.art.pl > Czytelnia > Opowiadania > XII Teodycea

z Google

© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Monika Mohylowska