Druga propozycja Vincenta Gallo, po genialnym debiucie reżyserskim „Buffalo ‘66”, zaznacza radykalnie odejście od swojego poprzednika. Gallo, mocno inspirowany chropowatą estetyką wczesnych filmów Pasoliniego, oferuje kino radykalnie autorskie, sytuując się tu jako reżyser, producent, scenarzysta, aktor, reżyser zdjęć i scenograf w jednym. Daleka jest jednak jego postawa od egocentryzmu czy klinicznego przypadku schizofrenicznej megalomanii, nie ma też nic wspólnego z kompensacją lęku przed utratą kontroli nad projektem; Gallo zdaje się rozciągać teorię dzieła autorskiego do maksimum, rozszerzając rolę reżysera do ściśle zindywidualizowanego aktu twórczego, który zakłada, niczym w malarstwie, sprawowanie całkowitej władzy nad realizacją swojej wizji.
Fabuła jest jeszcze bardziej minimalistyczna niż w „Buffalo ‘66”: motocyklista rajdowy Bud Clay przemierza Stany z jednego końca na drugi, aby dotrzeć na spotkanie ze swoją dziewczyną, Daisy. Kiedy dochodzi do spotkania, okazuje się, że Daisy stanowi projekcję jego umysłu, bowiem w rzeczywistości od dawna nie żyje. Nie o cel podróży tu jednak chodzi, a o samą podróż. Wyprawa w głąb pogrążonego w depresji, storturowanego umysłu, osiągnąwszy swój climax, przeobraża się w studium nad żalem i gniewem za tym, co bezpowrotnie stracone.
Bowiem nawet jeśli byłoby nam dane, zdaje się mówić Gallo, zaprojektować zmartwychwstanie kogoś bliskiego, aby skonfrontować z nim swoją frustrację czy poczucie winy, upokorzyć go wsadzając mu kutasa do ust, co ostatecznie miałoby nam to przynieść? Ulgę? Komfort? Akceptację? A może po wszystkim cała ta podróż zaczyna się od nowa, jakby nie miała w ogóle miejsca, a ból pozostaje ten sam? Oglądając Buda Claya w końcowej, otwartej scenie, kiedy w milczeniu jedzie przed siebie, tak jak jechał przez większość czasu, nie jesteśmy tego pewni, i Gallo postąpił mądrze, nie dając nam jednej możliwości odczytania filmu.
Niektórzy określają „Brown Bunny” mianem pretensjonalnego, aspirującego do miana art-house'u gniota pseudo-artysty, ale to właśnie bezkompromisowy minimalizm Gallo, zarówno emocjonalny, jak i formalny, w ujmowaniu tematu zasługuje tutaj na najwyższy szacunek; subtelnie kreśli on jednostkowy, wyizolowany świat, który porusza się z jednego miasta do drugiego, raz niespokojny, zlękniony, gdzie indziej obsesyjny i okrutny, wzbudzając w nas na przemian to irytację i zniecierpliwienie, to spokój i współczucie.
© 2009 Jacek Szafranowicz
verte.art.pl > Film > Recenzje > Stosunek oralny nie istnieje („Brown Bunny” Vincenta Gallo)
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski