> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№63 wrzesień 2009

Maluj! Maluj! („Pollock” Eda Harrisa) Jacek Szafranowicz

„Pollock”, debiut reżyserski wybitnego aktora, Eda Harrisa, o życiu jednego 
z największych amerykańskich malarzy, abstrakcjoniście Jacksonie Pollocku, 
spokojnie można postawić w panteonie najwyższych osiągnięć amerykańskiego  kina biograficznego. Harris spędził bite dziewięć lat, przygotowując się do  realizacji tego projektu. W tym czasie nauczył się malować, przewalił sterty  biografii, wywiadów i wspomnień najbliższych Pollocka; z nagranych za życia  dokumentów studiował jego głos i fizyczność; zadbał o najdoskonalsze z  możliwych reprodukcje dzieł, zależało mu również, aby zdjęcia powstały w  autentycznych lokacjach, w których malarz żył. W efekcie powstał obraz  niezwykły – jak żaden inny film o artyście, brutalnie i bez słodzenia,  dotyka on problematyki wyalienowanej, nierozumianej jednostki, dla której jedynym sposobem na przetrwanie jest kreatywność, która z kolei stale 
zmienia oblicza, raz będąc jego najlepszą przyjaciółką, a kiedy indziej –  
największym wrogiem.

Oskar Wilde pisał: są tylko dwie tragedie w życiu – nie dostać tego, co 
się chce, i dostać to
, i chyba nic lepiej nie sumuje losów Pollocka. 
Powiedzieć o Pollocku, że był trudnym człowiekiem, to okazać ogromną 
powściągliwość patologicznie nieśmiały, seksualnie zakompleksiony, 
emocjonalnie infantylny, a nade wszystko: wiecznie niezadowolony, z ego 
wielkości stadionu Wembley, łaknął on sławy z taką samą intensywnością, z 
jaką gardził tymi, którzy pomagali mu ją osiągnąć. Kiedy pił, a pił ostro 
przez całe życie, dostawało się wszystkim po kolei najwięcej spadało 
jednak na żonę, kobietę niebywale silną, wspierającą i kochającą go 
bezwarunkowo malarkę Lee Krasner. Kiedy nie pił trzymany przez nią z dala 
od grona kumpli od kieliszka, przeobrażał się w tytana pracy. Jego żelazna 
determinacja, aby być największym malarzem swojego czasu, w końcu 
zaprowadziła go na szczyt, a wówczas, zdaje się mówić Harris, impulsywny, 
przewrażliwiony na punkcie odbioru swoich prac Pollock nie był w stanie 
sprostać presji, i nie wiedząc, co ma zrobić z tym, do czego tak uparcie 
dążył, na dobre uciekł w alkohol. Tą przejmującą historię, ze wspaniale 
rysowanym tłem lat 30. i 40., Harris opowiada po prostu cudownie. Wiele 
kardów w filmie to niemal ruchome reprodukcje obrazów innego wybitnego 
artysty, Edwarda Hoppera, który jak nikt inny potrafił odmalować 
wyobcowanie, a faktograficzny charakter wydarzeń, zamiast nas przytłaczać, 
podawany harmonijnie i bez zbędnych dłużyzn, wciąga od pierwszej do 
ostatniej minuty. Zachwyca aktorstwo; Harris doskonale wiedział, że musi ten 
film zbudować na kreacji Pollocka ukazując go w mrocznym świetle gęstej 
psychologii, odsłania przed nami całe bogactwo tej skomplikowanej 
osobowości, pełną gamę sprzeczności, z chorobliwymi skłonnościami do 
samouwielbienia i autodestrukcji na czele, dając jedną z najwybitniejszych 
kreacji męskich ostatnich dwudziestu lat. Znakomity jest tu również drugi 
plan zwłaszcza Marcia Gay Harden, w roli Krasner, Jeffrey Tambor w 
odsłonie wziętego krytyka tamtego czasu, Clema Greenberga, oraz Val Kilmer, 
jako artystyczny rywal Pollocka, Willem DeKooning.

„Pollock” to świadectwo pasji i poświęcenia, bez których nie może być 
mowy o wielkim kinie. Majstersztyk.

© 2009 Jacek Szafranowicz

verte.art.pl > Film > Recenzje > Maluj! Maluj! („Pollock” Eda Harrisa)

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski