Być może widok kobiecego piękna sprawia, że czuje się bezradny… i musi zabijać – kwituje sucho na jednym z kolejnych miejsc zbrodni inspektor Silvestri, widząc leżące na sobie dwie zaduszone, piękne kobiety. Gdyby chcieć wyłowić esencję giallo – fenomenu kina włoskiego lat siedemdziesiątych, czerpiącego garściami z kina noir, Hitchcockowskiego dreszczowca i nadnaturalnego horroru rodem z opowiadań Poego – ta jedna scena, pochodząca z żelaznego klasyku gatunku, „Krwi i Czarnej Opaski” (1964) Mavio Bavy, mogłaby posłużyć za syntezę. Mamy tu wszystko: policjanta chcącego rozwiązać sprawę serii zabójstw, kobiety, na ogół w roli ofiar, i nieobecnego sprawcę, którego tożsamość odkryjemy dopiero pod koniec filmu. Ten „system trójkowy”, swoisty paradygmat zaczerpnięty z klasycznego „Podwójnego ubezpieczenia” (1944) Billy’ego Wildera, obecny jest, w bliższej bądź dalszej formie, w każdym giallo i na pierwszy rzut oka powinien zadowolić każdego przysłowiowego pana Zenona, który posadziwszy po robocie tyłek przez telewizorem, pragnie dogodzić sobie półtoragodzinną dawką rozrywki – trup ścieli się tu gęsto, są miniówy, cycki, noże, spluwy, pogonie, a niekiedy nawet i wybuchy. A jednak, ten często zupełnie rozrywkowy gatunek kina jest dziś zapomniany, celebrowany jedynie przez wąskie grono wyznawców, a samo hasło giallo pobrzmiewa niekiedy w uszach szerszej publiczności głównie za sprawą włoskiego mistrza horroru, Dario Argento, którego perełkom w rodzaju „Głębokiej czerwieni” (1975) czy „Suspirii” (1977) udało się przebić do mainstreamu. Ale tak jak ludzkość na całym świecie zachwyca się „Pulp Fiction” Tarantino, rzadko kiedy wiedząc, z czego owe dzieło wyrasta, tak samo brakuje jej kontekstu, kiedy przeraża ją, a jednocześnie zachwyca, estetyczna doskonałość „Suspirii”. A więc, jako że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, wróćmy do korzeni…
Mario Bava. Wizjoner. Innowator. Geniusz. Dlaczego nie zasiada w jednym rzędzie z największymi twórcami włoskiego kina – Antonionim, Fellinim, de Sicą, Viscontim, Rossellinim, Pasolinim? Być może, że gdy ci zajmowali się poważnymi sprawami społeczno-ekonomicznymi, jego kino wydawało się niczym więcej aniżeli jarmarcznym spektaklem, bujaniem w obłokach, którego nie sposób było z ówczesnej perspektywy traktować poważnie? Bava patrzył na to jednak z przymrużeniem oka, mawiając pod koniec życia: Tak, nie ulega kwestii, że w całej swojej karierze robiłem tylko kolosalne bzdury, tłumacząc dalej ironicznie: Przyjmuję wszystko, co mi oferują, jestem więcej niż skory iść im na rękę… a, jak wiemy, to nie jest podejście, które pozwala człowiekowi tworzyć arcydzieła. Mimo iż na arenie światowej wydaje się niedoceniony, jest Bava jednym z największych mistrzów kina, osobowością, bez której talenty tak różne jak wspomniany Argento, a dalej Scorsese, Carpenter czy de Palma nie rozkwitłyby w pełni.
Zanim Bava trafił do kina, miał ambicje zostać malarzem. Prędko jednak pozbawiony złudzeń, iż na tym poletku uda mu się odnieść sukces, uciekł do biznesu filmowego, który miał stać się dla niego idealnym polem dla rozkwitu jego malarskiego zmysłu, sprawiając, że stworzył on jedne z najpiękniejszych filmów w historii kina. Jego pomysł na kino był jednak, wbrew pozorom, bardzo prosty. Parafrazując słynną sentencję Charliego Chaplina, który mawiał, że do zrobienia komedii potrzebuje tylko trzech rzeczy – pięknej dziewczyny, policjanta i parku, Bava swój przepis na dreszczowiec skonstruował w ten sposób, że park zastąpił nożem. Z jednej strony inspirowany detektywistycznymi historyjkami (pulp stories) drukowanymi na tanim, żółtym papierze, obłożonymi tandetnymi okładkami, z drugiej zachwycony estetyką arcydzieł Hitchcocka w rodzaju „Vertigo” (1958) czy też „Psychozy” (1960), zapragnął Bava opowiadać przysłowiową bajkę o czerwonym kapturku stylem Prousta. Wynikiem tego była, nakręcona w 1963 roku „Dziewczyna, która wiedziała zbyt wiele”, dająca początek giallo. Film opowiada historię młodej Amerykanki Nory Davis – fanki kryminałów, która przyjeżdża na wakacje do Rzymu i przypadkowo staje się świadkiem zabójstwa. Nieznajoma kobieta zostaje ugodzona nożem w plecy i zabrana przez oprawcę z miejsca zdarzenia, a Nora nie jest w stanie nikomu udowodnić, że do morderstwa rzeczywiście doszło – policja nie zamierza zająć się sprawą, uznając, że dziewczyna naczytała się zbyt wielu kryminałów i wyobraźnia płata jej figle. Stopniowo popadając w paranoję i przeczuwając, że stanie się kolejną ofiarą na liście mordercy, postanawia z pomocą miejscowego lekarza rozwikłać sprawę morderstwa… Nakręcona z dużym wyczuciem przyszłej formy giallo „Dziewczyna, która wiedziała zbyt wiele”, jeszcze nie stanowi pełnej charakterystyki gatunku, niemniej przygotowuje mocny grunt – blond włosa piękność w centrum pełnej twistów fabuły, motywy alienacji czy popadania w obłęd już są obecne, podobnie jak villian, godzący swoje ofiary nożem w plecy. Pełny archetyp gatunku zaproponował Bava zaledwie rok później we wspomnianej wcześniej „Krwi i Czarnej Opasce” - filmie, który z dzisiejszej perspektywy pozostaje jednym z najbardziej wpływowych dreszczowców w historii kina. Wybornie skadrowana, niezwykle wyrafinowana, bajecznie oświetlona inscenizacja, dynamiczna praca kamery, niemal erotyczna cielesność dokonywanych morderstw, kreujące atmosferę z pogranicza makabry i groteski – to wszystko charakterystyczny sznyt gatunku, który już tu osiąga swoją pełnię. Ten film w szeregu przyszłych filmowców – włoskich i w innych rejonach świata – obudził demona, dając początek slasherom czy też radykalnym propozycjom z rejonu gore. Sam Bava jednak i tu młodszych od siebie wyprzedził, kręcąc w 1971 roku, zdaniem wielu znawców gatunku, najlepszy proto-slasher w historii, a zarazem najkrwawszy i najbardziej kontrowersyjny film w swojej karierze: „Krwawy Obóz”.
Zapewne Bava, kręcąc dwa pierwsze giallo, nie przypuszczał, że tworzy historię, tak jak muzykom Celtic Frost czy Venom do głowy nie przyszło, że ich muzyka zbuduje podwaliny black metalu. Wpływ stylu Bavy na późniejszy rozwój giallo był niezaprzeczalny – wraz z początkiem lat siedemdziesiątych pojawiły się pierwsze tytuły, które nadały giallo jego gatunkową autonomię, by wymienić tu choćby „Ptaka o kryształowym upierzeniu” (1970), „Kota o dziewięciu ogonach” (1971) Daria Argento, którego – przynajmniej na początku kariery – ciągnęło w stronę kryminalnego wymiaru giallo. Bardziej krwawe, brutalne oblicze przybierał gatunek w wizji Lucio Fulciego, np. w „Nie torturuj kaczuszki” (1972), bardziej histeryczną i pokręconą formę zaś np. w „Śmierć chadza na wysokich obcasach” (1971) Luciano Ercoli czy też „Co zrobiłeś Solange?” (1972) Massimo Dallamano.
Giallo, ta niepowtarzalna wizja dreszczowca według Bavy, do dziś pozostaje żywa w świadomości współczesnych twórców, będąc ważnym punktem odniesienia. Jej ślady, najczęściej w formie trybutów, możemy zobaczyć w filmach tak różnych jak seria „Krzyk” Wesa Cravena czy np. „Sin City” (2005) duetu Rodriguez–Miller; sam Argento postanawia w tym roku powrócić do gatunku, wymownie tytułując swój film „Giallo”. Hollywood przyzwyczaiło nas na dobre do fachowo skrojonych obrazków, w których bezwzględni psychopaci biegają z siekierami za rozwrzeszczanymi dziewczętami, ale czy nie lepiej byłoby czasem sięgnąć do źródła, by przekonać się, że co taki Bava zrobił raz, zrobił najlepiej? Właśnie.
© 2009 Jacek Szafranowicz
Pierwodruk: „Blackastrial” 02/2009
verte.art.pl > Film > Sylwetki > Piękna dziewczyna, policjant i nóż (o tym jak Mario Bava stworzył giallo)
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski