Film Anny Zdrojewskiej i Claudii Snochowskiej-González pokazywany na terenie niemalże całej Polski jest głosem o niemałym znaczeniu dla obecnej sytuacji kulturowej i społecznej naszego kraju. Nie dlatego jednak, że porusza trudną kwestię aborcji, która w ogólnej dyskusji (ujęta w kategoriach abstrakcyjnych) jawi się przecież jako spór nierozstrzygalny, lecz dlatego, że traktuje o pozbawieniu prawa wyboru i marginalizacji kobiet, które jako konkretne indywidua, w konkretnych przypadkach (a jeśli posłuchać Wittgensteina: tylko takie powinny nas interesować)1 , jakimi nazwać można ich sytuacje życiowe, powinny mieć zagwarantowaną prawnie możliwość decydowania o sobie.
Chodzi tu zatem o podstawowe pojęcie wolności, które zawiera w sobie wyżej wspomniane prawa i przywileje, jakimi obdarzone zostają jednostki przez państwo, lub ogólniej rzecz ujmując: wspólnotę kulturową, w jakiej egzystują. Pojęcie to natomiast wymaga w Polsce swego rodzaju rewaluacji i poszerzenia granic, co, jak się zdaje, miało leżeć niejako w sercu debaty społecznej, którą autorki filmu pragnęły wywołać.
Polska jest bowiem krajem rozwijającym się w niebezpiecznym kierunku, który określić można za pomocą takich terminów jak „imperializm”, „kultura monologu”, czy „kultura wykluczenia”. Paradoksalnie dążenia takie widoczne były już w okresie walki (notabene, z systemem o takim jak wyżej wymieniony charakterze) o wolne państwo. Anna Zdrojewska i Claudia Snochowska-González poruszyły ten problem przywołując w „Podziemnym państwie kobiet” sytuację działaczek Solidarności, które wraz z męską częścią tej organizacji walczyły co prawda o wolność, ale najwyraźniej zupełnie inaczej rozumianą. To, co zostało im zaproponowane przez kolegów z ruchu solidarnościowego, nie było wartością uniwersalną, a jedynie taką, która mogła zostać zrealizowana w ramach projektu społeczeństwa heteronormatywnego.
Niewątpliwie ewokuje to wiele obrazów z historii. Można tu przywołać chociażby sytuację Amerykanów, którzy rozpoczęli budowę swojego „nowego wspaniałego świata” od pozbawienia indiańskich autochtonów wolności decydowania o sobie i własnym losie, by nieco później, podczas rewolucji amerykańskiej, znów walczyć w imię tej ważnej wartości, podtrzymując jednocześnie niewolę czarnoskórych2. W Polsce problem nie dotyczy Indian ani niewolników, lecz kobiet, feministek (oraz innych grup społecznych, jak np. ateistów lub homoseksualistów), których głosy są marginalizowane, ignorowane i traktowane jak bełkot dzikusów niezdolnych do podejmowania racjonalnych decyzji i „normalnej” koegzystencji w społeczeństwie.
Niestety, jak zdołały pokazać nam autorki opisywanego tu filmu, polityka taka jest zwykłym kulturowym prowincjonalizmem, który zajmuje się tylko [jednym zaściankiem], ale utrzymuje, że mówi o całym świecie (…)3, podczas gdy poza jego polem widzenia wyrasta podziemne państwo tak wielkie, że trudno je już zamieść pod dywan z napisem „kwestia marginalna”. Dlatego tym bardziej ważką zdaje się redefinicja pojęć tak prymarnych jak „wolność”, „uwrażliwienie na granice zauważania i wykluczenia4 ”, by Polska mogła kiedyś wyruszyć w kierunku tego, co Wolfgang Welsch określa mianem „kultury plamki ślepej”,5 sprzyjającej społecznemu dialogowi i pluralizmowi poglądów.
© 2009 Magdalena Rucińska
2 Analogia ze Stanami Zjednoczonymi pozostaje aktualna również w kwestii współczesnej polityki tego kraju, która w coraz większym stopniu polega na ingerowaniu w sferę osobistą obywatela i piętnowaniu nawet najłagodniejszych postaw krytycznych jako antyamerykańskich, terrorystycznych i wrogich wolności. Zob. np. wywiad Artura Domosławskiego z Noamem Chomskym pt.: „I kto tu jest terrorystą?”, [w:] A. Domosławski. Ameryka Zbuntowana, Świat książki, Warszawa 2007, s. 13-36.
3 W. Welsch, Estetyka poza estetyką, op. cit., s. 58.
4 Tamże, s. 71.
5 Tamże, s. 70-73.
verte.art.pl > Film > Eseje > O kulturowym prowincjonalizmie. Wokół dyskusji o „Podziemnym państwie kobiet”
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski