> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№57 marzec 2009

Spowiedź dziecięcia wieku („Dziecko” Jeana-Pierre’a i Luca Dardenne) Anna Wakulik

Przy ulicy Szerokiej w Gdańsku znajduje się sklep z dewocjonaliami. Na wystawie stoi Matka Boska. Matka Boska na cokole. Miniaturka Matki Boskiej. Zarówno postać, jak i cokół, są zrobione z przezroczystego plastiku bądź kryształu. W środku Matki Boskiej, w jej stopach, jest żarówka, a światło z niej bijące płynie aż do chusty Maryi. Do przezroczystych stóp przyczepiony jest kabel. Matka Boska kręci się. Połyskuje kolorami: różowym, żółtym, niebieskim, zielonym. Cenę przyczepiono na plecach, ale cyfry były wielkim, jak precel zawiniętym bazgrołem i nie zdołałam jej odczytać. Najświętsza Maryja Panna z przezroczystymi oczyma: piękna, czysta, z metką i kablem.

Nie mniej czyste i również wystawione na sprzedaż jest tytułowe dziecko
z filmu braci Dardenne. Fabuła jest prosta, ale osadzona pomiędzy ekstremami moralności. Sonia i Bruno żyją ze sobą tak po prostu. On jest drobnym złodziejaszkiem, jej zawód to wielka niewiadoma. Młodzi i niewiele od życia wymagający, ot, byle by były drobne na papierosy (vide scena z Brunem proszącym o nie przechodniów), coś do jedzenia (piękna scena wzajemnego gonienia się głównych bohaterów z bułkami, notabene upadającymi na ziemię, w rękach), bezpieczny kąt, który czasem – gdy korzysta z niego kumpel – może być zamieniony na noclegownię. Są sobie bliscy, w dziwnie nieporadny i niedoskonały sposób, ale jednak. Sonia po powrocie ze szpitala prosi, by jej partner położył jej rękę na brzuchu, mówi: chcę się z tobą kochać. On, gdy spróbuje sprzedać dziecko (zrobimy sobie nowe – uzasadnia), nie radzi sobie bez dziewczyny. Ona jednak nagle stała się dorosła.

Imię głównej bohaterki nie jest prawdopodobnie jedynie przypadkiem, ale zostało wprowadzone z reżyserską premedytacją. Prześladują widza przebitki ze „Zbrodni i kary”. Bruno – Raskolnikow – sprzedając własne dziecko popełnia zbrodnię bez siekiery i mniej spektakularnie niż bohater książki taplający się we krwi lichwiarki; obaj są przytłoczeni przez rzeczywistość, z którą nie potrafią sobie poradzić, i uciekają się do czynów moralnie wątpliwych, jeden i drugi przeobraża się pod koniec historii; wreszcie Sonia. U Dostojewskiego ideał „prawdy wiary” skontrastowany z „prawdą rozumu” Raskolnikowa, w filmie – milcząca lub wpadająca w szał (wręcz rzucająca się na nieodpowiedzialnego chłopaka z nożem!) obrończyni wartości, które w jej mniemaniu znaczą więcej niż pieniądze. Urodzenie dziecka nie zmienia jej sposobu bycia (nadal jest beztroska), ale w sytuacji ekstremalnej widać, jak wielka zaszła w niej zmiana. Ostatnia scena w więzieniu przypomina Syberię z książki. Tu i tu widać ciemne bogactwo duszy ludzkiej, choć bracia Dardenne skąpią wszelkiego efekciarstwa, drapowań, serpentyn, albo przeciwnie – ciemnych nor, ponurych szynków, suchotników. Oszczędność przede wszystkim.

Nie ma tu ani śladu komentarza odautorskiego. Wszystkiego dowiadujemy się za pomocą techniki behawioryzmu. Bohaterowie wymieniają niezbędne słowa, najczęściej – to chyba znamienne – oscylujące wokół tematu „sprzedać-kupić” (dziecko, wózek, wizyta w barze, karta do telefonu, który to przedmiot staje się symbolem zanikania komunikacji międzyludzkiej, kurtka, papierosy, etc.). Długie ujęcia, zimna tonacja obrazu, duża przestrzeń w kadrze, osobliwa pustka. Ludzie żyją obok siebie, mijają się, mówią, ale nie rozmawiają. Do niczego nie dążą, wszystko mogą, nic nie muszą. Są wolni i niezależni, ale nie mają pomysłu, jak te przymioty wykorzystać. Matka Bruna nie jest zainteresowana synem, on sam jest niedojrzały, rozchwiany emocjonalnie, gotowy na wiele poświęceń, byle tylko przetrwać, łącznie z ukorzeniem się przed Sonią i przyznaniem, że co prawda kocha ją, ale teraz chodzi mu jedynie o pieniądze.

To jest bardzo aktualny film o tym, że mamy tyle, że nie wiadomo, co z tym robić. Bohaterowie wcale nie cierpią z nędzy, tylko z przesytu, z nadmiaru idei,
z których nie da się wybrać żadnej dla siebie. Bulimiczna tragedia współczesnych, ale nienosząca już nazwy „konsumpcjonizmu”. To wielka pustka po skonsumowaniu. Wszystko jest tak mało warte, że Bruno i Sonia postanawiają żyć z dnia na dzień. Jeśli trzeba, pójdą do urzędu uznać dziecko, dla chwilowego kaprysu wypożyczą samochód i kupią nową kurtkę. Ojciec sprzeda dziecko, potem zechce je z powrotem. W ostatniej scenie płaczą nad tym wielkim NIC, w którym się znaleźli, nad rozpaczliwymi próbami dowiedzenia się, czym jest moralność i czy w ogóle jest. I – co dalej?

Dziecko żyje, rośnie; Bruno wyszedł już z więzienia, Sonia przyjęła go do siebie. Pewnego razu dziecko przechadza się po, powiedzmy, rue de Seine. Na wystawie sklepowej Matka Boska wiruje dookoła własnej osi, mieniąc się barwami. Dziecko chce ją mieć. Myśli: kupić, czy nie kupić?

© 2009 Anna Wakulik

verte.art.pl > Film > Recenzje > Spowiedź dziecięcia wieku

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski