Niemieckie kino nastawione na masowego odbiorcę od kilku lat serwuje nam tematykę pozornego rozrachunku z przeszłością. W nurt ten wpisuje się także nagrodzony w roku 2007 Oscarem obraz młodego filmowca – Floriana Henckla von Donnersmarcka – „Das Leben der Anderen” (polski tytuł: „Życie na podsłuchu”)1. Mało kto jednak zwrócił chyba uwagę (na fali powszechnej amerykańskiej gorączki, jaka zapanowała wokół tego – nastawionego bądź co bądź na „kommerziel”2 – filmu) na polskie (a właściwie śląskie) korzenie tego urodzonego w Kolonii reżysera. Kino pozornego rozrachunku (do którego zaliczyłbym również głośne produkcje: „Operation Valkyrie” (pol. tyt.: „Zamach w Wilczym Szańcu”, reż. Jo Baier, 2004) i „Der Untergang” (pol. tyt.: „Upadek”, reż. Olivier Hirschbiegel, 2004) cieszy się w Niemczech zrozumiałym psychologicznie aplauzem. Toteż specjalnie nie dziwi fakt, że „Das Leben der Anderen” zarobił w samym tylko kraju nad Odrą ponad 7 milionów dolarów (i to zanim otrzymał siedem statuetek Loli – „niemieckiego Oscara” – w roku 2006).
Ale w tym samym (2006) roku krytycy dostrzegli również (i nagrodzili pięcioma Lolami) film diametralnie inny, choć równie mocno nasycony problematyką moralną. Reżyser tego filmu (nominowany do Złotego Niedźwiedzia) – Hans-Christian Schmid – wielokrotnie udowadniał już swoją odwagę, nie stroniąc od niejednoznacznych w ocenie moralnej problemów. Urodzony w roku 1965 w Altötting Schmid zadebiutował na dużym ekranie trzydzieści lat później filmem „Nach Fünf im Urwald” (pol. tyt.: „Po piątej w dżungli”). Ów lapidarny obraz składa się na historię nastolatki. To film rozpięty pomiędzy małym miasteczkiem a metropolis München, zaś powodem, dla którego siedemnastoletnia Anna decyduje się wyruszyć do wielkomiejskiej „dżungli”, są jej adolescentne marzenia o sławie piosenkarki.
Trzy lata później Schmid pokazuje publice „23-go” („23 – Nichts ist so wie es scheint”), obsadzając w ciekawej roli (Siergieja, agenta KGB) Zbigniewa Zamachowskiego. Jak zauważył Zajdel – Zamachowski świetnie sparabolizował ironiczną wymowę „23-go”, łącząc (poprzez fizyczne podobieństwo do Adolfa Hitlera) w postaci Siegieja cechy dwóch totalitaryzmów – ZSRR i III Rzeszy3. Odnoszę wrażenie, że ta próba przełamywania stereotypów polskich i niemieckich jest wielkim (czy dostatecznie zauważonym?) sukcesem Schmida (co reżyser potwierdzi przecież jeszcze w „Lichterze”). Jakże trafnie pisał o tym problemie przed laty Jerzy Kijowski: Niemiec w polskich filmach powojennych jest zawsze „pruskim junkrem”, kapitalistą, wyzyskiwaczem, najeźdźcą, SS-manem, lub – co najmniej – zachodnioniemieckim szpiegiem [...]. Próbowali tym stereotypom przeciwstawić się Andrzej Munk w „Pasażerce” (1962) i Andrzej Wajda w „Miłości w Niemczech” (1983), ale wysiłki były wątłe...4. Zdaje się jednak, że kino Schmida nabiera pełni wyrazu dopiero przy realizacji „Lichtera” (pol. tyt.: „Światła”, 2002). To wówczas w ekipie „Świateł”pojawił się polski operator Bogumił Godfrejów, któremu drzwi do niemieckiej kinematografii otworzyła świeżutka nominacja do Oscara (jak pamiętamy – za krótkometrażowy obraz pt. „Męska sprawa”).
Tych kilka kroków na krwistoczerwonym, hollywoodzkim dywanie (w wypożyczonym smokingu od Pierre Cardina5) stało się wspaniałym pretekstem do pokazania filmowemu światu nakręconej w smutnych, jesiennych barwach krótkometrażówki. „Męska sprawa”Fabickiego i Godfrejówa (montażu podjęła się żona reżysera – późniejsza pisarka literatury nurtu postportnoyowskiego6) nie była filmem świeżym, raczej jedną z wielu realizacji motywu estetyki kina z gatunku „Cześć, Tereska”R. Glińskiego z płaczącym dzieckiem i nieszczęśliwym psem w rolach głównych. Niemniej – sugestywny obraz kamery Godfrejówa przekonywał. Operatorowi ponoć gratulowali talentu nawet Steven Spielberg i Janusz Kamiński. Nic dziwnego, przecież film odbywał zwycięski pochód szlakiem festiwali filmowych7, jak to zgrabnie ujęła Ewa Winnicka. W warstwie zdjęciowej „Męska sprawa”jest może nawet lepsza od późniejszych „Świateł”.Chyba się nie pomylę, pisząc, że zapewne tak jak Godfrejów zrobił „Męską...”, tak chciał widzieć swego czasu adaptacje swoich książek Wojciech Kuczok (podobny, o ile nie pełniejszy, efekt wizualny został zresztą osiągnięty w świetnie nakręconych przez Marcina Koszałkę „Pręgach”). Zapewne to moralne uwikłanie – psa (w budzie) i dziecka (więzionego w domu przez sadystycznego ojca) zaintrygowało reżysera „23-go”.Zresztą Fabicki i Godfrejów powrócili jeszcze w „roku »Świateł«” (2003) w „polskiej Medei teatralnej”. „Łucja i jej dzieci”(bo o tym spektaklu TV myślę) to, jak pisał Roman Pawłowski, miniaturowy Oświęcim w polskiej rodzinie8. Sztuka napisana przez Marka Pruchniewskiego na kanwie reportażu dziennikarzy „Gazety” – Lidii Ostałowskiej i Wojciecha Cieśli (pt. „Worek”), będąca relacją z przebiegu straszliwych zdarzeń wielokrotnego dzieciobójstwa, jakie miało miejsce na Siedlecczyźnie w marcu 2000 roku.
„Światła”Hansa-Christiana Schmida wychodzą poza mikrokosmos wsi. Kreślą całą plejadę ludzkich konfliktów, którymi reżyser obdarowuje hojnie młode Polki ze Słubic, Ukraińca Kolję, Sonię – niemiecką tłumaczkę, młodocianych przemytników papierosów – Marco i Katharinę, taksówkarza Antoniego, etc. Co jednak ważne dla nas w tym nadgranicznym obrazie, obrazie graniczności, kresowości ludzkich dylematów... doprowadzonych niemal do... granic właśnie, to to, że przekładając konflikty graniczne na losy indywidualnych bohaterów starał się [Schmid – dop. MDB] uniknąć jakiejkolwiek dyskryminacji9, stereotypizacji w polsko-niemieckich relacjach, których obecność powoduje, że widzowie nie potrafią w filmach obcej kinematografii rozpoznać właściwych motywacji kierujących działaniami postaci filmowych10. Wszak wie Schmid, że poza kadrem „Świateł”,w przestrzeni (niby już „nie-filmowej”11, a jednak nawarstwionej, nadbudowanej semantycznie) dzieją się równie ważne konkretyzacje dzieła filmowego.
Operator „trudnych obrazów” (dziecka w zimnej Odrze, komunijnej sukienki jako symbolu ojcowskiej miłości), ciemnych zakamarków natury ludzkiej (Godfrejów) zdaje się wybornie czuć (współodczuwać?) moralną wieloznaczność w kadrze filmu Schmida. Czy nie podobnie jest w „Zerwanym” (polskiej realizacji Godfrejówa, o której kiedyś mówił w rozmowie z autorem tego szkicu – starczyło mi taśmy z „Lichtera”, to skręciliśmy „Zerwanego”)? Trzecia (po „Łucji...” i „Światłach”) realizacja z roku 2003 (w reż. Jacka Filipiaka) to film zaangażowany, rodzący się nie tylko w technicznych bólach, tak, żeby wszystkie domy dziecka i zakłady wychowawcze wyleciały w powietrze12. „Dramat młodości” (jak to ujął Paweł Felis13) z pozornym happy endem, bez wyraźnie oddzielonych barw życia na to, co białe lub zawsze czarne (a przecież – ostre i dramatyczne).
Bardzo Schmidowski zdaje się być nagrodzony na festiwalu w Gdyni (Złote Lwy dla Godfrejówa, nominacja dla Fabickiego w roku 2006) film „Z odzysku”. Nie ma tu [...] manierycznego ostatnio w polskim kinie oskarżenia, że to świat jest zły i tłamsi zdolnych, wrażliwych i niewinnych14, pisał o filmie znów Paweł T. Felis. „Śląski” film, „familiokowy” Fabickiego, a przecież nakręcony według scenariusza Bośniaka – Denijala Hasanovicia (tego samego, który napisał Schmidowi wzruszającą historię do jego nowego filmu – „Sturm”).
„Sturm”to film „nieefektowny” jak „Wie licht schmeckt”(duet Godfrejów / Vom Scheidt), który niestety nie trafił do polskiej dystrybucji. Trzydziestokilkuletniego Maurusa vom Scheidta polscy kinomani mieli jednak okazję zobaczyć. Mignął im w kilku scenach „Hi Waya” (w reż. Jacka Borusińskiego z roku 2006). Monachijczyk przyjechał bowiem do Krakowa tuż po zdjęciach do „Wie licht schmeckt” i jakoś tak... „załapał się” na plan filmowy komedii kabaretu Mumio. „Sturm”(którego niebawem będziemy mieli okazję zobaczyć w Polsce) to – jakżeby inaczej – film o moralnej dwuznaczności. Jest to kolejna Schmidowska historia, w której nic nie jest oczywiste, uwielbiani politycy mają przeszłość katów, kanalie zdobywają się na ludzie odruchy, a wojna bałkańska nie zawsze tłumaczy ludzkie wybory.
Natomiast filmem, który dzięki staraniom Vivarto wszedł do dystrybucji w Polsce, jest Schmidowskie „Requiem”(2006). W przeciwieństwie do „Świateł”,jest to film lapidarnie nakręcony, w skupionych, chłodnych barwach. Dzięki tej zimnej, niemal vontrierowskiej technice kadrowania widać w nim kunszt operatorski Godfrejówa. Sam temat nie jest nowy, przeciwnie – oparty na faktach z życia dwudziestokilkuletniej Niemki – Anneliese Michel (uważanej za opętaną i poddawanej zamiast leczeniu psychiatrycznemu egzorcyzmom) doczekał się wcześniejszych realizacji – zarówno dokumentalnej (Polaka Macieja Bodasińskiego pt. „Egzorcyzmy Anneliese Michel”), jak i fabularnej („Egzorcyzmy Emily Rose”, 2005). O ile jednak bohaterami tychże realizacji byli księża (u Bodasińskiego – polski duchowny przeprowadzający wywiad z matką zmarłej dziewczyny, u Scotta Derricksona – egzorcysta zasiadający na ławie oskarżonych), to w filmie Schmida punkt ciężkości położony jest – co wydaje się najciekawsze – na osobie samej opętanej Anneliese. Film Derricksona jest typową amerykańska produkcją. Bliżej mu do „Adwokata diabła”Taylora Hackforda (1997), toteż ten film nie stawia pytań i nie szuka na nie odpowiedzi.
Naczelną zasadą kina Schmida jest dystans, toteż reżyser także nie udzieli nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: czy musiało dojść do tej tragedii. Film jest właśnie takim cichym, spokojnym „requiem”.
Dla tej osaczonej przez instytucje (Kościół, uczelnia) i najbliższą, zdewociałą, małomiasteczkową rodzinę dziewczyny. Jest głosem spokojnym, ale (jak to bywało w najlepszych filmach Dogmy) – budzącym moralny niepokój. Niestety w Polsce promocja „Requiem”była znikoma.
Pozostaje nam czekać na nowe filmy duetu – Schmid–Godfrejów (może również z udziałem polskich aktorów) i wierzyć, że praca za Odrą naszego operatora również zostanie w kraju zauważona i że nie trzeba będzie przywozić taśmy filmowej z Niemiec, by robić dobre kino w Polsce...
© 2009 Maciej Dęboróg-Bylczyński
2 J. Schayan, Generation Erfolg. Die neuen Regiestars, „Deutschland“, 2008, nr 6, s. 19.
3 J. Zajdel, „O odbiorze ironicznym. Na przykładzie nowego kina niemieckiego”,[w:] Kino niemieckie w dialogu pokoleń i kultur. Studia i szkice, pod red. A. Gwoździa, Kraków, 2004, s. 302.
4 J. Kijowski, „Stare mity – nowe stereotypy”,„Kino”, 1996, nr 1 (dodatek: „Reżyser”), s. 7, cyt. za: J. Zajdel, dz. cyt., s. 299.
5 Z. Kraszewska, „Droga do Oscara. Rozmawiałam z operatorem filmowym Bogumiłem Godfrejówem, nominowanym do Oscara za zdjęcia do filmu »Męska sprawa«”, „Super Express” z dn. 22.03.2002, s. 5.
6 Myślę tu o trzech częściach bestsellerowych przygód niejakiego Rudolfa: Szalone życie Rudolfa, Warszawa, 2002, Świńskim truchtem, Warszawa, 2004 i Seks i inne przyjemności, Warszawa, 2005.
7 E. Winnicka, Olśnić Hollywood, „Polityka”, nr 12 z dn. 23.03.2002, s. 46-47.
8 R. Pawłowski, „Medea we Wrotnowie”, „Gazeta Wyborcza” z dn. 19-25.09.2003, s. 3-4.
9 J. Płażewski, „Granica, która wkrótce zniknie”,„Kino”, 2003, nr 6, s. 39.
10 J. Zajdel, „O odbiorze...”, dz. cyt., s. 299.
11 Por.: M. Hendrykowski, „Ekran i kadr”, [w:] Wiek ekranów. Przestrzenie kultury widzenia, pod red. A. Gwoździa i P. Zawojskiego, Kraków, 2002, s. 229 i też: A. Gwóźdź, „Między kinem a siecią. O nowej teorii filmu w Niemczech”, [w:] Współczesna niemiecka myśl filmowa. Antologia, T. 2: Od projektora do komputera, wybór i oprac.A. Gwóźdź, Katowice, 1999, s. 7.
12 Godfrejów w rozmowie z Burzyńską: I. Burzyńska, „Ich ból do nas powróci. O filmie »Zerwany«”, „Kino”, 2003, nr 12, s. 13.
13 P. T. Felis, „Dramaty młodości”,„Gazeta Wyborcza” z dn. 10.11.2003, s. 6.
14 P. T. Felis, „Cannes z polskimi filmami”,„Gazeta Wyborcza” z dn. 21.04.2006, s. 14. Zob. też: „Z odzysku”[rec.] „Gazeta Wyborcza” [Magazyn], z tegoż nr., s. 6.
verte.art.pl > Film > Eseje > Polonica zza Odry. Okiem kamery Bogumiła Godfrejówa
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski