Zmęczyły mi się słowa – mówi Robert (w tej roli Krzysztof Zawadzki) pytany, dlaczego niczego nie napisał.
Zmęczyły mi się słowa – powtarzam za filmowym pisarzem w myślach, patrząc na migający od kilku minut kursor na białej płaszczyźnie dokumentu tekstowego. Jedno zdanie, drugie… Literki wyskakują spod palców równe, kształtne, czarne, przedzielane przecinkami, kropkami, ograniczane nawiasami – jak wyglądają składowe litery zmęczonych słów? W mojej głowie układają się w wyraz „senność”.
To nie przypadek, że głos jako pierwszy, nawet przede mną, autorką, w tym tekście miał Robert. Mężczyzna osaczony histeryczną żoną, teściem politykiem, teściową, oblepiony ich oczekiwaniami, w gęstej atmosferze domu jest jak ryba wyrzucona na powierzchnię. Podobnie czuje się również widz, gdy tylko zostanie przeniesiony do domu Roberta – ma czasami ochotę wrzasnąć, potrząsnąć jego żoną (Joanna Pierzak), wyłączyć telewizor teściowi (Marian Dziędziel) i dopuścić do głosu Roberta. Jednakże ponieważ władza widza nie sięga tak daleko – może on jedynie, opisując film, postawić w świetle reflektorów, z mikrofonem w ręku postać, której najchętniej by posłuchał – a więc Robercie – masz głos!
Mężczyzna w wygniecionej koszuli, przydługim swetrze, okularach z grubymi oprawkami, z rozwichrzonymi włosami, z pionową zmarszczką na czole, świadczącą o intensywnych procesach myślowych tuż pod nią, introwertyk; że to pisarz – nie trzeba nawet dodawać. Ot, doskonale pasuje do naszego wyobrażenia kogoś, kto wykonuje ten zawód. Robert to niejedyna przerysowana postać w filmie – jest też bowiem homoseksualista o gładko uczesanej grzywce i łagodnym uśmiechu, jest bogate, piękne małżeństwo (Małgorzata Kożuchowska i Michał Żebrowski), mieszkające w przestrzennym domu – by mogły pomieścić się w nim wszystkie kłamstwa. Nie mogło zabraknąć również tradycyjnej polskiej rodziny jedzącej rosół w niedzielę, z wielkim obrazem o tematyce religijnej nad głową. Wszyscy oni śnią, za miękkie poduszki służą im mechanizmy obronne, przewracają się z boku na bok pod kocem niewykorzystanych szans i zawiedzionych nadziei. Koniec filmu nie przynosi spektakularnej zmiany bohaterów, nie dzwoni żaden budzik. Nie oszukuje się widza wmawiając mu, że człowiek jest w stanie się zmienić z filmowej sceny na scenę, z dnia na dzień.
Postacie, na które nałożono kombinezon z napisem „stereotyp”, nie są w filmie czymś drażniącym, komiksowym. Fakt, że posiadają charakterystyczne cechy w wysokim natężeniu, pozwala się zdystansować, pomyśleć: nie jest ze mną tak źle, on/ona to dopiero ma problem ze sobą.
Oddajmy jednak jeszcze na chwilę, zgodnie z obietnicą, mikrofon Robertowi, którego historia z trzech przedstawionych w filmie najbardziej przypadła mi do gustu, a może właściwszym byłoby powiedzieć, wpisując się w filmowe przesłanie: którego senność rozbudziła mnie. Postać o dramatycznych losach, która ma w sobie tyle dystansu, ironii lub lekkomyślnej głupoty, że całymi dniami trwoni czas (no właśnie – trwoni?) na obserwowanie drepczących po chodniku nóg, wykazuje przedwczesną ciekawość własną śmiercią i choć ma być w filmie reprezentantem ospałości intelektualnej, zaskakuje trafnymi konstrukcjami słownymi.
„Senność” oraz oklaskiwane „Pręgi” w reżyserii Magdaleny Piekorz mają wiele wspólnych elementów. Niektóre cieszą bardziej, inne mniej. W obu produkcjach maczał palce Wojciech Kuczok, którego potencjał twórczy dał o sobie znać w procesie pisania scenariuszy do obu filmów; cieszą również zdjęcia Marcina Koszałki i nieinwazyjna, trafnie dobrana muzyka Adriana Konarskiego. Wspólnym mianownikiem jest również niestety Michał Żebrowski.
Złoty Klakier na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni wpadł w ręce „Senności”. Czyżby widzowie poczuli, że śnią ten sam sen, co postacie z filmu i burzliwe, długie oklaski miały zwiastować rychłą pobudkę?
© 2009 Iwona Gilewicz
verte.art.pl > Film > Recenzje > Oddajmy głos Robertowi – czyli rzecz o bardziej lub mniej udanych kreacjach aktorskich, i nie tylko („Senność” Magdaleny Piekorz)
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski