zobacz
oni czekają na ten sam pociąg
o wpół do piątej
za matowym szkłem
baru-poczekalni
mają brudne buty
i ceratowe torby w kratkę
nic im się nie chce
zostawią tutaj
tylko uczucia
w zamian za bilet jak najdalej
tymczasem czekają
słowa rozwlekają się wzdłuż szerokości
zegarowej tarczy
a oni są pewni
że jeszcze zdążą zamówić wódkę
zanim usłyszą głos z megafonu
a jeśli nie to wrócą jutro
jutro też są pociągi
i czas by czekać od samego świtu
bladego jak przestrzeń w butelce
kiedy przyszłam spałaś
i tak już niedługo
mówiły spokojnie twoje palce
mówiła popękana skóra na łokciach
nie pomogą lekarstwa
i świece za dziesięć euro
w Sacre Coeur
które zapala się
w intencji dobrego zwyczaju
i czyjegoś życia wiszącego na włosku
nie chciałam cię budzić
tak jest chyba lepiej
obie od dawna wiemy
o twojej tajemnicy
widocznej jak na dłoni
jak czarna klepsydra
w gazecie którą kupię
przypadkiem
za kilka dni
nie zdążył
włożyć do wazonu wielkanocnej palmy
kiedy w ciemnych oczach zobaczył
szaroniebieskie odbicie swoich
natychmiast zgasił papierosa
i przestał smarować chleb
uznał że to dobry moment
oparł zadumane łokcie na stole
w świetle obrazów widzianych
w drganiach wrażliwej źrenicy
nagle zapadł w sen
podczas gdy w domu
oczekiwano moich narodzin
© 2006 Karolina Sałdecka
verte.art.pl > Czytelnia > Wiersze > Uczucia
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski