> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№4 październik 2004

Nowoczesność i gra („Intacto” Juana Carlosa Fresnadillo) Karol Zamojski

„Intacto” Juana Carlosa Fresnadillo to oprócz filmu coś jeszcze. Film ten wpisuje się we współczesną dyskusję o nowoczesności i przełomie postmodernistycznym. Rzadkość to w filmie, że nie snując wątków refleksyjnych, w postaci długich i nudnych monologów, często wewnętrznych, samą tylko fabułą daje mocny i mądry głos w sporze o późną nowoczesność. Prześledźmy skrótowo główne wątki teoretyczne, które mogą być przydatne w osadzeniu filmu w rzeczonym kontekście.

Kiedy przypomnimy sobie nietzscheańskie wieszczenie śmierci pryncypiów, rzeczony film staje się kinem ideologicznym. Ale za chwilę na myśl przychodzi prędkość i wojna Virilio, a mając już dwa różne odniesienia, trudno mówić o ideologizacji dyskursu. Jeszcze chwilę później uświadomimy sobie, i co ważniejsze rozpoznamy w filmie, bohaterów na przemiał Baumana i już widzimy, że „Intacto” opowiada nam o pożytkach i troskach życia z ponowoczesności wynikających. Jednak czy rzeczywiście widzimy, to musimy sobie uzasadnić.

Kino czasami obfituje w filmy będące nagłym wybuchem swoistego geniuszu smaku współczesności. Czy pochylimy się nad „Zagubioną autostradą”, czy nad „Upadłymi aniołami”, czy wreszcie nad „Idiotami” (oczywiście do wymienionych filmów, w moim przekonaniu ocierających się o geniusz, należałoby dołączyć jeszcze szereg innych tytułów, jak choćby: „American Beauty”, „Podziemny krąg”, „Ciemna strona miasta”, „Big Lebowski”, i inne) to w każdym przypadku mamy ambiwalentne odczucie zarazem odpowiedniości pomysłu na film z naszym, współczesnym, pomysłem na życie, oraz zupełnej nieodpowiedniości.

Co oznacza, kiedy mówię współczesny pomysł na życie? Oznacza, że myślę o specyficznej dla współczesności jednoczesnej wierze w: 1. możliwość sensownego, całościowego i niesprzecznego wewnętrznie opowiedzenia czym to życie (ja) jestem, skąd się wziąłem i dokąd zmierzam z dołączeniem do opowieści rozdziału o tym co dobre, a co złe i jak to dobre wybierać, 2. niemożliwość, wywnioskowaną z braku przykładów, tak jak powyżej zdefiniowanej opowieści.

Możliwość jest cechą umysłu nowoczesnego, który nadal wierzy, że jego miejsce w świecie, jego własne człowieczeństwo, jest co prawda najbardziej skomplikowanym systemem świata, ale z pewnością w swej złożoności może być najbardziej przejrzyste, transparentne — projektowalne i opowiadalne. Te dwie cechy zawsze się ze sobą wiążą. Niemożliwość też jest cechą umysłu nowoczesnego, ale takiego, który już zna ograniczenia nowoczesności, który już wie, że nowoczesność (modernizacja wszelkich modeli doświadczenia) nic nie zmieni; że pozostaje nam raczej niemożliwość niż możliwość grzecznej, uładzonej i opatrzonej uniwersalnymi wnioskami opowieści o tym kim i jak jestem. Wszelka wiedza uniwersalna ma wedle tego rozumu, o którym niektórzy mówią, że jest ponowoczesny, obowiązywalność lokalną.

Co mam na myśli mówiąc: odpowiadający pomysłowi na życie pomysł na film? Myślę o ambiwalencji jaką odczuwa widz, gdy ogląda film z kategorii, którą tu przedstawiłem. Ambiwalencję tę można wyrazić banalnym zdaniem: przecież tej historii nie można tak opowiadać! Tak się nie da! I zarazem rodzące się przekonanie, że właśnie uchwyciliśmy za rogi zupełnie niezłą opowieść o współczesnym człowieku.

Geniusz, skonstatowany wcześniej, jawi się i uzasadnia w tej uroczej ambiwalencji. W przygodności jej sensu, albowiem ów sens w istocie jest przygodą. Przygodą, oczywiście, interpretacji. Pozostaje sensem wyczerpanym tym wyczerpaniem, które jest cechą kultury współczesnej, której symptomem stał się wedle Johna Bartha postmodernizm. Dla Bartha wyczerpana kultura musi stale wracać do przeżytych już wzorców, modeli, archetypów, po prostu nie niesie z sobą nic nowego. Sens wyczerpany jest wyczerpany zużyciem przez wielość przejawień interpretacyjnych. Taki sens, aby się podnieść do poziomu narracji, potrzebuje interpretatora/czytelnika/widza. Jest to sens słaby i nie od rzeczy będzie tu przywołanie kolejnego filozofa ponowoczesności. Gianni Vattimo powiada, że metafizyka po jej heideggerowskim zwinięciu jest możliwa tylko jako ontologia bytu słabego. Jako taka słaba myśl jest procesem kolejnych przemyśleń nowoczesności.

„Intacto” pozostaje filmem doskonale wpisującym się w wyżej zarysowaną genialność. Nie chcę twierdzić, że Fresnadillo jest geniuszem. Nie, genialne tu jest co innego. Fresnadillo nic nie odkrywa, albo raczej: nic nie wymyśla. On zaledwie podnosi do rangi głównej nici narracji problem, który dotychczas w opowieściach nowoczesnych tkwił jako ornament nie przysparzający opowieści sensu innego niż istota, którą okraszał.

Otóż gra, jak dotąd, nie była głównym wątkiem. Oczywiście jest to nieprawda. Niejeden bowiem film obrazował sens gry. W niejednym filmie gra stawała się tematem głównym opowieści. Jednak „Intacto” ujmuje rzecz inaczej niż dotąd. Oto bowiem, czy obejrzymy „Idiotów” von Triera, czy „Zagubioną autostradę” Lyncha, możemy ujrzeć pewną grę, która dominuje bohaterów, ale nie są oni od niej zniewoleni. Mogą, o ile zechcą, w każdej chwili grę przerwać. Są w wolności w każdym momencie powrócić do życia normalnego; jednak tylko do pewnego momentu. Zarówno von Trier, jak i Lynch pokazują egzystencję, która wciela się w grę, aby ją wypróbować. Gdzieś, na etapie perwersyjnego rozpasania się gry w życiu, bohater gubi powrotną drogę. Już nie Ariadna prowadzi gracza, już tylko fatum. Jeszcze lepiej tę niemożliwość ostatecznego rozegrania gry przedstawia Wenders w „Końcu przemocy”. U niego bohater musi się zmienić całkowicie jeśli chce powrócić z gry do życia. Czy wraca? Wystarczy spytać Gombrowicza.

„Intacto” rozgrywa swą grę inaczej. Tutaj nie ma już potrzeby obrazować źródła gry. Ludzie są już graczami. Jedni mają szczęście, inni nie. Niezwykła magia rządzi logiką tego filmu. Nie dotykaj tego, który ma szczęście! Straci je. System nakazów porządkuje życie elity graczy. Kompletnie przetworzone społeczeństwo panoptyczne. Organizatorzy gry wiedzą wszystko o graczach, a jednak… gra budzi wśród nich emocje, mimo, iż wiedzą czy wygrają.

Czym jest gra u Fresnadillo? Kim jest człowiek Fresnadillo? Te dwa pytania w istocie obnażają jeden problem. Człowiek jest graczem. Gracz jest człowiekiem. Autor wyraźnie rozprawia się z człowiekiem nowoczesności. Nie bawiąc się w sentymenty, ukazuje, jaki rodzaj człowieczeństwa wytwarza nowoczesny projekt systemu społecznego. Otóż okazuje się, że mamy powrót do niewolnictwa. Twoją wartością jest udział w szczęściu. Przeżyłeś katastrofę, pożar, wypadek, postrzelenie — oznacza, że masz szczęście i że można na tobie zarobić. Człowiek jest sprowadzony do wartości wymiennej ze względu na uśmiech losu. Mamy wyraźne ponowoczesne przewartościowanie. Ty niewolnik grasz dla mnie o pieniądze, dla siebie o życie, ja Pan bawię się Twoim kosztem. Wartości posiadane dzięki grze mają charakter simulacrum, nie posiadają bowiem żadnego realnego odniesienia. Choć otrzymuję dom, samochód, inne dobra, jednak ich wartość jest zależna od systemu gry. Właściwie wartość posiada tylko gra i nic więcej. Wszystko, co w filmie zaczyna wyglądać inaczej, gdy pojawia się przeżycie odpowiedzialności, kłamstwo, godność człowieka, za chwilę zostaje sprowadzone do gry. Nie ma innej ważności niż jako wy-gra-na.

Jednocześnie jest w tym filmie jakaś potrzeba zniewolenia. Choć sami bohaterowie są zupełnie wyrwani z normalności tak jak ją rozumiemy tu i teraz i właściwie nie powinni mieć żadnych sentymentów, jednak jest w ich spojrzeniach cień żalu. Żalu, którego odniesienia nie będzie nam dane rozstrzygnąć. To być może jedyne odniesienie, jakie występuje wprost, pozostając zupełnie nierozstrzygalnym.

Niezwykła perfekcja scenograficzna tego filmu pozwala nam snuć przypuszczenia, że możemy być, intencją autorów, w dużej grze komputerowej. O ile „Matrix” kończy się wyjściem przez miłość, o tyle „Intacto” kończy się wyjściem przez śmierć. Czy jest to jednak jakieś wyjście, zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku, zdaje się jest kwestią interpretacji.

Pozostaje uznać, że z gry nie ma wyjścia w sensie ontologicznym. Z pewnością tak mówi Fresnadillo. Trudno zresztą wyłapać wątek rozegrania w filmie, gdyż z natury film sam jako film jest grą. W związku z tym każde zachowanie metatematyczne jest czymś więcej niż filmowaniem. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją gdzie temat dotyczy narzędzia. Autoodniesienie akurat w przypadku „Intacto” nie jest fabularne, a strategiczne, więc pewien porządek można wprowadzić. Gra fabularna bowiem, w przeciwieństwie do gry aktorów filmowych, nie jest przestrzenią wyboru. Wyprowadzenie gry i wszelkich z nią związanych wartościowań, które przedstawiliśmy częściowo powyżej, jest koniecznością, która zainfekowała egzystencję. Zaraźliwa i patogenna okazuje się nowoczesność. To ona u swego spełnienia okazała się niemożliwa do spełnienia, albowiem nie jesteśmy w stanie rozegrać swojej gry. Masowa śmierć układu gry, którą otrzymujemy w ostatniej scenie filmu daje pewne nadzieje, ale podobnie jak bohatera może nas wyprowadzić tylko w pole, ku końcowi historii.

Dobry ponowoczesny film spełniający większość cech myślenia ponowożytnego nie w sposób wymyślony, a w sposób doświadczony. Jednocześnie będący pewnym głosem w dyskusji etycznej nad ponowoczesnością. Czy głoszącym, że nie powinno być ludzi na przemiał? Zapewne też głosi odwrotnie. Z pewnością przybliżający masowej perspektywie problem konieczności przemyślenia nowoczesnego świata naszych pradziadków, dziadków i rodziców. I to, obok warstwy wizualnej i dialogowej stanowi największą, bo niezbywalną wartość tego filmu.

Tytułem postscriptum należy dodać, że w części muzycznej filmu brał udział Jacek Cygan. To cieszy, że potrafimy odnaleźć się w tak dobrych tworach kultury europejskiej.

© 2004 Karol Zamojski

verte.art.pl > Film > Recenzje > Nowoczesność i gra

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski