> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№29 listopad 2006

Tydzień z Pseudoris Kacper Podrygajło

Wygrałem wycieczkę do Wejherowa „Tydzień z Dorotą Masłowską” do prawdziwego bloku, w gronie domowników i z Biedronki soków. Niewiele pamiętam, lecz wiem, że prócz Doroty obecny był jeszcze w Wejherowie Diabeł, który miał wizytę udynamicznić i uatrakcyjnić, by udowodnić, że życie to nie film, a tylko gra komputerowa. Już dzień po przyjeździe wyłącznie przez słuchawkę z Dorotą rozmawiałem i nie będę ukrywał, że były to bardzo sympatyczne rozmowy. Potem zszedłem do piwnicy, czego w ogóle nie było w programie, więc spotkałem tam Diabła jakby w garderobie i nie mogąc tego wytłumaczyć sobie podeptałem go zdrowo celując szczególnie w zakończenia nerwowe. Mówię do Doroty: dziwny ten Diabeł, ale ona nic, tylko chodźmy na ławki i pogadać sobie. Tak pełnym ciepła kobiecego głosem, że pytam: skąd ten pazur bierzesz w swojej prozie?

Nie każdy wie, że duma Wejherowa to tor saneczkowy, który ktoś w centrum miasta kazał wybudować sobie. Kto? Chytrze śmieje się Dorota: wie, ale nie powie. Zapnij pas, gdyż zniszczyć może człowieka prędkość sań w Wejherowie. Razem gnamy po osiedlu całym, a jedno mieszkanie demoluję przy pomocy spreju. Dorota ustawicznie kolor włosów zmienia, zielony z niebieskim myli się sprejowi, zawrotne tempo życia, zrujnowane zdrowie. A jednak mam poczucie, że Dorota za nos mnie jakby wodzi, trochę niepodobna do siebie i zanadto ruda na głowie. Więc pytam dosłownie czy Diabła z Wyborczą nie zmyśliła sobie, czy nie jestem przypadkiem w ich medialnej zmowie?

Nim prawdę całą opowiem, wspomnę że dla Masłowskich kupiłem kolację a dla Doroty sok z pomarańczów czterolitrowy, co mi go ojciec doradził jako zdrowy i bezalkoholowy. Sok niosę do bloku i iluminacja: Dorota z rodziną to Wyborczej akcja, prawdziwa Masłowska z Malinką w Warszawie nie bierze udziału we własnej zabawie! Lecz zaraz! W dwa dni mam zdemaskowane, może nagrodę za szybkość dostanę. Nie wszystko stracone, może kurs autobahnem? Nadzieja — Speranza in nascedi statu, sok niosę w ręku do Falsyfikatów. Porzućcie nadzieję Wy, do których wchodzę, naskórek Szatana mam za tipsem w nodze.

Kto myśli, że była zadyma: strach o nagrodę mnie w porę powstrzymał
Kto miał nadzieję na szczerą rozmowę: zmową milczenia zastąpi ją sobie
Kto skrycie czekał na Boską Komedię: Boskiej Masłoskiej zapoznał tragedię
Kto liczył na to, że Sąd Ostateczny: Diabeł bez czucia, a byłby konieczny.

© 2006 Kacper Podrygajło

verte.art.pl > Czytelnia > Opowiadania > Tydzień z Pseudoris

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski