Już teraz można powiedzieć, że dzień zapisany pod datą 15 sierpnia 2009 Polska kojarzyć będzie nie tylko z obchodami Wojska Polskiego i „cudem nad Wisłą” oraz świętem maryjnym. Okazuje się, że wielka uroczystość w świecie muzyki popularnej, koncert amerykańskiej piosenkarki Madonny na warszawskim Bemowie, również nie wyczerpuje obfitości wydarzeń pochmurnego dnia babiego lata. 25-letnia mieszkanka Gdyni stoczyła dziś o poranku powietrzną walkę z wielkim czarnym ptakiem. Dla gdynianki była to walka zwycięska, lecz podobnie jak ptak, chciałaby pozostać anonimowa. Udało mi się z nią przeprowadzić wywiad.
E.J: Dzień wielkiego kalibru. Wszędzie powiewają flagi, część Polski tłumnie szykuje się do koncertu Madonny, a tobie przydarza się coś niezwykłego. Jak do tego doszło?
APOSTOŁKA XXI W.: Kiedy poszłam na poranny spacer po lesie, zdałam sobie sprawę, że moje ramiona są bardzo wytrzymałe, a mój duch przygodowy. Tej nocy miałam sen. Znalazłam się na wyspie z rozbitkami, którzy oczekiwali na statek. Spodziewali się marynarzy, którzy przywiozą im paczki żywnościowe, lecz najpierw będą mierzyć ramiona kobietom. Wiem, że dzisiejsze ramię Madonny-piosenkarki obaliłoby zapał niejednego marynarza. O tym rozmyślałam podczas spaceru, gdy nagle znalazłam się nieopodal piaszczystej drogi. Moja stopa osunęła się po stromiźnie kukurydzianego pola i zmuszona byłam do natychmiastowej reakcji. Aby nie runąć w skraj pola, zaczęłam machać ramionami, stopniując siłę, próbując różnych częstotliwości pociągnięć rąk w powietrzu. Napięcie wytworzyło się pomiędzy jedną i drugą ręką, aż uniosłam się ponad ziemię. Ku memu zaskoczeniu od razu pociągnęłam swe ciało na znaczną wysokość, zrównując się z czubkami sosen. Tam, z góry pojawił się nade mną wielki, czarny ptak, jakiego w życiu jeszcze nie widziałam i uderzył we mnie dziobem. Dopiero co uświadomiłam sobie, że potrafię latać, a już przyszło mi stoczyć powietrzną bitwę z takim przeciwnikiem!
I co? Co dalej było?
Najpierw próbowałam odlecieć, gdyż cierpiałabym z powodu nieuzasadnionej agresji, ale z nim nie było czasu na etyczne rozróżnienia. Natarł na mnie całą siłą skumulowaną w dziobie, chcąc mnie strącić z nieba. Ledwie się uchyliłam od ciosu i od dołu złapałam z jego człekopodobne szpony. Były prążkowane jak skarpety u nastolatki i szare jak segmenty pancernika. Zawisłam na nim.
Poczekaj chwilę. Czy mogłabyś bliżej opisać wygląd tego stwora?
Powiedziałam już, że był duży, większy ode mnie, to nie przesada. W swoim rozkroku przypominał orła. Leciały z niego czarne pióra, gdy trzepotał majestatycznymi skrzydłami. Działo się to ponad linią wysokiego napięcia.
Więc co zrobił, gdy uczepiłaś się jego szponów?
Szamotał się, a mnie powietrze dało wtedy nową możliwość oparcia. Wisiałam nie tracąc energii na machanie ramionami i obmyślanie defensywy. Marzyłam o tym, by polecieć dalej, w poziomie. Żeby sytuacja się zmieniła.
I taka okazja się nadarzyła, lecz dopiero, gdy rozprawiłaś się z ptakiem.
Tak. On chciał zagarnąć całe niebo dla siebie, może nawet je pochłonąć. Taki ptak nie zniósłby drugiego suwerena, a nawet bezpieczniejszej wysokości. Dlatego zastanawiałam się, jak uporać się z nim, nie pociągając go jednak w dół.
Jak zatem zakończyło się wasze starcie?
Naciągnęłam go troszeczkę, dosłownie, a potem oddaliłam się, by próbować możliwości swych ramion. Latałam niżej i wyżej, jak lata człowiek świadomy, że lata. Ocierałam się brzuchem o wyrastające z ziemi rośliny, stopą muskałam piasek.
„Naciągnęłaś go troszeczkę”? Nie rozumiem...
Jak by to inaczej powiedzieć. Jak się lekko pociągnie kogoś za nogi, to nic się nie stanie. Wówczas ten ktoś może nawet wystrzelić dalej, tak działa mechanizm sprężynowy.
Co zrobisz z resztą dnia po takim wydarzeniu?
Pojadę do Gdańska na spotkanie z kubańskimi intelektualistami. Potem koncert w stoczni. W międzyczasie Maryja Powiślańska relacjonuje mi warszawskie wydarzenia.
A kim jest Maryja Powiślańska?
Patronką Powiśla. Przyjaciele zakupili ją na warszawskim Kole. Ma własny profil na Facebooku. Jesteśmy wielkimi przyjaciółkami.
Dziękuję ci za tę rozmowę i życzę udanego!
Pozdrawiam wszystkich czytelników waszego pisma!
© 2009 Ewelina Jarosz
verte.art.pl > Czytelnia > Inne > Wiadomość z pierwszej strony gazety
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski