Przy zakupie biletów pani z kasy pewnego ambitnego poznańskiego kina powiedziała: „Panie chyba nawet same są”.
Pomyślałam sobie: kiepski film, ale ponieważ poszłyśmy z przyjaciółką z racji beznadziejności dnia powszedniego, wierzyć chciałam, że to ma sens. No i miało.
Miłość do Witkacego przejawiłam po raz pierwszy mając lat naście i spędzając kolejne wakacje w Zakopanym, i będąc w Witkacówce. No i zaczęło się, ale jak na mnie, dość umiarkowanie. Książki, skromnie Internet, bez przemęczania się i nieprzespanych nocy. Na studiach wróciłam do niego, by romansować z jego duchem (czysta przyjemność bez zobowiązań) podczas moich obowiązkowych, rokrocznych krakowskich dni i nocy. Dlatego afisz filmowy z witkacowską kreską w tle miał być świętem. Usiadłyśmy, za nami usiedli kolejni, w sumie siedziało w sali jakieś 7 osób, ale tylko my śmiałyśmy się do rozpuku. Pomyślałam wtedy, że wstyd, że to nie do pomyślenia, że dwie ostentacyjne baby siedzą w piątym (!!!) rzędzie (moja krótkowzroczność) i rechocą. Ale za chwilę później duch Witkacego ogarnął me spracowane (sic!) ciało i pomyślałam, co on zrobiłby z tymi smutasami na końcu sali. Roześmiałam się bardziej.
Największe wątpliwości miałam (podobnie jak moja współ… hm… oglądaczka) co do obsadzenia w roli mistrza starszego Stuhra. Po filmie zaczęłyśmy o tym rozmawiać i doszłyśmy do wniosku, że nikomu innemu byśmy chyba nie uwierzyły. Peszek… po reklamie banku spalony, Majchrzak… z piwnym komentarzem też nie jest już wiarygodny, Nowicki… osobowościowo pasuje, ale rzecz nie w tym; wyliczanki trwały długo. A Stuhr… niby reklama – ale on w niej gra (emfaza na słowo gra), nie potrafię sobie nawet uzmysłowić, jaki to bank, ma swoją panią Stuhrową i nie wyróżnia się niczym szczególnym poza swoją bogatą kartoteką filmową. Zagrał dobrze, zabawnie, sarkastycznie i z rozmachem (chociaż Witkac miałby pewnie inne zdanie). Wątek zębów Witkacego genialny i naprawdę na poziomie (taki banał, a jak zagrane!).
Karolina Gruszka…. Oj, długo by mówić; fenomenalna. Wciąż mam na ustach smak wina, które piłam oglądając „Tlen” Wyrypajewa, Gruszeczka jest nie tylko apetyczna, ale i umiejętnie się wciela: może być też starszym jabłkiem.
Młody Stuhr przezabawny, ciągle w filmie biegał, właściwie drobił jak gejsza, co dodawało smaczku mistyfikacyjnego. Upity był uroczy (Witkac by pochwalił z pewnością). Aż się chciało iść po flaszkę.
Czesia-kochanica (Ewa Błaszczyk) – rewelacyjna kreacja kobieca, chciałabym tak wyglądać! Zagrane świetnie, z uczuciem i furią. Jadwiga (Ewa Dałkowska), czyli małżonka – stanowczo było jej za mało. (O zgrozo! Ten spokój! Mistrzostwo w żonowaniu Witkacemu).
Fabuła bardzo sprawna, estetycznie bogato i ze smakiem, mieszkanie Czesławy urządzone genialnie – ten taras będzie mi się śnił jeszcze długo. Mistyfikacja udana, daj Boże, gdyby prawdziwa, mistrz pozostał w filmie mistrzem, a kobiety mistrza jak Witkacowe panie zachowały swą twarz. Któżby nie kochał tego ekscentryka? Myślę, że takich artystów już nie będzie, takich żon już też nie ma, tych mieszkań, klimatów orderowych i takich wódek czy piw. Tęskno do przeszłości. Wróciłam do swojego na wpół ikeowego mieszkania i popatrzyłam na moją szafę art déco, myśląc, że film jest niszowy (czyżby to słowo było modne?). Nie dla każdego, chociaż ja wiodłabym tam zastępy uczniowskie. W ogóle film napawa mnie refleksją na ogólny tu-mi-wisizm (dzięki, Tato, za to określenie) młodego pokolenia. Czy dziś ten film zrozumiałby uczeń klasy maturalnej? Chcę wierzyć, że niektórzy jednak tak. Ale czy parskaliby śmiechem? Czy uchwyciliby ten ładunek kulturalnych cytatów? A może to już nie jest do złapania? Kłamizm, na-dudka-wystrychizm, oszukizm i kombinacje to metaforyczny obraz naszych czasów, czy to się urodziło niedawno, czy tylko nasiliło? A może młode pokolenia biorą udział w zbiorowej mistyfikacji?
© 2010 Maria Natalia Kistowska
verte.art.pl > Film > Recenzje > Na-dudka-wystrychizm („Mistyfikacja” Jacka Koprowicza)
© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski