Każdy, kto doświadczył w swoim życiu rozciągniętej do granic nieskończoności nudy, ciągłej powtarzalności dni, spotykanych ludzi i zdarzeń i w związku z tym odczuwał pogardę w stosunku do danej w tym akurat modelu rzeczywistości, miał zapewne ochotę zostać złym artystą nihilistą z przedmieść Paryża, wciągać opium, palić papierosy, sączyć wino, nie spieszyć się na autobus o 6.30 i być w tym wszystkim szczęśliwym, choć szczęścia jako takiego – jak mawiał Okudżawa – nie ma. Taki paradygmat artysty, odsączając go z tytułowej „pasji tworzenia”, portretuje Mick Davis w filmie o malarzu Modiglianim, trafiając w gusta tych, których lektura podręcznika od polskiego z epok modernizmu
i dwudziestolecia międzywojennego ograniczyła się do przekartkowania kilku stron z informacjami o niezwyczajnych życiorysach twórców, nie powodując jednakże ekscytujących wzlotów wyobraźni ani zainteresowania tym, co kryje się pod kolorową przykrywką rzekomej niebanalności.
Modiglianiego poznajemy więc w lokalu dla bohemy w scenie, która ma nastawić widzów tak, a nie inaczej do bohatera – oto Amadeo wypija wino z czyjegoś kieliszka, siada na kolana konkurentowi Picasso i próbuje go całować. Cięte riposty, wieszak z kapeluszem wyniesiony na zewnątrz lokalu, papieros, roztrzepanie, wszystkie te wtórne cechy artystyczne zakodowane w społecznej świadomości drażnią niemiłosiernie swoją powierzchownością. Szczytem jest sekwencja pracy twórczej malarzy przygotowujących obrazy na konkurs – Picasso, Rivera, Cocteau i Modigliani popijają alkohole prosto z flaszek, chodzą, krzyczą, niszczą płótna w efekciarski, a gdyby kino nie było moją wielką miłością, powiedziałabym: filmowy sposób. Akt twórczy zostaje zdegradowany do formalnej otoczki, tego, co kiedyś było widoczne dla zewnętrznego obserwatora w Paryżu, Rzymie czy Krakowie. Niezwykłość artysty ogranicza się do używania zestawu pewnych gestów, zachowań, wpięcia kwiatu we włosy i dandyzmu rozumianego jako paląca potrzeba manifestowania własnej oryginalności. Można by polemizować, że przecież tak było, sztuka dla sztuki, piana słów i kolorów spowijająca myśl, ale gdyby właśnie to reżyser chciał zaakcentować, film nie byłby tak mdły jak jest i nie nachodziłaby widza myśl, że targetem jest tu bardziej niż normy przewidują rozwinięta intelektualnie młodzież gimnazjalna, która coś-tam czyta i coś ogląda. Bajeczność wewnętrznych pejzaży – to mamy we „Fridzie” Julie Taymor, tajemnicę, klimat malarstwa Vermeera przeniesiony na filmowe środki wyrazu – w „Dziewczynie z perłą” Petera Webera. W „…pasji tworzenia” na uwagę zasługuje natomiast sposób fotografowania miasta-legendy, znalezienie takich miejsc w Paryżu, do których chciałoby się natychmiast jechać, zaułków, zagubionych kamieniczek, zręcznie filmowanych, ciepło oświetlonych i najczęściej skąpanych w półmroku. Kiedy w tle śpiewa Edith Piaf, można oddać się miłemu sentymentowi, za który potem ani trochę nie wstyd.
O Modiglianim wychodząc z kina nie będziemy wiedzieli nic ponadto, że był niewątpliwie artystą, ponieważ pił wino i nie troszczył się o materialną stronę bytowania,
a także usłyszał z ust boga – Renoira – że „jest szalony”. W tym momencie film niemal słyszalnie zgrzyta, bo od początku do końca nie ma ani jednego argumentu potwierdzającego tezę inności czy niezwykłości „Modiego”. Jest chory, jest Żydem, kocha swą niedoszłą żonę
i dzieci, droczy się z innymi malarzami i nie może pozbyć się wspomnień z dzieciństwa zmaterializowanych w postaci małego chłopca, Dodo (chyba że, a niestety tak mniemam, wprowadzenie tej postaci jest tylko ozdobnikowym, retorycznym chwytem, katalizatorem wzruszenia, bo retrospekcje żydowskiej przeszłości nie łączą się ani razu z pojawieniem małego bohatera). Nie jest to jednak ani film o chorobie, ani o antysemityzmie, ani o miłości (choć tak sugeruje Jeanie w pierwszym, niezwykle udanym ujęciu – klamrze filmu), ani o złych wspomnieniach, ani o niemożności znalezienia się w świecie, ani o specyficznych cechach twórczości prawdziwego Modiglianiego. Jest nieudaną sałatką, próbą syntezy całego ludzkiego życia, błędem chęci poruszenia wszystkich interesujących reżysera aspektów egzystencji postaci, którą się zainteresował. Może też błędem aktora tę postać odgrywającego – czuje się, że niedostatki powierzchownego potraktowania samej historii nie są tak wielkie jak płytko zinterpretowana przez Andy’ego Garcię postać, będąca mieszanką niedojrzałego, ale rozkochanego w życiu, nieco egzaltowanego mężczyzny. Jest moment, który przykuwa uwagę – scena powrotu Modiglianiego i Picassa z domu Renoira, wzajemne przekomarzanie się i początek przyjaźni. Ale to rodzynek.
Inaczej jest z Elsą Zylberstein, odgrywającą rolę Jeanie, zakochanej
z wzajemnością w Modiglianim studentki malarstwa. To ona relacjonuje historię życia Modiglianiego, bez którego nie może żyć, więc po jego śmierci rzuca się z okna (tu pojawia się grzech dopowiedzenia i pokazania wszystkiego do końca – widziany z góry kształt Jeanie na śniegu powoduje tylko ironiczny uśmieszek). Takie granie oczami, twarzą i wzloty w stronę tego, co jest Aktorstwem, jeszcze niewyraźnym, ale na pewno w zasięgu ręki, widziałam raz w życiu na spektaklu „Hamlet” izraelskiego teatru Cameri, ten wielki potencjał, magię aktorstwa, które jest młode, naturalne i jeszcze niewystudiowane, bardziej emocjonalne niż pragmatycznie dopracowane. Zylberstein ma w oczach mądrość kobiety rozczarowanej, znającej smak rozpaczy, rozkosz miłości i zawsze powracającą pustkę samotności, widząc ją, zapomina się o tym, że to tylko (aż?) film, a jako że to jedyna produkcja oddana do dystrybucji w Polsce z jej udziałem, będę jednak twierdzić, że warto do kina iść, mimo iż Davies wyprodukował pastylkę na przeżycie dla uczniów i urzędników, dla których szary osad następujących po sobie dni krystalizuje się w całość zwaną zwyczajnym życiem, a która oni koniecznie chcieliby pokolorować albo przynajmniej obejrzeć jakieś alternatywne wersje życiorysów. Film-powietrze, letni, wietrzejący z pamięci niezwykle szybko.
© 2009 Anna Wakulik
verte.art.pl > Film > Recenzje > Mick Davis, pasja spłaszczania („Modigliani, pasja tworzenia” Micka Davisa)
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski