> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№41 listopad 2007

Alibi: postmodernizm poczciwy („Antena” Estebana Sapira) Emilia Walczak

Ostatniego dnia września 2007 roku, po tym jak szczęśliwie wkroczyłam w kolejny rok życia, zdecydowałam wybrać się, wraz z doborowym towarzystwem, do najstarszego poznańskiego kina Apollo, aby zmierzyć się z filmem „Antena” w reżyserii Estebana Sapira. Sama inicjatywa nie pochodziła ode mnie, niemniej, dałam się skusić.

Pierwsza ⅓ całego czasu trwania tworu argentyńskiego filmowca była moją nieustanną walką, zmaganiem się z dziełem, i próbą odgadnięcia, „co autor miał na myśli”. Z początku pomyślałam o „Antenie” jak o nieudanym podejściu do oklepanego już dość (Jean-Pierre Jeunet) tematu: słodko-gorzka antyutopia utrzymana w klimatach retro, z wykorzystaniem banalnych efektów wizualnych, „studenckich” trików, zrealizowana na czarno-białej taśmie filmowej, mającej podstępnie zmusić nas, widzów, do myślenia o obrazie jak o niszowej ambitnej produkcji (casus m.in. „Pi” Darrena Aronofsky’ego, 1998), na którą niepotrzebnie wydano całkiem niemałe — sądząc po rekwizytach i dekoracjach — pieniądze. Potem jednak, w pewnej chwili, przypomniało mi się to magiczne słowo-wytrych, otwierające każde drzwi do krainy zamieszkałej przez wszystkie nie najlepsze filmy, którym prawo bytu zostało jednak przyznane, a istnienie ich — usprawiedliwione. Postmodernizm. Nagle „Antena” wydała mi się po prostu poczciwym hołdem złożonym kinu, głównie początku XX wieku (jawny cytat z „Lotu na Księżyc” Georgesa Mélièsa, 1914), lat 20. (cytat z „Metropolis” Fritza Langa, 1927) oraz 30. i 40. (filmy z kategorii noir).

Podsumowanie. Jeśli parę filmów w swym życiu widzieliśmy, oglądanie „Anteny” przyniesie nam satysfakcję z rozpoznania „źródeł”, inspiracji dla szeregu jej scen, ujęć i kadrów. (Ale ostatecznie: ile można mielić mielone, co nam w 2007 roku po postmodernistycznej zabawie intelektualnej z cyklu „jaka to melodia”?). Jeśli jednak nie zmuszano nas w młodości do oglądania szczytowych osiągnięć m.in. niemieckiego ekspresjonizmu na zajęciach z historii filmu, to „Antena” może być dla nas — podejrzewam — po prostu dobrą zabawą, jak w przypadku filmów pewnego, wspomnianego już raz wyżej współczesnego reżysera Jeana-Pierre’a Jeuneta, którego „Delikatesy” (1991) czy „Miasto zaginionych dzieci” (1995) — filmy z „klimatem” i „smaczkami”, których akcja jednak „leży” — są nieodłącznie kojarzone z filmem Sapira — i to przez wszystkich, z którymi miałam okazję o filmie porozmawiać.

Kolejny dowód na to, że wszystko w kinie, łącznie z kinem, wynaleźli Francuzi, a reszta świata się na nich wzoruje.

© 2007 Emilia Walczak

verte.art.pl > Film > Recenzje > Alibi: postmodernizm poczciwy

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski