Kiedy w 1968 roku świat ujrzał „Odyseję kosmiczną” Stanleya Kubricka, szybko stało się jasne, że film ten przejdzie do historii. Był wyjątkowy pod wieloma względami, podziwiano jego oryginalny scenariusz, autorstwa jednego z największych pisarzy science fiction, Arthura C. Clarke’a. Zachwycano się pieczołowitą scenografią, dzięki której widz mógł w pełni poczuć atmosferę niezwykłej opowieści. Wreszcie efekty specjalne, jakimi zostali uraczeni widzowie tamtego czasu, okazały się kamieniem milowym tej filmowej dziedziny. Już wtedy zdawano sobie z tego sprawę, czego dowodem było przyznanie Kubrickowi Oscara. O sukcesie obrazu nie zadecydował jednak jego wizualny aspekt (przynajmniej nie w pełni), a historia i pewne problemy, na które zwracają uwagę twórcy, a które w przyszłości mogą stać się realnym zagrożeniem. Mowa oczywiście o sztucznej inteligencji i konsekwencjach, jakie niesie ze sobą pełna mechanizacja wielu dziedzin życia. Dzisiaj, po ponad czterech dekadach od premiery „Odysei kosmicznej”, filmowcy wciąż próbują zbliżyć się do niedoścignionego ideału. Należy pamiętać, że gdzieś po drodze pojawił się przecież „Łowca androidów”, ale raczej nie porównuje się tych dwóch obrazów, ze względu na dość dużą odrębność. Przez te czterdzieści lat w kinie SF dokonało się wiele pomniejszych zmian, akcenty zostały przeniesione, większą uwagę poświęca się „efekciarstwu” niż fabule. Trend ten stara się zmienić kolejny autor pojawiający się na scenie tego gatunku filmowego, za sprawą swojego debiutu pt. „Moon”.
Bliżej nieokreślona przyszłość. Spełniają się wszelkie obawy związane
z wyniszczaniem Ziemi przez człowieka. Energia staje się najważniejszą, a jednocześnie najdroższą rzeczą dla mieszkańców planety. Niestety, działalność ludzka doprowadza do jej szybkiego niedoboru, a w krótkiej perspektywie – całkowitego wyczerpania. W myśl zasady, że potrzeba jest matką wynalazku, naukowcy opracowują metodę pozyskania energii słonecznej gromadzącej się na Księżycu. Helium 3 – to właśnie ten izotop jest najważniejszy do pozyskania tak upragnionej energii. W celu jego gromadzenia, jedna z najbogatszych korporacji, Lunar Industries, wysyła na księżycową stację jednego ze swoich pracowników – Sama Bella. Bohater zgodził się na samotny, trzyletni pobyt w stacji, z której może nadzorować pracę tzw. kosiarzy – maszyn, które niczym ogromne kombajny przecinają wierzchnią warstwę skorupy Księżyca w celu gromadzenia energii. Podczas jednego
z rutynowych wyjazdów pojazd Sama odnosi poważne uszkodzenia, a on sam, ranny, traci przytomność w jego wnętrzu. Po odzyskaniu sił decyduje się wyruszyć ponownie z zamiarem oszacowania skali zniszczeń. To, co odnajdzie na zewnątrz, zmieni na zawsze jego życie…
Zarówno Duncan Jones, reżyser filmu, jak i Nathan Parker, który jest autorem scenariusza, są debiutantami. Niemal od razu można dostrzec, że ich współpraca układała się pozytywnie. Film broni się nie tylko wspólną wizją tego duetu, ale i odważną próbą (zakończoną sukcesem) przesunięcia akcentu z efektów na pomysł. Scenariusz stał się solidnym fundamentem całego filmu i jest to widoczne od samego początku.
Twórcy postanawiają poruszyć kilka ważnych problemów, z którymi mają do czynienia ludzie współcześnie żyjący. Pierwszym z nich jest wpływ człowieka na środowisko, a w konsekwencji – na klimat naszej planety. Już od niemal dekady, dość intensywnie, naukowcy alarmują o nadmiernej ingerencji człowieka w środowisko, które go otacza. Jednym z najdobitniejszych apeli w tej sprawie stał się, wyprodukowany przez telewizję BBC, serial dokumentalny „Planeta Ziemia”. Z jednej strony zostają ukazane niesamowite bogactwa planety, jej złożone mechanizmy i olbrzymia odporność na wszelkie złe czynniki, z drugiej zaś niemożność przeciwstawienia się tak ogromnej sile, jaką jest człowiek i jego maszyny, nowoczesna technologia. Autorzy „Księżyca” również zastanawiają się, gdzie teraz jesteśmy. No właśnie, gdzie?
Inna nurtująca sprawa to sztuczna inteligencja. Warto przyjrzeć się jej pod kątem wspomnianej wyżej „Odysei kosmicznej”. W filmie Kubricka superinteligentny komputer Hal 9000, zarządzający systemem operacyjnym całego statku kosmicznego, nagle buntuje się przeciwko załodze. Pod koniec lat 60. na rozwój sztucznej inteligencji patrzono z pewną dozą obawy, może nawet strachu. Aktualnie sytuacja się zmienia. W „Moon” mamy bowiem do czynienia z robotem mającym podobne właściwości do Hala, z tym wyjątkiem, że GERTY nie tylko nie zdradza swoich współtowarzyszy, a jest im wierny aż do końca. Aktualnie, pomimo badań, które nieśpiesznie, lecz konsekwentnie poruszają się do przodu, sztuczna inteligencja już nie przeraża. Wizja dominacji maszyn nad ludźmi została zepchnięta na margines, powszedniość najnowszych osiągnięć uśpiła czujność.
Kolejny problem, który zostaje zasygnalizowany, wiąże się z etyczno-moralną postawą człowieka. Mowa tutaj o coraz bardziej pobudzającym wyobraźnię klonowaniu i o potencjalnych możliwościach, jakie ze sobą niesie. Tym razem jednak to widz musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy powielanie czego/kogokolwiek ma sens i czy w konsekwencji będzie służyć dobrej sprawie?
© 2009 Sławomir Wasiński
MOON. Reżyseria Duncan Jones. Scenariusz Nathan Parker. Zdjęcia Gary Shaw. Muzyka Clint Mansell. Występują: Sam Rockwell, Kaya Scodelario, Kevin Spacey, Benedict Wong, Matt Berry. Wielka Brytania 2009.
verte.art.pl > Film > Recenzje > Srebrny Glob („Moon” Duncana Jonesa)
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski