Jeden z najbardziej cenionych reżyserów-dokumentalistów. Klasyk powojennego polskiego filmu dokumentalnego.
Urodził się w 1930 w Bydgoszczy. Skończył Państwową Wyższą Szkołę Filmową w Łodzi. Od tamtego czasu pracuje jako dokumentalista w Wytwórni Filmów Dokumentalnych na ul. Chełmskiej 21 w Warszawie, współpracując z Polską Kroniką Filmową i realizując filmy dokumentalne.
Autor poświęconych filmowi dokumentalnemu książek: „Cierpliwe oko” (Warszawa 1979), „Bez fikcji” (Warszawa 1985) i „Odczytać czas” (Łódź 1999).
Przez pojęcie „inscenizacji” w filmie rozumiemy organizowanie, aranżowanie, reżyserowanie zachowań ludzkich przed kamerą. Ortodoksyjni teoretycy dokumentu zawsze gromili inscenizację jako metodę skrajnie przeciwną założeniom gatunku.1
Inscenizacja jest jednak niezbędna. Jest bowiem, sposobem neutralizowania skutków potężnej ingerencji w rzeczywistość.2
Kazimierz Karabasz w swojej książce „Cierpliwe oko” podkreślał, że osoby filmowane należy przyzwyczaić do obecności ekipy. Mają się z nią oswoić, nawiązać nić porozumienia. Pisał, że przy współpracy reżysera-dokumentalisty ze swoim bohaterem, trzy sprawy są bezwzględnie ważne: jasność sytuacji, osobisty kontakt, cierpliwość.3
Autorzy dokumentów spędzają więc długie tygodnie na przygotowywaniu swoich bohaterów do obcowania z kamerami. Przedstawiają im swoje pomysły, przekonują do swoich idei. W tym czasie kształtuje się ogólny zarys utworu. Obie strony poznają swoje powinności.
Filmowane są zwyczajne obowiązki, zwykłe dni, proste słowa. W tych — wydawałoby się — banalnych sytuacjach, niekiedy zarejestrowany zostaje duży ładunek intymności. Między jedną a drugą wypowiedzią, czają się ukryte emocje czy faktyczny stan rzeczy. Jednak, nie wszystko można zarejestrować. Sytuacje, które mogłyby mieć negatywny wydźwięk, czy przyniosłyby szkodę bohaterom, należy odrzucić. Istnieje nieformalna zasada realizatorów, że nie wolno naruszać zaufania, i uwieczniać tego, co wcześniej uznano za krępujące dla jednej ze stron.
Chciałabym rozpatrzyć film „Przenikanie” K. Karabasza jako przykład ingerencji filmowców w świat ludzi wyalienowanych, samotnych, niepewnych siebie, ale także uparcie i zdecydowanie dążących do celu.
Emilka i Marysia, to dwie młode dziewczyny, świeżo upieczone studentki warszawskiej SGGW. Karabasz wybrał je spośród wielu obserwowanych. Jak wyjaśnia reżyser, wydawały mu się parą ciekawą poprzez kontrast, jaki już na oko stanowiły. Dwie dłuższe rozmowy z nimi sugerowały ponadto, że różnią się one także usposobieniem i charakterem.4
Nawiązać kontakt ze studentkami nie było łatwo. Obie z małych miasteczek, trochę zakompleksione, nie wierzące w swoje możliwości. Jak same później wyznają, dziwią się, czemu stały się bohaterkami filmu. Są przecież takie zwyczajne, szare. Autor „Przed…” wyjaśnia Małgorzacie Sadowskiej, w poświęconej filmowcom-dokumentalistom książce „Chełmska 21”, że zawód dokumentalisty polega na szukaniu drobnych elementów, składających się na — mówiąc nieskromnie — prawdę o człowieku. I dodawał, że uważne obserwowanie i gromadzenie szczegółów, z których składa się życie, jest w stanie taką prawdę uchwycić.5 Emilka i Marysia miały tę zaletę, że były bardzo prawdziwe. Nie udawały, wręcz przeciwnie. Często podkreślały swoje niedoskonałości, bardzo krytycznie podchodząc do siebie. Mogłoby się zdawać, że obawiały się nieco kamery. Jednak w parę miesięcy później po rozpoczęciu zdjęć, odważniej już prezentują sądy o uczelni i zmianach, jakie nastały podczas pierwszych dwóch semestrów studiowania. Marysia dzieli się swoimi uwagami z osobami trzecimi. Zwierza się, że w rodzinnej miejscowości nie ma już wspólnych tematów, że rozmowy koncentrują się wokół banalnych pytań, i banalnych odpowiedzi. Karabasz pozwala posługiwać się dziewczętom własnym językiem, zasobem wyrazów, intonacją. Nie ingeruje w ich oratoryjną prywatność. Niewymuszone słowo kreśli prawdę o świecie.
Kiedy w styczniu, zaraz po świętach ekipa „Przenikania” chce nakręcić wspomnienia po Bożym Narodzeniu, okazuje się to niemożliwe. Przyczyną wcale nie jest wadliwa kamera czy szwankujący sprzęt… Po prostu, bohaterki postanowiły przyjechać wcześniej do Warszawy, nie informując o tym fakcie filmowców. Jak wyjaśnia Karabasz, w takich sytuacjach nie ma mowy o inscenizacji, ponieważ dokumentalista na początku swojej pracy musi liczyć się z tym, że rozminie się z założoną wcześniej koncepcją.
Tylko to, co zostało zarejestrowane w momencie „dziania się” jest prawdziwe. Reszta, to już odkształcanie rzeczywistości.
Oczywiście można bohaterowi wiele narzucić, ale wtedy przestaje być on sobą. Widz z łatwością wyczuje fałsz płynący z ekranu. Może nawet posądzić twórców o manipulację. W ten sposób obie strony tracą to, co najważniejsze. Prawdę.
Karabasz jest zdania, że jeżeli zdarzenia przebiegają własną, wyraźnie wyczuwalną energią6, nie należy ingerować. Nawet wtedy, gdy akcja nieco zbacza z planowanego toru. W każdym bowiem momencie, to co się tworzy, może zahaczyć o sprawy, które najbardziej ciekawią zainteresowane jednostki. Jak mawiał Pasteur: Przypadek sprzyja przygotowanym.
Oczywiście istnieją przypadki, że dana sytuacja rozmija się, nie wróżąc nic dobrego. Wtedy reżyser może nakierowywać swoje postaci. Najczęściej posługuje się delikatną prowokacją. Nie może ona jednak zaistnieć bezpodstawnie. Musi skądś wynikać. Najczęściej jest to dyskusja na ważny dla bohatera temat, czy rozwiązanie nurtującego go problemu. Każde zachowanie płynące ze strony filmowców, powinno być wywarzone, o odpowiedniej ilości żartów, czy odpowiednim sposobie prowadzenia dialogu.
Marysia i Emilka, mają świadomość, że będzie oglądało je wiele osób. Czasami można odnieść wrażenie, że chcą wypaść jak najlepiej. Na szczęście są to tylko momenty. Studentki powinny zapomnieć o urzędowych formułach czy wzorowej elokwencji. Tracą one w ten sposób prywatność, a tym samym autentyzm.
Maska, którą przywdziewają ludzie, jest dla dokumentalisty niezwykłym wyzwaniem. Poznając bliżej filmowaną postać, zaczyna odróżniać jej naturalność od naddanej pozy. Kompleksy mogą być zatuszowane w różny sposób. Tak samo jest z nieśmiałością czy brakiem pewności siebie. Logicznie rzecz ujmując, pokazanie określonej osoby w „masce”, też jest swego rodzaju prawdą. Przecież jest to jedna z cech bohatera… Należy zatem wziąć pod uwagę wszelkie aspekty tego zagadnienia. Karabasz jest przekonany, że im bliżej „prostego człowieka”, tym mniej masek.7 Ot, i cała tajemnica rozwiązania odwiecznego problemu…
Słuchanie swojego bohatera, jest jednym z kluczowych sukcesów dzieła. Należy nie tylko pochłaniać informacje w trakcie realizacji, ale także podczas pierwszego etapu, jakim jest zbieranie materiałów. Ma to na celu zorientowanie się, kim owa osoba jest, co sobą reprezentuje, jakie ma zainteresowania, i co lubi robić najbardziej.
W lutym ekipa szykuje się do nakręcenia pierwszej w życiu sesji Emilki i Marysi. Wszystko, co taśma „pochłonie” w tym czasie, będzie zapisem tychże wydarzeń.
Uczelnia bez problemu wydaje zgodę na pobyt realizatorów na sali egzaminacyjnej. Jest tylko jedno zastrzeżenie; nie wolno poruszać im się po obiekcie. Oczywiście, zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby kamera mogła zawędrować w różne zakamarki, ale cóż, transfokator i jego siła przyciągania, muszą wystarczyć w tym przypadku.
Studentki usiadły w dwóch różnych miejscach. Pojawia się problem. Jak je sfilmować, by nic nie umknęło widzom? Karabasz decyduje, że nagrywanie będzie odbywało się w kilku fazach. Najpierw uwagę skupi na Marysi, później na Emilce.
Emocje w przypadku zaliczenia pisemnego są różne. Niektórzy bardzo się denerwują, inni w ogóle nie okazują niczego po sobie. Na nieszczęście filmowców, Marysia przez dwie godziny siedzi bardzo skupiona i spokojna. Niewiele można zapisać na błonie celuloidowej. Chwilę później, na twarzy dziewczyny zaczyna się malować zmęczenie, zdenerwowanie, intensywne myślenie.
Pora na Emilkę. Uwaga ekipy zatrzymuje się tylko i wyłącznie na niej. Niestety, okazuje się, że jest ona jeszcze trudniejsza w wyrażaniu podekscytowania, aniżeli jej koleżanka.
Dopiero kilka minut przed końcem, następuje przypływ napięcia. Nie jest to dokładnie to, o co chodziło dokumentalistom, ale jest to już jakiś punkt odniesienia.
Kiedy arkusze z pytaniami zostają oddane, Marysia podchodzi do Emilki, i bezradnie rozkłada ręce. Jest to jej jedyny komentarz w owej chwili…
Dziś nie zdajemy sobie sprawy, jakim przełomem w polskim filmie dokumentalnym były filmy Kazimierza Karabasza zrealizowane na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.
Podczas gdy inni reżyserzy rejestrowali niemy obraz, dodawali komentarze, muzykę, efekty dźwiękowe, zagłuszając swoich bohaterów, autor „Punktu widzenia” pozwalał swoim bohaterom mówić, otwierać się na siebie, i na innych.
Marysia i Emilka były z małych miejscowości, gdzie praktycznie dwie, trzy osoby dostawały się do szkół wyższych w ciągu danego roku. Młodzi warszawiacy tworzyli swoje grupki, które były nieco snobistyczne, i dziewczęta (również i inni studiujący spoza Warszawy) czuły się wyobcowanie. Karabasz dzięki swojemu podejściu i takcie, podążał za swoimi „muzami”, nigdy jednak nie zwracając im uwagi, że coś robią źle, czy że się nie nadają do powierzonego im zajęcia. Dzięki dużemu wyczuciu dokumentalisty, nabrały pewności siebie, i choć skryte nadal, potrafiły nie przejmować się brakiem zainteresowania ze strony kolegów, i skierować swoją uwagę na inne osoby, podobne do nich.
Gdy jakaś scena przybrała inny obrót, niż zakładano, twórcom pozostało tylko winić siebie, że nie przewidzieli takiego obrotu spraw. Zarzutami nigdy nie obarczali Marysi i Emilki.
Dlatego w filmie „Przenikanie” nie ma mowy o inscenizacji. Odarłaby ona cała magię z ulotnej rzeczywistości. Nawet tej najbardziej nieporadnej, cichej i spokojnej.
Jak mawiał reżyser, bierzmy nasz materiał z natury. Mamy wobec niej przynajmniej jeden obowiązek: nie zniekształcać tego, co wytworzyła.8
© 2006 Martyna A. Gierlowska
1 M. Przylipiak, Polski film dokumentalny lat siedemdziesiątych, [w:] Szkice o filmie polskim, red. B. Stolarska, Łódź 1985, s. 160.
2 Tamże, s. 160.
3 K. Karabasz, Cierpliwe oko, Warszawa 1979.
4 Tamże, s. 6.
5 culture.pl/pl/culture/artykuly/os_karabasz_kazimierz.
6 K. Karabasz, dz. cyt., s. 26.
7 Tamże, s. 28.
8 Tamże, s. 153.
verte.art.pl > Film > Eseje > Problemy inscenizacji i kreacji w polskim filmie dokumentalnym
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski