> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№57 marzec 2009

Kilka spojrzeń, kilka spotkań i słów niewiele więcej („Meduzy” Shiry Geffen i Etgara Kereta) Iwona Gilewicz

Kilka historii splecionych ze sobą jedynie cieniutką nitką przypadkowych spotkań, owianych tym samym rodzajem smutku, namalowanych w jednakowych, pastelowych odcieniach, toczących się pod izraelskim niebem – „Meduzy” Kereta i Geffen.

Kelnerka, nowożeńcy, matka aktorki, pisarka, opiekunka – wszyscy spętani przez ograniczenia własnego charakteru, okoliczności, zależni, na swój sposób bezradni, tęskniący za porywem silniejszego wiatru, końcem sennej mary, której zdają się być uczestnikami. Oglądając „Meduzy”, ma się właśnie wrażenie podglądania czyjegoś snu – roztrzaskany aparat fotograficzny, złamana noga na własnym weselu, plażowy lodziarz z dawnych czasów dzieciństwa, arogancki szef i dziewczynka…

Dziewczynka (w tej roli Nicole Leidman), która wyłania się z morza, nie odzywa się ani słowem, przeraźliwie krzyczy, gdy próbuje się jej zdjąć koło ratunkowe i jako jedyna z całego „meduzowego” towarzystwa ma jasne, niezmącone żadną mgłą zniechęcenia czy żalu, oczy. Sama wybiera sobie opiekunkę, decyduje o czasie pojawienia się i zniknięcia. Zdaje się dobrze bawić, co wyczytać można w jej figlarnym wzroku. Po wyjściu z kina zapamiętuje się tylko ją, na wspomnienie filmu w kilka miesięcy po obejrzeniu również przed oczami staje magiczny rudzielec. Zupełnie jakby wszyscy inni aktorzy pogrążyli się przy niej w szarej poświacie bylejakości. Główna bohaterka (nie boję się dokonać tego mianowania), o której mowa, jest moim osobistym symbolem wolności – bezpiecznej, bo wyznaczonej linią koła ratunkowego. Do nikogo się nie przywiązuje, nie boi się popłynąć przed siebie i niemal „parzy”, jak tytułowe meduzy, kiedy ktoś za bardzo próbuje się do niej zbliżyć.

Morski jest nie tylko tytuł filmu. Większości scen, choć nienakręconych nad morzem, zdaje się towarzyszyć jego szum. Świat rzeczywisty, jaki oglądamy w „Meduzach”, to jedna noga filmowego obrazu, drugą jest świat symboli. A jak to z nogami – obie równie ważne, gwarantujące równowagę. Twórcom filmu udało się zadbać o jednakową wielkość i moc „nóg”, na których oparli swoją filmową wizję, dzięki czemu obraz nie męczy widza ani błahością, ani nadmiernym artyzmem. Znamienna jest pojawiająca się w filmie alegoria statku – tego w szklanej butelce i tego złożonego przez policjanta z kartoteki jednego z zaginionych dzieci; a może statkiem w zamkniętej butelce jest każdy bohater swojej opowieści? A jeśli wierzyć, że to filmowy obraz rzeczywistości, to i każdy z nas dryfuje nie wiedząc dokładnie, dokąd, z suchymi ustami, choć wokół pełno wody?

Film nieco przypomina „Babel” w reżyserii Alejandro Gonzaleza Inarritu. Tamten obsypany nagrodami (m.in. Złoty Glob w kategorii dramat, Oscar za muzykę), z aktorskimi sławami, trafił na pierwsze miejsca filmowych list przebojów. Zetknęliśmy się tam zarówno z różnymi kulturami, jak i konfliktem politycznym. „Meduzy” nie wykraczają poza obszar Izraela, w ogóle nie nawiązują do konfliktu izraelsko-palestyńskiego, zdaje się, że nieważna jest narodowość osób, które poznajemy na ekranie, konteksty polityczne. Problemy, z jakimi się borykają (w większości tkwiące w nich samych), mogą dotyczyć każdego, w każdej strefie czasowej.

Specyficzny, melancholijny nastrój filmu udzielił mi się po obejrzeniu go, a może to nie nastrój, a efekt utożsamienia się z małą, rudą dziewczynka wpłynęły na lekkie zasępienie się i niechęć do zapalających się w kinie (swoją drogą – zawsze za wcześnie) świateł, zachęcających do opuszczenia sali. W filmie wszystko dzieje się wolno, można wypatrywać szczegółów, niuansów, spokojnie odczytywać emocje z wyrazu twarzy – a to dla mnie prawdziwa uczta, odpoczynek i intelektualna rozrywka! Obserwuję światowe trendy z nadzieją, że moda na „slow” nie utknie li jedynie na „slow food”, a przeniknie do światowego kina, abym mogła mieć więcej okazji do oglądania filmów w stylu „Meduz”.

© 2009 Iwona Gilewicz

verte.art.pl > Film > Recenzje > Kilka spojrzeń, kilka spotkań i słów niewiele więcej

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski