Na planie filmu pod frapującym tytułem „Filth and Wisdom” spotkały się dwie persony ze świata muzyki, lecz każda z nich „z zupełnie innej bajki” — za kamerą stanęła, po raz pierwszy w swojej karierze, królowa popu Madonna, a przed kamerą, w roli głównej, lider punkowej grupy (w stylu Mano Negra) Gogol Bordello, Eugene Hutz (tenże nie po raz pierwszy — grał już między innymi we „Wszystko jest iluminacją” Lieva Schreibera). I choć spodziewałam się raczej jakiegoś straszliwego gniotu, chyba przez skojarzenia — na przemian — z radosną twórczością „pana Madonny” Guya Ritchiego, ot choćby z „Rejsem w nieznane” (o czym był ten film?!), i innymi „dziełami” z udziałem naszej gwiazdy, takimi jak „Rozpaczliwie poszukując Suzan” czy „Kim jest ta dziewczyna?”, to jednak, po pierwsze, teraz już wiem na pewno, że Madonna zdecydowanie lepiej wypada stojąc jednak za kamerą niż przed nią, a po drugie film mnie bardzo mile zaskoczył. Bo kto lubi — tak jak ja — na przykład, nazwijmy to, „zwariowany”, awangardowy świat Hala Hartleya, z jego oryginalnymi, jaskrawymi i pokręconymi bohaterami mówiącymi kuriozalne rzeczy z dziwnym akcentem, i humor w stylu „Przysługi, zegarka i bardzo dużej ryby” Bena Lewina, czy w końcu ekscentrycznych gejów z dzieł Pedra Almodóvara, to z pewnością polubi też „Filth and Wisdom”. I choć oczywiście można by uczynić zarzut z tego, że ekranizacja z 2008 roku przypomina najświetniejsze lata filmowego postmodernizmu lat dziewięćdziesiątych, to ja jednak tego nie zrobię, gdyż nadal czegoś takiego w kinie szukam: absurdu pomieszanego z całkiem niegłupim przesłaniem („bez życiowego «brudu» nie będzie życiowej mądrości”, „dobre samopoczucie jest następstwem złego, to dwie strony tego samego medalu” — banalne, ale jakże prawdziwe!), ironicznego przymrużenia oka, żonglerki konwencjami i przemieszania stylistyk i gatunków filmowych, (prze)jaskraw(ion)ych postaci, ocierania się o kicz, zatarcia granicy między prawdą a fikcją (Hutz gra samego siebie), czy też — w końcu — dobrej muzyki (oczywiście Gogol Bordello). Komu także odpowiadają podobne klimaty, temu mogę polecić film z pełną odpowiedzialnością za swój czyn, spokojna o swą dobrą opinię. Bez wątpienia Ciekawostka Roku 2008.
© 2008 Emilia Walczak
verte.art.pl > Film > Recenzje > Like a virgin, za kamerą for the very first time
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski