Czwartego września ruszył DOCBOAT, pierwszy polski festiwal odbywający się w Internecie. Widzowie do końca miesiąca mieli okazję bezpłatnie zobaczyć niemal siedemdziesiąt filmów z całego świata. Festiwalowe kino mieściło się na stronie internetowego kina Iplex.pl. Również na barce zacumowanej blisko pomnika Syrenki wieczorami odbywały się projekcje. Po seansach miały miejsce panele dyskusyjne poruszające problemy ukazane w danym filmie w szerszym kontekście. Warto skupić się jednak na konkursie głównym i nieco przybliżyć filmy, które walczyły o główną nagrodę – GRAND PRIX VISTULA RIVER oraz 5 tysięcy euro. W pierwszej edycji festiwalu w konkursie udział wzięło szesnaście bardzo różnorodnych tematycznie filmów.
„Kwietny most” jest historią mołdawskiej rodziny, która ze względów ekonomicznych zmuszona jest żyć w ciągłej rozłące. Thomas Ciulei maluje portret ojca wychowującego samotnie dwie córki i syna. Ich matka wyjechała za granicę, by pomóc utrzymać gospodarstwo. Ułamka tego, co czuje każde z nich, można doświadczyć podczas rozmów telefonicznych z mamą lub czytania listów, które mają do niej trafić. Czas płynie tutaj wolno, a jego wskaźnikiem są mijające pory roku.
„Wyklęci z morza” to wstrząsający obraz mówiący o biedzie ludzi, którzy przez całe swoje życie utrzymywali się z połowów ryb. Jeden z marokańskich portów, będący największym portem świata, teraz opustoszał. Kiedy na wody terytorialne wpłynęły europejskie statki, mogące dziennie złowić setki ton sardynek, dla miejscowych rybaków zabrakło ryb. Przybysze twierdzą, że w swoich krajach niezbyt opłaca się połów, tutaj jest inna sytuacja. Nie czują się odpowiedzialni ze mieszkańców regionów ogarniętych głodem i ubóstwem.
Tytułowy „Bilal” to mały chłopiec wychowujący się w ubogiej dzielnicy Kalkuty. Ma młodszego brata i niewidomych rodziców. Sourav Sarangi bacznie przygląda się ogromnemu wyzwaniu, jakim jest utrzymanie domu i wychowanie dzieci przez osoby niewidome. Towarzyszy również samemu Bilalowi w jego domowej nauce, szkolnej zabawie, podwórkowych bijatykach, czy samotnych nocnych wycieczkach po ulicach miasta. Mimo ciężkiej sytuacji pojawiają się okruchy szczęścia.
„Dlatego, że żyjemy” opowiada losy dwóch chłopców, których życie traktowało surowo już od najmłodszych lat. Jeden z nich, po tym jak na jego oczach zabito mu ojca, a matka wyrzuciła go z domu, został bezdomny. Teraz próbuje zarobić coś na stacji benzynowej w okolicach São Paulo. Jego kolega przychodzi do niego często, potowarzyszyć mu, porozmawiać, a może przy okazji wyżebrać trochę pieniędzy od zatrzymujących się tam podróżnych. Chce w ten sposób wspomóc swoich rodziców i dziewięcioro rodzeństwa.
Tytułowa „Rachel” była aktywistką pokojowego ruchu. Historia niezłomnej duszy i walki o lepszy świat. W wieku dwudziestu dwóch lat Rachel Corrie zginęła pod gąsienicami buldożera, sprzeciwiając się niszczeniu palestyńskich domów w strefie Gazy. Próba znalezienia winnych i wyegzekwowania sprawiedliwości. Refleksja nad życiem, śmiercią i tym jak bardzo ludzie mogą się od siebie różnić.
„Dubel” to jedyny w zestawie konkursowym film found footage. W historię o sobowtórze (niejednym) Alfreda Hitchcocka zostały wplecione różnorodne materiały filmowe. Począwszy od reklam kawy, poprzez wiadomości z lat 60., na zimnowojennej relacji z amerykańsko-radzieckiego konfliktu kończąc. Film otrzymał wyróżnienie w konkursie filmów dokumentalnych na tegorocznej edycji MFF Era Nowe Horyzonty. Na DOCBOAT przemknął jednak bez echa.
Tematyka „Ice People” jest pokrewna tej, jaką można było zobaczyć w filmie Wernera Herzoga „Spotkania na krańcach świata”. Tutaj reżyserka Anne Aghion postanawia spędzić cztery miesiące na Antarktyce, by towarzyszyć pracującym tam naukowcom. Ich zadaniem jest pogłębianie wiedzy na temat zmian klimatycznych, jakie zachodzą na Ziemi. Przy okazji, a może przede wszystkim, ukazane zostają charaktery i motywacje pracujących tam polarników.
Kolejnym filmem w ogromnym stopniu uświadamiającym, co dzieje się na świecie, jest „Strumień: Z miłości do wody”. Przestroga przed tym, że za 10 lub 20 lat na Ziemi mogą skończyć się zapasy wody pitnej. Za ten stan rzeczy są odpowiedzialni ludzie. Nie tylko szefowie Banku Światowego i ogromnych korporacji, ale również przeciętni obywatele każdego państwa. Dokument pobudzający wyobraźnię.
Kazim Oz w „Ostatniej porze roku” chciał uwiecznić coroczną wędrówkę jednego z tureckich ludów. Podczas zimy zamieszkują w domach. Wraz z pojawieniem się pierwszych wiosennych dni przenoszą się w góry, razem ze swoimi stadami owiec i całym majątkiem. Wypasają tam zwierzęta przez całe lato. Reżyser stosuje trafny zabieg formalny. Nie komentuje wydarzeń, pozwala widzowi patrzeć i wyciągać wnioski, daje to możliwość o wiele bardziej osobistego odebrania dzieła filmowego.
W „Sekretnym życiu Szekspira i Wiktora Hugo” użyto minimum środków, osiągając przy tym maksymalny efekt. Yulen Olaizola uwieczniła niesamowitą historię, jaka miała miejsce w domu jej babci, ponad 20 lat wcześniej. Pewnego dnia Rosa Carbajal wynajęła w swoim domu pokój pewnemu młodzieńcowi. Miał maniery arystokraty i duszę artysty. Mimo tego że był od niej o wiele młodszy, połączyła ich pewna więź. Po śmierci mężczyzny wiele zastanawiających faktów ujrzało światło dzienne. Dokument z wątkiem kryminalnym, suspensem i możliwą zbrodnią.
Naoki i Yoshie są bohaterami obrazu „Japonia: Historia miłości i nienawiści”. On jest 56-letnim bankrutem, kiedyś biznesmen posiadający trzy domu i drogi samochód. Po krachu stracił wszystko. Ona ma 29 lat i w najcięższej chwili wyciągnęła do niego pomocną dłoń. Są teraz parą. Yoshie, chcąc utrzymać siebie i jego, musi pracować na dwóch etatach po 15 godzin dziennie. W tle Japonia ukazana jako kraj zamieszkały przez nową klasę społeczną – „biedotę pracującą”. Plus osoba reżysera i autotematyczne wątki.
„Jutro będę w domu” to kolejny już obraz opowiadający o losach dwóch chłopców. Tym razem twórcy ukazują okrucieństwa wojny. W wyniku wybuchu miny jednemu z bohaterów trzeba było amputować dłoń. Drugi chłopiec ma wadę serca, która musi być jak najszybciej zoperowana, inaczej jego stan ulegnie pogorszeniu. W obu przypadkach pomocy udziela organizacja Emergency, która opiekuje się cywilnymi ofiarami wojny. Prócz bardzo dobrze ujętego tematu, oczywistej antywojennej wymowy, film został okraszony przepiękną muzyką.
Dalsza część festiwalu przebiegała pod historyczno-politycznym znakiem. „Ostatni kadr” pokazuje śmierć Leonardo Henrichsena – szwedzkiego operatora, który będąc w Chile, chciał pokazać światu przebieg puczu odbywającego się w czerwcu 1973 roku. Został zastrzelony przez jednego z żołnierzy. Po ponad trzydziestu latach od tego wydarzenia dziennikarze, rodzina i najbliżsi przyjaciele Henrichsena walczą o ponowne otwarcie sprawy i sprawiedliwość wobec ofiar tamtych wydarzeń.
„Dzieci Wehrmachtu” to jedyny polski akcent w konkursie głównym. Alojzy Lyska opowiada w nim historię swojego ojca, który podczas wojny został przymusowo wcielony w szeregi armii niemieckiej. Syn poszukuje prawdy o swoim ojcu. Gdzie zginął? W jaki sposób do tego doszło? Czy jest możliwość odnalezienia jego szczątków, by w końcu godnie uczcić jego pamięć? Długie poszukiwania dają pewną nadzieję.
„Czerwone Brygady” przenoszą nas do Włoch. Niemal pół wieku temu została uformowana jedna z najniebezpieczniejszych grup terrorystycznych świata – Czerwone Brygady. Teraz jej założyciele i liderzy opowiadają historię jej powstania. Ze względu na tematykę film budził ogromne emocje we Włoszech.
W „Dniu Sądu” Pamela Yates ukazała pracę Międzynarodowego Trybunału Karnego, instytucji powołanej, by egzekwowała sprawiedliwość w państwach, które nie chcą bądź nie mogą oskarżyć swoich obywateli o najcięższe zbrodnie. Mimo że nie wszystkie państwa są przychylne temu międzynarodowemu sądowi, do tej pory z Trybunałem Karnym umowę podpisało ponad sto krajów na całym świecie.
Z tego grona wybrałem kilku faworytów. Byli to: „Bilal”; „Dlatego, że żyjemy”; „Strumień: Z miłości do wody” oraz „Japonia: Historia miłości i nienawiści”. Na początku zmagań międzynarodowe jury podzieliło filmy na cztery grupy. Po tym, jak wyłoniono ćwierćfinalistów i półfinalistów, ostatecznie w finale naprzeciwko siebie stanęły dwa obrazy: „Kwietny most” oraz „Japonia...”. Ze względu na wysoki poziom filmów konkursowych jury miało problem z każdym wyborem. Wreszcie zasłużonym zwycięzcą okazał się film Seana McAllistera – „Japonia: Historia miłości i nienawiści”. Jury motywowało swoją decyzję wysokim poziomem artystycznym obrazu oraz interesującymi elementami autotematycznymi.
Publiczność również miała głos. Nagrodę widzów otrzymał film „Bocznica” Anny Kazejak, a na dalszych miejscach uplasowały się odpowiednio „Poste restante” Marcela Łozińskiego i „Strumień: Z miłości do wody” Ireny Saliny.
Festiwal DOCBOAT okazał się dla wszystkich nie lada niespodzianką, głównie dzięki repertuarowi sygnalizującemu ważne problemy, zarówno społeczne, jak i kwestie polityczno-historyczne. Nie pozostaje nic innego, jak wypatrywać przyszłorocznej edycji; jeśli będzie w stanie utrzymać poziom tegorocznej, można spodziewać się kolejnej filmowej uczty.
© 2009 Sławomir Wasiński
verte.art.pl > Film > Recenzje > Docboat / Warsaw Nonfiction E-fest. Podsumowanie warszawskiego festiwalu sztuki dokumentalnej
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski