> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№29 listopad 2006

Droga inicjacji („Truposz” Jima Jarmuscha) Paulina Smolarek

Tekst ten stanowi jeden z rozdziałów mojej pracy licencjackiej, napisanej w 2006 pod opieką dr Sylwii Kołos, zatytułowanej „Motyw drogi w wybranych filmach Jima Jarmuscha”. Większych poprawek nie wprowadzono.

„Truposz” Jima Jarmuscha to film dziwny. Film par excellence o inicjacji Williama Blake’a. Myli się jednak ten, kto myśli, że to film biograficzny, czy nawet, jak pisał Miloš Forman o swoim „Amadeuszu” — historyczna fantazja, konstrukcja dramatyczna, dopowiedzenie pewnych możliwości, które podsuwała historia.1 Owszem, główny czy, koniec końców, tytułowy, bohater filmu nazywa się William Blake (Johnny Depp), nie jest on jednak poetą, wizjonerskim artystą, ale zwykłym księgowym, a akcja osadzona jest w drugiej połowie XIX wieku.2 Wydawałoby się więc, że z „prawdziwym” Blake’iem film Jarmuscha niewiele ma wspólnego. A i to nieprawda. Czarno-białe, poetyckie dzieło, utrzymane jest w duchu tzw. filozofii Williama Blake’a. Ten angielski poeta, rytownik i mistyk, zawieszony był pomiędzy rzeczywistością a swoimi, nierzadko męczącymi wizjami. W podobnym stanie znajduje się postać odtwarzana przez Deppa, a sam film utrzymany jest w halucynacyjnym klimacie.

Film zaczyna się od podróży Willa (aby uniknąć nieporozumień, Blake’a-poetę, nazywać będę Williamem, zaś Blake’a-księgowego — Willem) do miasteczka o jakże wymownej nazwie, Machine. Will udaje się tam w celu objęcia posady księgowego u zarządzającego miejscową fabryką, Dickinsona — nie mamy wątpliwości, że oprócz posiadania przedsiębiorstwa, posiada on również całe miasteczko, w tym ciemnym kraju, wśród Młynów Szatańskich.3 Pracy jednak nie dostaje, gdyż spóźnił się o miesiąc i zostaje wyrzucony na bruk. Pogrążając się w depresji, i topiąc swoje smutki w marnej whisky, poznaje dziewczynę — Thel, prostytutkę, która ma oczywiście złote serce i duszę (jak się później okaże, nie za bardzo) czystą i zajmuje się wyrobem papierowych kwiatów. W swej dobroci zaprasza Willa do siebie i spędza z nim noc.

Prowadzi to do kolejnej podróży Willa. Rankiem u Thel pojawia się jej były narzeczony (Gabriel Byrne), który zabija ją z zazdrości, a Willa rani, nota bene, tą samą kulą. W rewanżu Will wystrzela trzy kule z pistoletu Thel, a jedna z nich trafia przeciwnika w tętnicę szyjną. Ów narzeczony nieboszczyk okazuje się być synem wspomnianego już Dickinsona, który wysyła za Willem płatnych morderców i wyznacza za jego głowę nagrodę. Tu rozpoczyna się ucieczka Willa. Ranny i nieprzytomny zostaje znaleziony przez Indianina, który dosłownie „grzebie” ostrzem noża w klatce piersiowej Willa, próbując wyciągnąć tkwiącą tam kulę. Indianin o jakże wymownym, jak się później okazuje, imieniu — Nobody4, czyli po prostu Nikt (Gary Farmer) — zabiera Williama Blake’a, w jego mniemaniu tego poetę, w podróż. Nikt (jego indiańskie imię to Xebeche — czyli ten, który głośno gada, nic nie mówiąc5), w dzieciństwie zabrany do Anglii i edukowany w tamtejszych szkołach, zaznajomiony jest z poezją mistycznego poety, w przeciwieństwie (paradoksalnie) do samego Blake’a i za tegoż uważa znalezionego przez siebie niedoszłego denata. Czy w poczuciu misji, czy z dobrego serca, zabiera Willa ze sobą w kolejną, jak się okaże — ostatnią dla księgowego — podróż — drogę inicjacji — wędrówki o głębokim znaczeniu.

Jedna z propozycji wyjaśnienia terminu „inicjacja” brzmi:

Termin „inicjacja” wywodzi się z łacińskich słów: «initio» — przypuścić do udziału, wtajemniczyć; «initium» — wstęp, tajemny kult, misteria; «initiatio» — wprowadzenie, wtajemniczenie. R. F. Raglan wywodzi ten termin od słowa «inive», które oznacza rytualne wejście do jaskini symbolizujące śmierć.6

Wędrówka u boku Nobody jest podróżą o wymiarze zarówno fizycznym, jak i symbolicznym. W tym miejscu mała dygresja — Jarmusch od samego początku zapowiada, o czym (i niewielkie to zaskoczenie) będzie jego nowy film. Zaczyna się on bowiem ujęciami w pociągu (a czymże jest pociąg, jeśli nie środkiem transportu), gdzie Will Blake, na przemian zasypiając i odzyskując świadomość, przygląda się zmieniającym się pasażerom, a raczej ich groteskowej galerii. Ujęcia te Jarmusch przedziela dłuższymi ściemnieniami, co przywołuje na myśl jego „Inaczej niż w raju”. Do sceny w pociągu wrócę jeszcze w dalszej części tekstu, gdyż jest ona kluczowa do odczytania wielu kwestii.

Jakub Godzimirski w swej analizie „Pikniku pod Wiszącą Skałą” Petera Weira, filmu również o inicjacji, cytuje Ludwika Stommę, który z kolei komentuje myśli Arnolda van Gennepa:

W myśli mitycznej czas (również czas życia ludzkiego) nie przebiega linearnie, lecz cyklicznie i zawsze powraca do siebie; nie zna więc końca ani początku (…) Trwanie (czas) jest więc w świadomości mitycznej nie kończącym się łańcuchem różnych jakościowo ogniw, przy czym przejście z jednego ogniwa (stanu) do drugiego, kolejnego, usankcjonowane musi być przez obrzęd, rytuał. Na obrzęd taki składają się trzy zasadnicze fazy: rytuał oddzielenia, marginesu i przyjęcia. W pierwszej z nich dokonuje się wyłączenie, uwolnienie jednostki lub grupy ze stanu dotychczasowego; w trzeciej następuje włączenie do stanu nowego. Natomiast środkowa faza marginesu to czas, kiedy podmiot akcji rytualnej znajduje się już poza stanem poprzednim, a jeszcze poza następnym, jest więc niejako wyrzucony poza to co określone, poza świat, właśnie na margines czasu.7

I sam dodaje później:

Człowiek, który przeżył takie udręczenia, jak w wyżej przedstawionym opisie, który przeszedł przez to, co nazywa się rytualnym uśmierceniem, ma inny próg wrażliwości, inaczej postrzega otaczającą rzeczywistość. Ponadto w trakcie obrzędu inicjacyjnego poznaje zasady istnienia świata, w którym żyje, zdobywa wiedzę (…).8

Inicjacja jest tak naprawdę odwróceniem naturalnego porządku życia i śmierci — głosi przecież najpierw śmierć, a następnie odrodzenie. Moim zdaniem podróż Blake’a jest fazą liminarną inicjacji.9 Blake przybywa do Machine, gdzie, przyznajmy, zupełnie nie pasuje, zostaje wyrzucony z pracy, której jeszcze nie dostał, a co za tym idzie — odrzucony przez społeczeństwo. Etapem drugim tego procesu, a także rytuału inicjacji według Stommy, jest jego błądzenie z Nobody po pustych przestrzeniach, próba dojścia do celu, jak również czas refleksji, zadumy nad własną (i nie tylko) egzystencją. Ostatnim jest przekroczenie „wielkiej wody” (woda — symbol przecież nie tylko źródła życia, ale i oczyszczenia) i pogodzenie się z losem — odejście do „krainy wiecznych łowów”, miejsca dla Williama Blake’a i jego duszy.10 Prawdziwy Blake zafascynowany był filozofią swedenborgian, którzy wierzyli, że istnieje inny, wieczny świat, i nie gdzieś w niebiosach, a tu i teraz, obok nas, że otaczają nas dusze, których wprawdzie nie widzimy swymi ziemskimi oczami, lecz istnieją one w świecie równoległym, do którego ludzie przychodzą po śmierci i żyją tam bardzo podobnie (…).11 Całe życie Blake’a jest więc podróżą, której koniec nigdy nie jest znany.

Film Jarmuscha rozpatrywany może być na wielu płaszczyznach, z których postaram się, choćby pokrótce, omówić każdą.

Istotny, jak i bezsprzecznie zauważalny, jest problem opozycji natura — technika. Sama nazwa miasteczka — Machine — jest już wskazująca, tak samo jak i jego (pozwolę sobie na to szumne określenie) „panorama”. Machine, czyli symbol techniki, pełne jest też zapowiedzi końca tej historii. Blake, przemierzając główną drogę miasta, niczym bohater westernu (o tym też później), widzi na przykład karawan, trumny, czaszki i kości bizonów. Również jedna z pierwszych scen filmu, we wspomnianym pociągu, zapowiada motyw przewodni — w pewnym momencie wszyscy pasażerowie wagonu zrywają się z miejsc i przez otwarte okno strzelają do bizonów. Jest jeszcze jedna zapowiedź końca filmu. Jedyny człowiek, z którym Blake podejmuje rozmowę, dość osobliwy (by opisać go, najłatwiej byłoby użyć angielskiego przymiotnika creepy), mówi, że Machine to end of the line12 (ten angielski zwrot to po polsku „koniec trasy”, czyli kres wszystkiego), czy wręcz piekło. Mówi też o losie samego Blake’a (w dodatku, są to pierwsze w ogóle wypowiedziane słowa w filmie):

Spójrz za okno. Nie przypomina ci to tego wieczoru w łódce? I kiedy później, leżałeś patrząc w górę, a woda w twojej głowie nie różniła się niczym od krajobrazu, myślisz sobie: „Jak to jest, że krajobraz się porusza, a łódź stoi?”

To nie jedyne motywy śmierci w filmie. Także w wiosce indiańskiej, do której na końcu swej podróży trafia Blake, widzimy skontrastowane ze sobą ujęcia matki karmiącej niemowlę i przygotowane do pochówku zwłoki.

W wierszu Williama Blake’a, zatytułowanym „Duchowy podróżnik” (sic!), czytamy:

Podróżowałem poprzez całą Ziemię,
Zmierzyłem Ziemię Mężczyzn oraz Kobiet,
Widząc i słysząc rzeczy wprost potworne
Jakich nie poznał dotąd żaden człowiek.

Tam narodziny przyjmują z radością,
Choć Dziecko w strasznej nędzy poczęto (…)
13

Świat Machine (niezamierzona gra słów) jest więc tym złym światem. Jest to świat w osobliwy sposób przejściowy i może dlatego spotworniały, rządzony prawem zabijania.14 Jakże współczesna to teza.

Gloryfikacja natury jest znamienna dla drugiej fazy inicjacji Willa. Wędruje on z Nikim po lesie, nocuje przy ognisku, nie jest mu jednak dane spróbować pejotlu, którego skutkami rozkoszuje się Indianin, tłumacząc ten fakt tym, iż wywołuje on święte wizje, które teraz nie są dla ciebie [dla Williama — PM]. Mamy więc i wizje, istotne dla procesu inicjacji.

Las tropikalny oferuje je [środki narkotyczne — PM] w bogatym wyborze; stąd też pochodzi tytoń odgrywający w szamanizmie i religii Indian centralną rolę. Obok świętych grzybów, peyotlu, wyciągów z lian i przeróżnych używek jest on stosowany powszechnie dla osiągnięcia wizji i wejścia w stan szamańskiego transu, przy magicznym leczeniu w obrzędach oczyszczenia.15

Tytoń jest też jedną z najbardziej pożądanych przez Nikogo używek, którą jednak niesamowicie trudno mu zdobyć — vide: scena z obłudnym kaznodzieją (Alfred Molina).16 Nie znał on z pewnością wiersza Blake’a „Boski wizerunek”, którego wersy mówią:

Człowieka zatem i kształt jego boski
Kochajcie w żydzie, turku, poganinie,
Bo gdzie siedziba Łaski i Miłości,
Tam i Bóg mieszka: tam Jego świątynie.
17

Pod wpływem pejotlu zaś, Nikt widzi, jakoby twarz Williama stawała się twarzą kościotrupa.

Prawdziwy William Blake przeciwny był postępowi technicznemu, w którym upatrywał koniec społeczeństwa i cywilizacji w ogóle. Blake czuł najwyższą niechęć do „bezosobowej” mechaniki Newtona (…).18 W technice widział też iście „szatański” materializm. W tym też podobny jest mu raczej Nikt, niż Will. Co ciekawe, William Blake nie lubi także Natury.19 Widać więc, że Jarmusch nie trzymał się kurczowo myśli mistyka, gdyż w swoim filmie Naturę zdecydowanie gloryfikuje, kontrastując ją ze „złą” techniką.

Will, w trakcie swojej podróży inicjacyjnej u boku Nobody, także zmienia swoje poglądy. Jeżeli podróże kształcą, to wyprawa w głąb samego siebie jest bodaj najbardziej kształcąca.20 Will traci siły fizyczne, ma coraz częstsze halucynacje, z trudem utrzymuje się na koniu, jednak wzbogaca się o mistyczne doświadczenia, przeżycia. Na początku podróży Nobody pomaga Willowi, uważa zapewne, że pieprzony głupi białas21 nie poradzi sobie bez pomocy. Gdy jednak przedstawiają się sobie, Nobody bierze Willa za zmarłego już poetę i mówi: rzeczywiście jesteś trupem.22

Każda inicjacja ma za zadanie sprawdzić „kandydata”. Nobody nie daje Willowi jedzenia, gdyż post jest błogosławieństwem23, zostawia go w końcu samego. Will, zdawałoby się, przeżywa wtedy duchowe odrodzenie, zaczyna godzić się ze swoim losem, z cyklem natury. Dowodem tego może być scena, gdy Will, wędrując po lesie w poszukiwaniu właściwie nie wiadomo czego, odnajduje martwą młodą sarnę i kładzie się na ziemi obok niej. Natura jest świętością, a scena ta pogodzeniem się z rytmem przyrody, naturalnym zegarem odmierzającym czas na życie i czas na śmierć.

Iście groteskowa jest galeria postaci. Już sam Will Blake wygląda jak „nie z tej bajki”.

Aktorem najlepiej oddającym charakter obecnej dekady — jej niejasność i naszą niepewność — jest Johnny Depp. Nigdy nie gra człowieka, który ma jakieś zadanie do wykonania, kogoś, z kim możemy się identyfikować, nie występuje w klasycznym kinie gatunku. Zwykle gra człowieka, który jest kimś zupełnie innym, niż mu się w pierwszej chwili wydaje. To jego «genre». Znajduje się w sytuacji, która go przekracza, ale próbuje sobie z nią poradzić.24

Johnny Depp jest więc wręcz idealny do tej roli — „podróżnika” gra on również w „Piratach z Karaibów” Gore’a Verbinskiego, czy „Czekoladzie” Lasse Hallströma. Will, człowiek, wydawałoby się, cywilizowany, nie ma pojęcia o poezji swojego imiennika, podczas gdy Nobody bez trudu cytuje najsłynniejsze jego wiersze, jak choćby „Wróżby Niewinności”: (…) Ktoś się rodzi dla radości, Ktoś się Rodzi dla Ciemności.25 Jest „obcym”, mimo że to przecież właśnie on jest rdzennym mieszkańcem Ameryki. Jest też przewodnikiem, pokazuje, jak należy poruszać się po „jego” świecie, jak zachowywać. Zapowiada Willowi, że od tej pory broń mu zastąpi język, a wiersze będzie pisał krwią.26 I rzeczywiście tak się dzieje, Will zabija, z coraz większą wprawą, i z „coraz zimniejszą” krwią. Jest w filmie scena, która ma być swego rodzaju sprawdzianem dla Blake’a. Razem z Nobody napotykają na trójkę dziwacznych wędrowców czy wagabundów.27 Will ma zejść do nich po zboczu, a Nobody will observe (cóż za idealne imię do gier słownych). Scena jednak kończy się tym, że trójka mężczyzn, stojąca „na drodze” Willowi i Nobody, ginie. W filmie generalnie ginie każdy. Z trzech „łowców głów” wysłanych w pogoń za Willem, zamordowanych zostaje dwóch, nota bene, przez swoich współtowarzyszy.

Oprócz ewidentnych nawiązań do filozofii Blake’a w nastroju filmu, znaleźć można również bardziej dosłowne (oprócz oczywiście nazwiska głównego bohatera) odniesienia.

W pojęciu Blake’a wrogiem człowieka jest istniejący instytucjonalny Kościół, w którym «litera» odgrywa niewspółmiernie większą rolę niż «Duch», zaś religie, które opierają się na systemie zakazów i nakazów; religie, które oddzielają «sacrum» od człowieczeństwa, zasługują na potępienie.28

Myśl ta znajduje odzwierciedlenie w scenie ze wspomnianym już kaznodzieją — hipokrytą. Także imię dziewczyny — Thel, jest nawiązaniem do twórczości Williama Blake’a, a dokładniej do jego poematu — „Księga Thel” (w Polsce niepoprawnie tłumaczona jako „Księga Tela”, co wskazywałoby na to, że Thel jest mężczyzną). Moim zdaniem, nawiązaniem do twórczości Blake’a jest też cytat czy motto filmu, a mianowicie sentencja Henri Michaux’a: Z truposzem lepiej nie podróżować. Michaux należał do tzw. poetów wyklętych, czyli poètes maudits. Jak podaje „Mały Leksykon Kultury”:

(…) termin stosowany na oznaczenie twórców zbuntowanych przeciwko obowiązującym w ich epoce obyczajom, konwenansom, wzorcom zachowania. Niejednokrotnie określa się nim poetów, którzy w wieku młodym popełniają samobójstwo albo umierają na skutek nieszczęśliwych wypadków. Nazwa wzięła swój początek od tytułu esejów P. Verlaine’a „Les Poètes maudits” (…)29

Zdaniem Krzysztofa Puławskiego: Egzystował on [Blake — PM] poza głównymi prądami swojej epoki.30 Eugeniusz Obarski, autor wstępu do „Małżeństwa Nieba i Piekła”, pisze zaś: Blake żył więc w ciągłym zagrożeniu. Sądzono go nawet za podburzanie przeciw królowi (złorzeczył „przeklętemu królowi”), i choć go uniewinniono, uważał on, że proces wytoczono nie jemu, a jego dziełom.31 Są to dość ewidentne przesłanki, że i Blake mógł być uważany za takiego właśnie poetę wyklętego. Wyklęty jest również Will Blake.

Oczywistym jest fakt, że Jarmusch i w tym filmie skrytykuje, w jakiś mniej lub bardziej subtelny sposób, Amerykę. Jest więc scena, w której Will znajduje pistolet Thel, która na pytanie o cel posiadania broni odpowiada, jakby to było oczywiste: bo to Ameryka.32

W Ameryce ma miejsce akcja większości westernów. Na płaszczyźnie konwencji tego gatunku „Truposz” bywa rozpatrywany — bądź jako polemika z gatunkiem, bądź odwrotnie, jako obecność w filmie westernowych akcentów. Tymi akcentami byłaby choćby sceneria, w jakiej rozgrywają się wydarzenia, epizod z bizonami, czy wizerunek Indian. Wnikliwy widz zauważy również, że jeden z trzech łowców głów, wysłanych za Willem, nosi imię Johnny „The Kid” Pickett (Eugene Byrd) — przydomek jego jest dość częsty (i popularny) w klasykach westernu. Łamaniem konwencji będzie jednak fakt, że Kid grany jest przez czarnoskórego aktora, a główny bohater filmu, tak naprawdę żadnym bohaterem nie jest. Film jednak nie ma na celu ośmieszenie gatunku, gdyż właściwie nie ma w nim humoru, czy charakterystycznego dla Jarmuscha absurdu. Jak pisze Andrzej Kołodyński:

Absurd jako figura stylistyczna polega na sprzeczności z czymś, co przyjmuje się za pewnik; jednak w tym filmie nic z niczym nie jest sprzeczne, po prostu stanowi integralną część świata przedstawionego. Tym samym nie jest śmieszne, co najwyżej niezrozumiałe.33

Istotą drogi, pojmowanej fizycznie, są granice — mamy punkt wyjścia i punkt docelowy. W przypadku podróży Willa, takich granic nie ma, jedynie śmierć rozumie się jako przekroczenie granicy oddzielającej życie na tym świecie od innego istnienia.34

Zwróćmy uwagę i na to, że tak zasadnicza zmiana stanu, jaką są narodziny, ujmowana jest przez myśl ludzką jako przyjście na świat, jako wydostanie się z zamkniętej przestrzeni do przestrzeni zewnętrznej, otwartej. Podobnie należałoby sądzić o ustosunkowaniu się do momentu śmierci. Śmierć rozumie się jako przekroczenie granicy, oddzielającej życie na tym świecie od innego istnienia.35

Will Blake zdaje się nie być świadom tej prawdy na początku swej podróży. Jednak, z biegiem czasu i z Nobody u boku, poznaje zasady rządzące światem — zarówno tym „technologicznym” — Machine, jak i tym bardziej naturalnym. Podporządkowuje się losowi i Naturze.

Droga w „Truposzu” nie dotyczy tylko inicjacji. Jest też drogą na „tamten świat”:

Już samo potoczne określenie śmierci — „odchodzenie z tego świata” — w sposób semantyczny wskazuje, o jakie treści tu chodzi. Nawet pobieżny przegląd wierzeń eschatologicznych pozwala zorientować się, że doszukiwanie się semantycznych treści w określeniu „droga na tamten świat” możliwe jest i konieczne nie tylko w języku polskim.36

Droga to niełatwa, na dodatek trudna do rozpoznania:

Człowiek jest odbiciem świata, mikrokosmosem, który żyje jednak w stałym związku z kosmosem jako takim — dlatego też nie może czuć się posiadaczem swojego otoczenia, musi być raczej jego cząstką. Nie stanie się nią jednak, jeśli zapomni, że oprócz zmysłowego postrzegania istnieje jeszcze intuicja poznawcza. Jednym słowem, człowiek może stać się cząstką świata, w którym żyje, jeżeli osiągnie pełnię człowieczeństwa; tym sposobem odnajdzie swoje miejsce w świecie, a odnalezienie go nada sens jego egzystencji.37

Tę „intuicję poznawczą” zapewnić ma, być może, Nobody, lub też samo podróżowanie z nim. Blake „zaczyna rozumieć”, zaczyna też zabijać, nie wiadomo jednak, czy Nobody widzi w Willu osobę, która ma zemścić się za jego „czerwonych braci”. Moim zdaniem nie do końca, gdyż sam Nobody dobrze wie, jak używać łuku, a, po krótkim „kursie”, również strzelby. Nie potrzebuje więc nikogo (znów ta gra słów), kto miałby go wyręczyć. To raczej on jest potrzebny Willowi, by ten zrozumiał istotę egzystencji ludzkiej, jak również pojął, że jego przeznaczeniem jest siać śmierć wokół siebie.38„Truposz” nie tylko więc umiera, ale i sam zadaje śmierć.

Idea podróży w zaświaty ujmowana bywa słowem — przejawia się w wątkach epickich, w literaturze profetycznej i apokaliptycznej, w mistycznych i ekstatycznych wizjach.39

A czymże są poezje Blake’a, jeśli nie literaturą profetyczną czy mistyczną? Jarmusch znowu, tematem swojego filmu, nawiązuje do twórczości angielskiego mistyka.

Konkluzją, a jednocześnie podsumowaniem powyższych rozważań, niech będzie cytat, autorstwa Andrzeja Kołodyńskiego:

(…) nasze ciała są jedynie przejściowym schronieniem w wiecznej wędrówce dusz. A dusze prowadzą ciała ku miejscu tylko im znanemu — tam, skąd przyszły.40

© 2006 Paulina Smolarek

1 Miloš Forman, J. Novák, Moje dwa światy. Miloš Forman — wspomnienia, Katowice 1996, s. 249.

2 Należy wiedzieć, że William Blake — wizjoner i poeta, zmarł w roku 1827, czyli na początku wieku XIX.

3 William Blake, „Milton”, tłum. Jolanta Kozak, [w:] Wiersze i poematy, wybór i opracowanie Krzysztof Puławski, Izabelin 1997, s. 147.

4 Do wyboru takiego, a nie innego imienia, być może zainspirował Jarmuscha wiersz Blake’a „Do Nikomutaty”, czyli w oryginale „To Nobodaddy”.

5 Lista dialogowa filmu.

6 Krzysztof Kowalski, Zygmunt Krzak, Tezeusz w labiryncie, Wrocław 1989, s. 92.

7 Jakub M. Godzimirski, „Śmierć a poznanie — rytuał inicjacji”, [w:] „Kwartalnik Filmowy”, nr 12/13/1995, s. 235.

8 Tamże, s. 235.

9 Por. inicjacje.republika.pl/podstrony/faza2.htm.

10 Lista dialogowa filmu.

11 William Blake, Małżeństwo nieba i piekła, przekład Franek Wygoda, Wrocław 2002, s. 12.

12 Lista dialogowa filmu.

13 William Blake, „Duchowy podróżnik”, tłum. Krzysztof Puławski, [w:] Wiersze i poematy, dz. cyt., s. 77.

14 Andrzej Kołodyński, „Droga Williama Blake’a”, [w:] „Kino”, nr 4/1996.

15 Jerzy Sławomir Wasilewski, Podróże do piekieł. Rzecz o szamańskich misteriach, Warszawa 1985, s. 176.

16 Nie jest to jego jedyny występ u Jarmuscha, jednakże aktor kojarzony jest głównie z rolą Diego Rivery we „Fridzie” Julie Taymor.

17 William Blake, „Boski wizerunek”, tłum. Jolanta Kozak, [w:] Wiersze i poematy, dz. cyt., s. 19.

18 William Blake, Małżeństwo nieba i piekła, dz. cyt., s. 6.

19 Tamże, s. 10.

20 Krzysztof Kowalski, Zygmunt Krzak, dz. cyt., s. 111.

21 Lista dialogowa filmu.

22 Tamże.

23 Tamże.

24 „«Pulp Fictions» i proste historie”, [w:] Znak, nr 545/2000, s. 26.

25 William Blake, „Wróżby niewinności”, tłum. Jolanta Kozak, [w:] Wiersze i poematy, dz. cyt., s. 87.

26 Lista dialogowa filmu.

27 O ile od razu widać, że mężczyzna w sukience to Iggy Pop, to w ogorzałym prostaku trudno rozpoznać Billy’ego Boba Thorntona.

28 William Blake, Małżentwo nieba i piekła, dz. cyt., s. 13.

29 Mały Leksykon Kultury. Kierunki, style, tendencje, red. Marian Kisiel, Katowice 1996, s. 149.

30 William Blake, Wiersze i poematy, dz. cyt., s. 5.

31 William Blake, Małżeństwo nieba i piekła, dz. cyt., s. 6.

32 Lista dialogowa filmu.

33 Andrzej Kołodyński, dz. cyt.

34 Anna Wieczorkiewicz, „Antropologiczne sensy drogi”, [w:] „Kultura i Społeczeństwo”, nr 4, Warszawa 1996, s. 52.

35 Anna Wieczorkiewicz, Wędrowcy fikcyjnych światów. Pielgrzym, rycerz i włóczęga, Gdańsk 1996, s. 19.

36 Krzysztof Kowalski, Zygmunt Krzak, dz. cyt., s. 82.

37 Jakub M. Godzimirski, dz. cyt., s. 242.

38 Andrzej Kołodyński, dz. cyt.

39 Anna Wieczorkiewicz, „Antropologiczne sensy drogi”, dz. cyt., s. 53.

40 Andrzej Kołodyński, dz. cyt.

verte.art.pl > Film > Eseje > Droga inicjacji

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski