Kiedy w 1993 roku Tran Anh Hung debiutował filmem pt. „Zapach zielonej papai”, szybko stało się jasne, że będzie to artysta w pełni oddający się kinu autorskiemu. Historia Mui, dziewczynki, która od dziecka pracuje jako służąca, zachwyciła jednocześnie swoją prostotą oraz swobodą, z jaką reżyser wplatał w film niedomówienia i symbole. Jego debiut zyskał ogromne uznanie na całym świecie, na co dowodem mogą być nagrody na festiwalu w Cannes, zdobycie Cezara, czy wreszcie nominacja do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Reżyser zaplanował stworzenie trylogii, której wspólnym mianownikiem miała stać się nie oś fabularna, a miejsce akcji – współczesny Wietnam. Idąc tym tropem krytyka przypisała temu projektowi nazwę trylogii wietnamskiej (nie mylić z trylogią wietnamską Olivera Stone’a). Jej drugim ogniwem stał się nakręcony dwa lata później „Rykszarz”. Historia nastoletniego chłopaka, żyjącego w biednej dzielnicy wraz z dwiema siostrami, okazała się również pełna magii, przy okazji odsłaniając malarski kunszt Trana. Film nasycony symboliką kolorów i skrajnymi emocjami, został przyjęty
z wielkim entuzjazmem, zyskując w Wenecji nagrodę krytyków i Złotego Lwa. Tran Anh Hung po pięciu latach milczenia powraca ze swoim trzecim filmem pt. „Schyłek lata”, który jest jednocześnie ostatnią częścią trylogii.
Kolejny już raz bohaterami zostają ludzie żyjący w Wietnamie, tym razem jednak przenosimy się do stolicy poznając historię pewnej rodziny. By uczcić pamięć zmarłej matki, trzy siostry i brat zaplanowali wraz z rodzinami spotkanie. Lien jest najmłodszą z sióstr, bezustannie marzy o dziecku i o chłopaku, który byłby taki jak jej brat Hai, z którym mieszka. Suong jest z nich najstarsza, odziedziczyła po rodzicach kawiarnię, którą prowadzi wraz
z mężem fotografem-botanikiem. Średnia siostra Khanh wyszła za pisarza, który przeżywa właśnie kryzys twórczy. Siostry, gotując i przyrządzając potrawy według starych receptur, opowiadają sobie niemal wszystko. Dla każdej z nich jest to czas, w którym mogą być szczere, prosić o pomoc, liczyć na dobrą radę. Pomimo silnych relacji, jakie bez wątpienia łączą te trzy kobiety, każda z nich ma tajemnice, o których nie jest w stanie powiedzieć nikomu.
Tran w „Schyłku lata” przenosi widza do ekonomicznego i kulturalnego centrum kraju. W jego poprzednich filmach bohaterowie byli ubodzy, co stanowiło niejako główny katalizator napędzający fabułę. Tutaj mamy do czynienia z ludźmi z klasy średniej, których problemy nie oscylują wokół przeżycia, a raczej wokół prób odnalezienia w życiu szczęścia. Zmianie nie ulega jednak tylko przestrzeń czy typ bohaterów, ale również ich zachowanie. Dzięki temu postacie wydają się odważniejsze, bardziej pewne siebie, po prostu pełniejsze. Portret rodzinny zostaje odmalowany przez reżysera w niezwykle przemyślany sposób. Ukazuje, jak ludzie budują szczęście rodzinne i życiową harmonię na grze pozorów. Grze, która może trwać codziennie, przez wiele lat. Zadziwiające, kiedy po długich rozmowach
o niczym napływają fale ciszy w odpowiedzi na poważne, często niewygodne pytania.
Pozorne szczęście i harmonia powodują, że zarówno bohaterowie, jak i widz tkwią
w zawieszeniu. Każde z nich wie, że to wyimaginowany stan, jednak nikt nie chce z niego zrezygnować. Cały film ma taką aurę. W Hanoi u schyłku lata wciąż jest gorąco, parno, życie zastyga, na ulicach widać mniej ludzi. Trudno wtedy zrobić cokolwiek, aż do momentu ulewy.
Wzorując się na swoim poprzednim filmie, Tran Anh Hung i tym razem skorzystał
z bogatej symboliki kolorów. Trzeba podkreślić, że w „Rykszarzu” reżyser położył jednak większy nacisk na ten element. Tutaj pojawia się on rzadziej. Kiedy na ekranie pojawia się Lien, wraz z nią widać barwne stroje czy dom wypełniony kolorowymi rzeczami. Jednak wizualnie przeważa głęboka zieleń (np. wnętrze kawiarni), która symbolizuje tradycję, kojarzy się z rodzicami i czasami dzieciństwa, kiedy szczęście i harmonia nie były ułudą,
a czymś realnym, czymś pewnym.
Rola muzyki i dźwięku jest tu bardzo istotna. Muzyki w tym filmie jest bardzo niewiele, ale jeżeli jest, służy konkretnym celom. Są to na przykład ballady Lou Reeda, bardzo powolne, pozwalające zastanowić się nad poczynaniami postaci. Dźwięki z kolei zdają się być zdecydowanie ważniejsze. Niemal przez cały czas towarzyszą nam odgłosy nagłej, popołudniowej ulewy, szumy jeziora, dźwięki owadów i ptaków, gwar spalonej słońcem ulicy. Wszystkie te doznania sprawiają, że widz wchodzi głębiej w świat filmu. Może pełniej poczuć to, co czują bohaterowie, oraz mocniej się z nimi zidentyfikować. A właśnie zrozumienie postaci, ich dwoistości, jest dla tej historii elementem kluczowym.
Tran postanowił po raz pierwszy zastosować w swoim filmie klamrę kompozycyjną. Dzięki temu zabiegowi widz może dostrzec, jak przez określony czas (miesiąc) Lien przeszła wewnętrzną przemianę. Reżyser ukazuje również stosunek do życia i śmierci. Podkreśla, że pamięć o zmarłych jest niezmiernie ważna. W obrazie występują również odniesienia do konfucjanizmu. Najlepszym tego dowodem jest postać Quoca, męża Suong. Mężczyzna jest rozdarty między dwoma miejscami, nie potrafi z żadnego z nich zrezygnować. Stan ten, trwający od kilku lat, wypala go, zmusza do próby odnalezienia spokoju i wewnętrznej harmonii. Droga do osiągnięcia tego konfucjańskiego ideału okaże się niezwykle kręta…
© 2010 Sławomir Wasiński
SCHYŁEK LATA. Reżyseria Tran Anh Hung. Scenariusz Tran Anh Hung. Zdjęcia Pin Bing Lee. Muzyka Ton That Tiet. Występują: Tran Nu Yen Khe, Nguyen Nhu Quynh, Le Khanh, Quang Hai Ngo, Chu Hung, Manh Cuong Tran. Wietnam, Francja, Niemcy 2000
verte.art.pl > Film > Recenzje > Fale ciszy („Schyłek lata” Trana Anh Hunga)
© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski