> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№26 sierpień 2006

Ginący świat kodeksu Bushido według Masaki Kobayashiego („Seppuku”) Martyna A. Gierlowska

Masaki Kobayashi (1916-1996) — reżyser i scenarzysta. Ukończył filozofię na Uniwersytecie Waseda. Do roku 1942 pracował w wytwórni Schociku. Jako reżyser zadebiutował w 1952 roku filmem „Młodość mojego syna”. W swoich filmach buntował się przeciwko wojnie, niezgodzie, niesprawiedliwości i anarchii. Bohaterowie dzieł Kobayashiego, to ludzie którzy sprzeciwiają się konformizmowi, braku zasad, złu. Swoje opowieści zamykał w wyszukanych zdjęciach oraz niespotykanym pięknie plastycznym zdjęć.

„Seppuku” to film powstały na podstawie noweli Yasuhiko Takiguchi, nawiązujący do historii siedemnastowiecznych Samurajów, do kultury, która zmierzała powoli ku upadkowi z racji wojen pomiędzy Szogunami a Daimyo.

W 1630 roku u wrót siedziby rodu Iyi staje wynędzniały Samuraj Hanshiro. Przybył tu z zamiarem popełnienia samobójstwa na zamkowym podwórcu. Jako, że stał się roninem, nie jest w stanie wyżywić swojej rodziny. Zarządca (Saito Kayegn), czujący swoją wyższość, a także nauczony doświadczeniem z przeszłości, nie wierzy w szczerość słów bohatera. Aby odpowiednio uargumentować swoje podejrzenia, opowiada Hanshiro o młodym samuraju Motome, który pojawił się tu z takim samym pomysłem. Jednak historia młodzieńca posiada pewną wyjątkowość, która czyni ze śmierci Motome symbol prawdziwej tortury. A w kodeksie Samurajów — Bushido — takie pożegnanie z życiem jest niedopuszczalne… Otóż Motome musiał dokonać seppuku przy pomocy drewnianego miecza, ponieważ był zmuszony swoją piękną rycerską broń sprzedać, aby pomóc swoim bliskim. Zarządca nie zdaje sobie sprawy, że Hanshiro jest teściem Motome, który tylko dlatego śmiał prosić o zwłokę należności, by ratować swoją rodzinę od głodu. Z każdą sekundą opowieści Saito, napięcie Hanshiro rośnie. Szalę przeważa fakt, że sekundanci (kaishaku) nie będą brać udziału w obrzędzie harakiri… Dochodzi do nieuniknionego pojedynku między rozłoszczonym ojcem a dworską świtą.

Tak w największym skrócie rysuje się treść filmu. Moimi rozważaniami uczynię honor, kodeks i etykę ówczesnych Samurajów. Skupię się na aspekcie moralnym i nad pytaniem, czy brak zaufania do drugiego człowieka może doprowadzić do najgorszych przeżyć i czy odkupienie winy w tym wypadku jest możliwe.

Motome to ubogi ronin, nie mający możliwości ofiarować swojej żonie i synowi ryżu, który w tamtych czasach był podstawowym składnikiem diety i środkiem płatniczym. Matka z dzieckiem zaczynają chorować w skutek braku witamin i minerałów. Motome nie może liczyć na niczyją pomoc, gdyż wszędzie panuje ogromna bieda. Postanawia udać się po pomoc do Iyi. Szantażem chce wymusić trochę pieniędzy. Wierzy, że tak jak inni, osiągnie zamierzony cel i nie będzie musiał popełniać zbiorowego samobójstwa, jakim było seppuku. Niestety, jego plan okazał się fiaskiem. Zarządca nie uwierzył mężczyźnie. Nastąpiło krwawe przedstawienie. Nawet miecz, którym przebijał sobie brzuch nie był godzien byłego Samuraja. Owa biała broń musiała być ostra, z pięknie ozdobioną rękojeścią (zazwyczaj z rybich łusek). W rękach Motome okazała się być tylko bambusowym drewnianym mieczem… Naturalistyczną drobiazgowość ceremoniału harakiri, Kabayashi skutecznie odarł z legendy, z jej pięknego i wzniosłego mitu. Zdemaskował nieludzki charakter rycerskiego kodeksu, który pod pozorem chronienia czystości moralnej i najszlachetniejszych wartości, wykorzystywany bywał dla utrzymania feudalnego systemu, niszczenia osobowości i utrzymania podwładnych w bezwzględnym posłuszeństwie.

Hanshiro nie znał szczegółów śmierci swojego zięcia. Poznał je dopiero na dworze zarządcy. W jego mniemaniu, Samuraje ci okazali się być ludźmi bez honoru i niewarci jakiegokolwiek szacunku. Naruszyli święte prawo Bushido, którego, będąc prawdziwymi wojownikami, naruszać nie powinni.

Hanshiro obnażywszy ich fałszywą dumę, mógł dopiero spokojnie umrzeć. Bo na życiu w żadnym wypadku mu już nie zależało. Cała jego familia odeszła. Nie miał dla kogo egzystować; stał się Roninem bez najważniejszego fundamentu — ogniska domowego. Jedynym jego wybawieniem okazała się śmierć i pomszczenie pamięci Motome. Młodzieniec mógł żyć, a jeśli miał już odejść w zaświaty, to mógł odejść zgodnie z ogólnie przyjętym prawem… Zarządca pozwolił na to, by Motome umarł nie jak bohater, ale jak człowiek, który nie chce żegnać się ze światem. W oczach mężczyzny maluje się prośba o darowanie mu życia. Chociaż popełnia harakiri, to wyraźnie można dostrzec, ile go to kosztuje. I nie chodzi tutaj o cierpienie fizyczne, które jest oczywiste i bezsprzeczne. Widz odczuwa przede wszystkim ból psychiczny, który rozrywa świadomość bohatera. Podejrzewam, że Motome wydawało się, że plami swoją dumę. Nie dość, że nie udało mu się zdobyć pieniędzy na uchronienie swojej rodziny od klęski głodu, to jeszcze nie wypełnił Bushido, tak jak zostało to przykazane parę wieków wcześniej.

W obliczu śmierci wojownik powinien panować nad sobą i swoimi emocjami. Musiał okazać się olbrzymią samokontrolą i równowagą duchową. Seppuku miało być najwyższym przejawem osobistego heroizmu. Dodatkowo, w mniemaniu Samurajów utrata miecza czy sprzedanie go, okrywały rycerza hańbą przechodzącą na potomnych. Powstaje więc pytanie, czy zarządca z tego właśnie powodu nie pozwolił wykaligrafować pędzelkiem krótkiego przedśmiertnego wiersza, zawierającego przesłanie dla najbliższych? Jeśli tak, to jego samobójstwo nie miało w ogóle znaczenia. Pozbawiony praktycznie sekundanta (kaishaku), odarty z godności zszedł ze świata, nie jak prawdziwy Samuraj, ale jako zwykły śmiertelnik pozbawiony honoru.

Hanshiro postanawia przedstawić obecnym na dworze wojownikom motywy postępowania swojego zięcia. Chce im udowodnić, jak bardzo się pomylili, jak podważyli własny autorytet krzywdzącym sądem.

Ronin bez patosu, przedstawia fakty z życia mężczyzny. Kreśli historię, która broni się bez zbędnych naciągnięć czy epitetów. Motome w oczach swojego teścia, to chłopiec, który będąc ubogim nauczycielem postanawia założyć rodzinę i dbać o nią. Ze skromnej zapłaty ciężko mu utrzymać żonę i syna (kobieta nie mogła pracować, będąc żoną Samuraja). Sprzedaż parasoli nie przynosiła też większych dochodów. Tak mijały lata. Paradoksalnie, panował wszędzie pokój, więc Samuraje nie mieli powodów do walki. Bieda z każdym tygodniem zaczęła być coraz bardziej dokuczliwa. Znikąd pomocy. Co odważniejsi wojownicy postanawiali błagać o środki do życia na dworze książęcym. Jednym to się bardziej udawało, innym nie. Kartą przetargową stał się zbiorowy akt samobójstwa. Niestety, nie każdy miał to szczęście, że został wysłuchany i zrozumiany…

Hanshiro widząc brak rzeczywistego zainteresowania zarządcy losem przybyłych tu roninów, pragnie się zemścić. Bezsprzecznie chce popełnić seppuku, ale najpierw pragnie obnażyć hipokryzję Kayegna. Gdy dowiaduje się, że kaishaku nie będą uczestniczyć w harakiri, jego złość narasta. Usprawiedliwieniem braku sekundantów ma być choroba, która ich zmogła… Jednak Hanshiro wie, że to nieprawda. Otóż, parę dni wcześniej stoczył z nimi walkę. Wynikiem owego starcia była utrata kitek przez przeciwników. Dla Samuraja to najgorsza zniewaga. Prawdziwa, niezmywalna na honorze hańba. Stąd ich nieobecność zatuszowana niedomaganiem organizmu. Bohater bez ogródek wyjaśnia wszystkim obecnym rycerzom, jak pokonał rywali i jaki był ich stosunek do starcia. Okazali się być przestraszonymi tchórzami…

Czyżby strażnicy idei dzielności chylili się ku upadkowi? Zadając sobie to pytanie, zaraz przypomina mi się obraz Akiri Kurosavy „Rashomon”. Chociaż film traktuje o japońskim średniowieczu, to analogia pomiędzy szlachcicami jest duża. Samuraj autora „Tronu we krwi” to człowiek, który chciał za wszelką cenę ratować swoje życie. Sprzeniewierzył się zasadom postępowania, co było tuszowane kłamstwem. Dokładnie tak jak w „Seppuku”. Kurosava nie bał się krytykować społeczeństwa feudalnego, choć Japończycy nie mogli mu tego wybaczyć. Było to szarganie świętości, z której byli bardzo dumni. Kobayashi postępuje tak samo. Udowadnia widzom, że człowiek o gorszym statusie społecznym, bardzo często był na pozycji przegranej. Niewielu było śmiałków, którzy głośno krytykowali swoich panów. Wszak Samuraje to nie tylko wojownicy, ale ludzie uczący się matematyki, algebry, kaligrafii, czytający poezję. Byli wykształceni, a to konotuje mądrość, niekiedy nawet wyższość intelektualną.

Motome czuł ogromny respekt i strach. Dał do zrozumienia zarządcy, że jest słabym człowiekiem. Nie mógł przemóc się, by stanowczo i pewnie prosić o pieniądze. Spasował. Prawdopodobnie jego postawa przyczyniła się do tego, że majestat popchnął go do tak okrutnego czynu. Natura człowieka charakteryzuje się tym, że zawsze zniszczy słabszego od siebie… Lecz czy to jest mocny argument, by zrozumieć dwulicowość dworu książęcego, brak empatii? Chyba nie. Hanshiro zdradził tajemnicę, która już na zawsze naruszyła etos rycerski.

Zarządca, choć rządny zemsty i nie dający poznać po sobie, że stary ronin ma rację, w duchu zgadza się z zarzutami bohatera. Wie doskonale, dlaczego jego poddani nie mogli stawić się, aby ściąć głowę Hanshiro. Moim zdaniem, nawołując przyszłego samobójcę do jak najszybszego popełnienia seppuku, chciał tym samym zamknąć mu usta i nie uwolnić nigdy prawdy. To, co niegodne, wstydliwe trzeba przemilczeć, zapomnieć o tym, wymazać z pamięci. Ale milczenie nie zawsze jest owocne. Błędy ciężko naprawić gdy nie ujrzą światła dziennego. Może Hanshiro chciał, by dwór zreflektował się w swoich poczynaniach? Spojrzał na swój lud z innej strony? A może usiłował uświadomić im, że taka władza długo się nie utrzyma i że bycie Samurajem przestaje być powodem do wzniosłości?

Rzucając kitki pokonanych rycerzy, okrywa zasłoną pogardy Iyi. Tego już za wiele dla Saito Kayegna. Natychmiast każe mu oddać się w ręce śmierci. Ten jednak nie poddaje się bez walki. Otoczony wojownikami, musi stoczyć batalię. Zabija wielu bushi. Zręcznie operuje mieczem, broni się z honorem i zaciętością… To sprawia, że dworzanie zaczynają odczuwać respekt i nie mogą znaleźć sposobu na zgładzenie człowieka. Ronin okazuje się być o wiele odważniejszym bojownikiem niż mała armia. Walka wręcz ich zwyczajnie przerastała. Zabijają go bronią palną… Dokonuje żywota w najbardziej nieznaczący sposób. Żaden Samuraj tak zginąć nie powinien! Odebrano mu tym samym całą jego historię. Ale czy tak do końca? Czy Hanshiro w jego własnym kodeksie nie okazał się człowiekiem godnym szacunku i pochwały? Wydaje mi się, że jak najbardziej jego postawa może służyć jako przykład prawdziwego męstwa. W ostatnich chwilach swojej egzystencji zasłania się zbroją, która w żadnym wypadku nie chroniła od kul. A jednak okrywa się nią tak szczelnie, jak tylko można. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak kurczowo trzyma ją przy sobie, gdyż taki model rynsztunku (bogato zdobiony) nosili tylko wojownicy wyżsi rangą…

Hanshido miał prawo tak się czuć. Najwyższą wartością była dla niego prawda i życie zgodne z własnymi przekonaniami. On tego dopełnił. Pomścił śmierć zięcia, obnażył nikczemność Kayegna, nigdy nikogo nie skrzywdził. Okazał się być wzorem Samuraja, choć stał się kiedyś roninem…

Saito każe sekundantom umrzeć. Popełnić harakiri. Tym samym przyznaje się przed samym sobą do błędu. Jednak nie chce, by splamiona godność ujrzała światło dzienne. To, co stało się na dworze, ma zostać tu na zawsze i nie opuszczać murów Iyi. Jako pan i władca, nie pokaże również swoim poddanym, jak bardzo pomylił się w ocenie Motome. Wydaje mi się, że zdał sobie sprawę z własnej klęski. Zatem to nie Hanshido okazał się w świetle zdarzeń przegranym. Wygrał przecież własny honor. Wygrał spokój ducha.

Kabayashi to reżyser, który nie posuwa akcji do przodu za pomocą gwałtownego montażu czy drastycznych cięć. Akcja rozwija się bardzo powoli. Liczne retrospekcje pozwalają widzowi poznać racje obu stron.

Oszczędność słów czy gestów aktorów kojarzy się z japońską filozofią zen, która nakazywała delektować się każdą chwilą, wręcz celebrować ją. Jeśli chodzi o narrację, była ona przeprowadzona w trybie subiektywnym, który był znakiem rozpoznawczym Nowej Fali. Takim samym znakiem, jak obraz „Seppuku”, który choć uderzał w historię bushi, to był wspaniałym zabiegiem artystycznym, wpisującym się na zawsze w karty historii filmu, nie tylko japońskiego.

© 2006 Martyna A. Gierlowska

verte.art.pl > Film > Eseje > Ginący świat kodeksu Bushido według Masaki Kobayashiego

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski