wychowały mnie twarze
w liczbie trzech tysięcy
ojców i matek
którzy nie mieli złych zamiarów
kiedy gotowali obiad i robili herbatę
któregoś dnia spostrzegłam
że trzymają mnie ramiona pochylone
jak wieszak a może to drzewo i oczy
z których niełatwo wyczytać
prawdę
ostatniej wiosny i latem
drzewo przestało być zielone
a spleciona gałąź usycha
mówiąc nie jesteś już córką jesteś
odcięta
© 2007 Karolina Sałdecka
verte.art.pl > Czytelnia > Wiersze > Życiorys
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski