> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№59 maj 2009

Bohaterowie i wątki w filmach Todda Solondza Sławomir Wasiński

Kondycja amerykańskiego kina niezależnego w obecnych czasach jest nad wyraz dobra. Tezę tę można łatwo udowodnić poprzez bliższe przyjrzenie się temu środowisku oraz jego działalności na przestrzeni kilku ostatnich dziesięcioleci. Mówi się, że filmy niezależne to takie, których większość Amerykanów nie chce oglądać1, jednak odnoszą one sukcesy nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na całym świecie. Właśnie stamtąd pochodzi Gus Van Sant, najbardziej nieamerykański z amerykańskich reżyserów. Już jego debiutancki film „Zła noc” (1985) przyniósł mu uznanie krytyki z Los Angeles. Kolejne obrazy, „Narkotykowy kowboj” (1989) czy „Moje własne Idaho” (1991), ugruntowywały jego wysoką pozycję. Za ten ostatni Van Sant otrzymał wiele nagród, a wśród nich nawet Independent Spirit Award2. Tytułami „Gerry” (2002) i „Paranoid Park” (2007) powraca do korzeni swej twórczości.

Również w Ameryce odbywa się największy i najważniejszy festiwal filmów niezależnych. Rokrocznie od końca lat 70. na festiwalu filmowym w Sundance wybierane są najlepsze filmy roku zrealizowane poza systemem hollywoodzkim. Dzięki temu festiwalowi wielu zdolnych filmowców zostało odkrytych, wystarczy wspomnieć tylko Jima Jarmuscha czy braci Coen.

Innym, jednym z najlepszych twórców kina niezależnego, niestety w Polsce niemal nieznanym, jest Hal Hartley. Na polskim rynku ukazały się dwie pozycje wydawnicze przybliżające jego twórczość. W jednej z nich możemy przeczytać:

Od dwudziestu lat konsekwentnie buduje własny świat. Oglądając jego kolejne prace, mamy wrażenie powracania do znanego, dobrze zdefiniowanego środowiska, w którym raz po raz pojawiają się nowe postaci3.

Produkcje takie jak „Henry Fool” (1997), „Księga życia” (1998), czy „Dziewczyna z planety Poniedziałek” (2005) w pełni potwierdzają słuszność powyższego spostrzeżenia. To, co zostało powiedziane o Hartleyu, można przypisać również innemu reżyserowi – Toddowi Solondzowi. Obaj debiutowali w 1989 roku i obaj przez lata nie ulegli pokusie współpracy z przedstawicielami głównego hollywoodzkiego nurtu.

Już od wielu lat zarówno twórcy, jak i widzowie, zastanawiają się, jak określić rangę kina niezależnego. W wielu rozmowach o indies4 dochodzi się do wniosku, że to kino artystyczne, albo w wielu przypadkach do takiego miana aspirujące. Trzeba jednak zauważyć, że akcja bardzo wielu obrazów koncentruje się na bohaterze i jego wewnętrznych konfliktach, walce z samym sobą. I właśnie pod tym kątem należy przyjrzeć się twórczości człowieka, który swoich bohaterów, często bezradnych i zagubionych, stawia w najcięższych sytuacjach życiowych. Nie boi się poruszać kontrowersyjnych tematów, przed którymi bramy Hollywood pozostają szczelnie zamknięte, człowieka, jakim jest Todd Solondz.

HAPPINESS? Czyli prywatne lęki w miejscach publicznych

W „Happiness” (1998), trzecim pełnometrażowym filmie w dorobku reżysera, zostają poruszone wątki, które już w jego twórczości były sygnalizowane i które będą pojawiać się też w kolejnych filmach. Również bohaterowie i ich zachowania są przemyślane w najdrobniejszych detalach. Każdy z nich dąży do uzyskania choć odrobiny szczęścia, do poczucia, które jest człowiekowi niezbędne. Szczęście dla każdego może oznaczać coś zupełnie innego, i właśnie to zostaje ukazane przez poszczególne postaci.

Pierwsza scena ukazuje rozstanie jednej z głównych postaci filmu – kobiety o imieniu Joy5, ze swoim chłopakiem Andym. Obserwując ich zachowanie i słuchając dialogów, można stwierdzić, że scena ta jest poniekąd wzorcowa dla całego filmu. Jest to swoista matryca emocji i reakcji na dalszą część. W tym krótkim fragmencie każda z postaci mówi zupełnie co innego, niż myśli. Rozmawiają o rzeczach nic nieznaczących, kiedy na twarzy Andy’ego maluje się grymas bólu, Joy w tym samym momencie jest niepewna i przestraszona. Przygotowuje to widza do odbioru tego filmu na innej płaszczyźnie. Nie można polegać na tym, co się widzi, lecz co się czuje. Bohaterowie w większości przypadków nie zechcą podzielić się prawdziwymi odczuciami, będą zakładać maski. Andy jednak nie wytrzymuje i wyrzuca z siebie wszystkie złe rzeczy, jakie chciał powiedzieć już od pierwszego ujęcia. I rzeczywiście jest tak, że czasem ktoś będzie szczery, spróbuje się otworzyć przed drugą osobą. Mimo tego w większości przypadków słuchacz nie będzie zainteresowany tym, co chce mu się przekazać. Jest tylko kilka scen, w których bohaterowie będą wobec siebie szczerzy aż do bólu.

Solondz wprowadza wielu ważnych bohaterów, na co dowodem jest kolejna scena. Bill Maplewood jest psychiatrą i słucha właśnie brutalnych fantazji erotycznych swego pacjenta Allena. I ta część jest znamienna dla reszty filmu, a nawet twórczości reżysera. Allen próbuje wytłumaczyć swoje rozterki, jest nieszczęśliwie zakochany w kobiecie, z którą nie ma odwagi porozmawiać. Jednocześnie pożąda jej fizycznie, ale niska samoocena nie pozwala mu przełamać wewnętrznej bariery. W czasie, kiedy pacjent Billa opowiada, ten jest gdzieś daleko, pogrążony we własnych myślach. Zastanawia się, co musi zrobić, kiedy dotrze do domu. Dość szybko można się przekonać, że galeria postaci, jaką kreuje Todd Solondz, w dużej mierze składa się z nieprzystosowanych społecznie neurotyków czy egoistów. Jego bohaterami zostają zwyczajni ludzie, którymi rządzą strach i niemoc. Trudno walczyć im o lepsze jutro dla samych siebie. Próby pomocy innym kończą się zazwyczaj fiaskiem, ponieważ nie mają pojęcia, jak mogliby się za to zabrać, lub brakuje im odwagi (przykładem może być tutaj próba pomocy udzielanej przez Dawn Wiener swojemu koledze gnębionemu przez starszych chłopców w „Witaj w domku dla lalek”, lub brak pomocy ze strony Vi w momencie, kiedy jej chłopak bardzo tego potrzebował, w pierwszym segmencie „Opowiadania”). Postacie te mają też inną wspólną, pozytywną cechę: mimo tych przeciwności, zawsze próbuję walczyć. Nieważne, że robią to nieudolnie, ważne, że w ogóle to robią. Dlatego Allen postanawia wyznać uczucia swojej ukochanej. Okazuje się, iż obiektem pożądania jest jego sąsiadka Helen, jednocześnie będąca jedną z sióstr Joy Jordan. Scena w windzie pokazuje dobitnie permanentną niemoc, jaka zawładnęła Allenem. Targany uczuciami, nie potrafi wydobyć z siebie żadnego słowa. Po powrocie do domu prysznic ma symbolizować oczyszczenie, zmycie z siebie wciąż ponoszonych porażek. Allen szuka sposobów odreagowania. Zdobycie numeru telefonu Helen to osiągnięcie nad nią pewnej władzy, bohater pozostaje anonimowy i dzięki temu będzie próbował odreagować ciągły stres.

Kolejna scena przedstawia rodzinę Maplewoodów. Żoną Billa jest Trish, to druga siostra Joy. Mają troje dzieci: Timmy’ego, Chloe i Billy’ego. Fragment w domu Mapelwoodów pokazuje jasno stan psychiczny Joy. Zalewa się łzami tuż po tym jak Timmy strzela do niej z pistoletu zabawki, twierdząc dodatkowo, że jest wystarczająco silna. Relacje między siostrami są tylko pozorne. Mimo tego że Joy ma wiele życiowych problemów, Trish radzi jej, by zaczęła jeść czerwone mięso. Pomijając te irracjonalne rady, z założenia tak bliskie sobie osoby nie są wobec siebie szczere. Kolejny raz wszystko sprowadza się do mało istotnych dywagacji, a to, co najważniejsze, zostaje ukryte gdzieś głęboko. Przykładem może być ta rozmowa:

Joy: Jestem taka szczęśliwa.
Trish: Naprawdę?
Joy: Tak. Być blisko ciebie i dzieci...
Trish: Naprawdę jesteś?
Joy: Tak.
Trish: Och kochana... Jestem taka szczęśliwa, że jesteś szczęśliwa. Ponieważ cały czas
myślałam, że jesteś taka przygnębiona.
Joy: Och, Trish, to zabawne, ponieważ nie mogłabym być szczęśliwsza.
Trish: To tylko dlatego, że twoja kariera muzyczna nigdy nie...
Joy: Moja kariera jest w porządku!
Trish: Och, wiem, na pewno będzie! (...)

Ten krótki fragment rozmowy ukazuje wzajemny fałsz relacji. Tego typu rozmowy implikują fakt ukonstytuowania się wyimaginowanej bliskości. Mimo tego że kobiety się okłamują, same próbują wierzyć w dobre chęci drugiej strony. Jednak i tutaj sytuacja okazuje się inna. Można przekonać się o tym w momencie, kiedy Trish mówi Joy o tym, że cała rodzina nigdy w nią nie wierzyła.

Następny fragment pozwala dość dobrze zrozumieć, skąd mogą brać się przyczyny lęku, nerwic, niemocy i niskiej samooceny u bohaterów Solondza. Bill postanowił udać się do psychiatry (jak widać, nawet oni potrzebują pomocy). Opowiada mu o swoim śnie, który wygląda tak: podczas pięknego dnia w parku, ludzie urządzają sobie piknik, biegają, bawią się. W samym środku tej sielanki stoi Bill z naładowanym karabinem, a już po chwili zaczyna strzelać do ludzi, bezlitośnie ich zabijając. To typowe zachowanie szalonego zabójcy, którego dokładny opis można znaleźć przykładowo w serialu dokumentalnym „Most Evil”.6 Sny te są zarówno odpowiedzią na pytanie, jakie dzieciństwo mógł mieć Bill, jak również niepokojącym zwiastunem tego, co może się wydarzyć. Bohater twierdzi, że po dokonaniu rzezi czuje się szczęśliwy, jednak po powrocie do rzeczywistości po raz kolejny jest przygnębiony. Bill sprawie wrażenie bardzo spokojnego, ale są to tylko pozory. Scena masturbacji to próba odreagowania wcześniejszego stresu, podobnie sprawa będzie wyglądała w przypadku Allena.

Na tym etapie widać już wyraźnie, że każda z postaci w świecie Solondza ma jakąś głęboką rysę, która nie pozwala osiągnąć jej zamierzonych celów. Solondz demaskuje i wyśmiewa małomiasteczkowe, sielankowe życie. Udowadnia, że śliczne domki, urocze żony oraz słodkie pociechy to tylko maskowanie czegoś, co zwykle się przeczuwa, lecz boi się o tym mówić. Pokazuje, jak idylliczne życie może zamienić się w piekło.

Jednym z fragmentów przedstawiających szczerość relacji bohaterów jest rozmowa Trish i Billa. Kobieta opowiada o odwiedzinach Joy, twierdząc, że jej siostra jest żałosna, leniwa, nigdy do niczego nie dojdzie i zostanie sama. Trish nie przywiązuje również wagi do problemów ich syna, Billy’ego, który nie chce rozmawiać z rodzicami. Po pewnym czasie postanawia porozmawiać z ojcem.

Nieco światła na kształtowanie się charakterów trzech sióstr rzuca scena rozmowy ich rodziców. Lenny chce odejść od Mony, ponieważ ludzie się zmieniają, a co za tym idzie – potrzebują samotności. Z ich relacji wynika, że mimo długiego małżeńskiego stażu, nigdy się nie kochali. Głównym zmartwieniem kobiety staje się operacja plastyczna w celu wygładzenia skóry na twarzy. W jaki sposób w domu, w którym panują lodowate stosunki pomiędzy rodzicami, mogą prawidłowo kształtować się charaktery dzieci? Ile wyrachowania zdołają wynieść, stanąwszy u progu dorosłości?

Można odnieść wrażenie, że Todd Solondz stworzył dla swoich bohaterów koszmarną rzeczywistość, w której dominuje uczucie abominacji do siebie i życia. Nie jest to do końca prawda. Solondz w swojej surowości incydentalnie daje szansę, możliwość poczucia czegoś pozytywnego. W „Palindromach” Aviva otrzymała możliwość akceptacji, przybywając do domu Mamy Sunshine. Główna bohatera obrazu „Witaj w domku dla lalek” pielęgnuje uczucia wobec starszego kolegi swojego brata, Marka. Tutaj z kolei miłość sama puka do drzwi Allena pod postacią jego sąsiadki Kristiny. Przychodzi do niego pod pretekstem informacji, że ktoś zabił ich stróża, a tak naprawdę chce go zaprosić, by gdzieś razem wyszli. Jak nietrudno się domyślić, często nie dostrzega się nadchodzącej szansy, więc Allen odmawia. Przełamując zniechęcenie, Kristina próbuje raz jeszcze. Solondz pokazuje istotną kwestię dotyczącą związków między postaciami. Bohaterowie mogą być ze sobą naprawdę blisko, kiedy jeden z nich nie jest tego świadomy. Chodzi tutaj zarówno o pozytywne, jak i negatywne uczucia. Bill Mapelwood musi odurzyć Johnny’ego, zanim zdecyduje się na dalsze działanie, Kristina zaś może przytulić się do Allena tylko w momencie, gdy ten leży nieprzytomny na łóżku. Reżyser wskazuje kolejne upośledzenie, tym razem na płaszczyźnie uczuć.

Joy, szukając szczęścia, wyraża rozterki w swojej nowej piosence7. Słowa o tym, że nie wie, gdzie jest szczęście, ani czym ono jest, wyrażają całą jej wewnętrzną pustkę. Śpiewa również o długich poszukiwaniach i że w końcu uda się jej go dopaść. Niestety chwilowo odzyskany spokój wewnętrzny zostaje zniszczony przez informację dotyczącą samobójstwa Andy’ego, tego samego, z którym Joy się rozstała. Wszystkie nieszczęścia spadają jej na głowę: koleżanki z pracy, u których szuka współczucia, nie pamiętają Andy’ego, jego matka dzwoni do niej życząc śmierci w piekle... W końcu Joy postanawia rzucić pracę i znaleźć zajęcie, w którym mogłaby pomagać biednym lub potrzebującym. Dzięki temu chce stać się potrzebna; myśl, że może coś dla kogoś zrobić, jest dla niej bezcenna. Jej siostry tego nie rozumieją. Jak same określają: mamy wszystko; Helen jest piękną, niezależną pisarką, wydaje nowele, które przynoszą jej sławę, mężczyźni padają do jej stóp, zaś Trish jest szczęśliwą żoną i matką. Mimo tego, co mówią, obie zdają sobie sprawę, że również nie mają nic. Helen uważa się za grafomankę, Trish nie jest szczęśliwa w swoim związku, potrafi tylko stwarzać pozory.

Joy postanawia uczyć uchodźców angielskiego. Jej słaby charakter nie pozwala przeciwstawić się grupie. Z pomocą przychodzi jeden z uczniów, Rosjanin o imieniu Vlad. Zdruzgotana Joy płacząc wraca do domu, Vlad postanawia zawieźć ją do New Jersey, gdzie dochodzi między nimi do zbliżenia. Widać jednak, że on nie traktuje tego poważnie, jest to jednorazowa przygoda, o czym Joy przekona się boleśnie następnego dnia w pracy. Wizyta w mieszkaniu Vlada w pełni pokazuje, jakim jest człowiekiem.

Tymczasem podczas jednego z meczów baseballowych Bill wybrał swoją kolejną ofiarę. Był to kolega jego syna, Johnny. Kiedy na prośbę chłopców Johnny został na noc w domu Mapelwoodów, Billy postanowił wykorzystać okazję. Uśpił wszystkich, łącznie z chłopcem, tabletkami nasennymi dodanymi do jedzenia. Kiedy rano wschodzi słońce, Bill i Trish budzą się rześcy, wypoczęci i szczęśliwi. Zdumiewające, jak pieczołowicie Solondz przedstawia pozory normalności, by w najodpowiedniejszych momentach ukazać skrzywienia swoich bohaterów. Potwierdza to też samo podejście Billa do dzieci. Słucha i stara się zrozumieć ich problemy, lubi ich towarzystwo, a one jego, co okazuje się niezmiernie pomocne w zdobywaniu nowych ofiar. Podczas kolacji syn informuje go, że jego kolega Ronald został w domu bez nadzoru rodziców, którzy wyjechali na kilka dni. Bill nie ma najmniejszych trudności ze znalezieniem jego adresu. Kiedy po wszystkim wraca do domu, nachodzą go wątpliwości, poczucie winy i strach. Obawia się odrzucenia, jednocześnie pragnąc akceptacji. Przeczucie, że żona nie zrozumie go, gdy ten wyzna jej prawdę, powstrzymuje go, by zrzucić z siebie brzemię:

Bill: Czy ty naprawdę mnie kochasz? Bez względu na wszystko.
Trish: Bez względu na... co?
Bill: Bez względu na... nieważne...

Po zapewnieniu żony, nabiera odrobiny pewności, mimo tego jest opatrznie zrozumiany:

Trish: Bill, jestem twoja. Zawsze będę.
(długa pauza)
Bill: Jestem chory…
Trish: Weź Tylenol8. Jutro poczujesz się lepiej.

Jedyna szansa na wyznanie prawdy zakończyła się nieporozumieniem, niedomówieniem, którego Bill nie mógł wyjaśnić. Samo przyznanie się do swoich skłonności było dla niego czymś ważnym, nie starczyło mu sił, by wytłumaczyć, na czym polega jego choroba.

W trakcie poszukiwania szczęścia między bohaterami utworzył się dziwny trójkąt. Tworzą go Allen oraz jego dwie sąsiadki: Helen i Kristina. Kristina jest zakochana w Allenie, on z kolei obsesyjnie pożąda Helen, ona zaś pragnie odmiany, uważa, że gdyby ktoś ją zgwałcił, jej książki, które podejmują tę tematykę, zyskałyby pewną prawdę, o której w tym momencie autorka bez tego doświadczenia nie ma pojęcia. Do tego mogłaby się posłużyć Allenem, który „rozmawiając” z nią wcześniej przez telefon, dostał propozycję spotkania, jednak waha się, myśli, że tak naprawdę nie mógłby tego zrobić. Nim do tego dojdzie, Kristina po raz kolejny szuka swojej szansy. Kiedy Allen proponuje jej wyjście, ona postanawia wyznać mu swój mroczny sekret. Wspomniany stróż nocny – Pedro – zgwałcił Kristinę, po czym został przez nią zamordowany. To wyznanie niesie za sobą kilka konsekwencji. Pierwszą z nich jest uwolnienie się od nadmiaru myśli i uczuć, jakie tkwiły w Kristinie, jednocześnie to rezygnacja z miłości Allena. Kobieta ma świadomość tego, że na pewno nie będą już razem, dlatego pyta, czy mogliby zostać chociaż przyjaciółmi. Trójkąt się rozwiązuje dając mężczyźnie swobodę w podjęciu tej najważniejsze decyzji: czy wyznać miłość skrywaną pod płaszczem brutalnych fantazji erotycznych, czy nie zostanie odrzucona? Mimo podjęcia próby nie jest w stanie nic zdziałać. Helen również jest zawiedziona, ponieważ nie jest w jej typie, skutkiem czego nie zostanie „wykorzystana”. Allen potrzebuje bliskości za wszelką cenę. Skoro nie może jej znaleźć u kobiety, którą kocha, szuka jej u Kristiny. Symbolizuje to scena, w której leżą w jednym łóżku, lecz są od siebie odwróceni.

Bez wątpienia najważniejszy fragment obrazu Solondza dotyczy zdemaskowania i przyznana się Billa. Po przeprowadzeniu badań Johnny’ego i skojarzeniu faktów, głównym podejrzanym stał się Mapelwood. O ile rodzina mogła być przekonana o niewinności męża i ojca, napisy „seryjny gwałciciel” czy „zboczeniec” na domu zachwiały ich pewnością. Zostało to przedstawione dobitnie w scenie, kiedy cała rodzina siedzi przy stole, każdy z domowników milczy, a ich spojrzenia są skierowane w dół. Później następuje jedyna, od początku do końca szczera rozmowa w tym obrazie:

Billy: Tato?
Ojciec: Tak, Billy?
Billy: Wszyscy w szkole o tobie mówią.
Ojciec: Kim są ci wszyscy?
Billy: Dzieci, wiesz, wszystkie.
Ojciec: Co mówią?
Billy: Że jesteś seryjnym gwałcicielem i zboczeńcem.
Ojciec: Masz na myśli to, co namalowali na naszym domu?
Billy: Tato... czy ty... z Johnnym Grasso i Ronaldem Farberem...?
(długa pauza)
Ojciec: Tak.
Billy: Co właściwie... zrobiłeś?
Ojciec: Ja... dotykałem ich...
Billy: Co masz na myśli? „Dotykałem”?
Ojciec: Ja... pieściłem ich.
Billy: Po co?
Ojciec: Nie mogłem się powstrzymać.
Billy: Co jeszcze?
Ojciec: Rozpiąłem rozporek...
Billy: Masz na myśli... masturbację?
Ojciec: Nie.
Billy: To... co?
Ojciec: Kochałem się…
Billy: Co to właściwie oznacza?
Ojciec: Pieprzyłem ich.
Billy: I jak było?
Ojciec: To było... wspaniałe.
Billy: Czy zrobiłbyś to ponownie?
(pauza)
Ojciec: Tak.
Billy: Czy kiedykolwiek mnie pieprzyłeś?
Ojciec: Nie... Tylko waliłem konia.
(obaj płaczą)

Ładunek emocjonalny tej sceny jest gigantyczny. Solondz decyduje się pokazać szczerość swoich bohaterów niemal na samym końcu dzieła. W tym fragmencie ojciec patrzy na swojego, zaledwie jedenastoletniego syna, on również patrzy w oczy ojcu. Nie ma między nimi cienia fałszu. Każda z postaci próbuje osiągnąć szczęście, jednak udaje się jej to tylko w niewielkim stopniu. Bill zdobywa jego namiastkę poprzez wyznanie. Wyznanie tego, co najgorsze, osobie, którą kocha najmocniej. Dla niego jedną z największych kar jest ucieczka (dosłownie) jego rodziny.

Sześć miesięcy po tych wydarzeniach Lenny i Mona siedzą z córkami przy jednym stole jedząc obiad. Chociaż wielu z nich nie udało się osiągnąć szczęścia, właśnie za nie wznoszą toast. Jednak jak wiadomo, szczęście dla każdego różne ma imię, Billy’emu udało się do niego dojść, dosłownie i w przenośni.

 

O twórczości w twórczości

Todd Solondz kumulując w swoich postaciach wady, odchylenia i skrzywienia, obdarza je jeszcze czymś. Jest to wrażliwość. W tłumie podobnych im ludzi wyróżniają się zdolnością do tworzenia czegoś, co jest równoznaczne z posiadaniem pewnej wrażliwości. W swoim debiucie reżyserskim zatytułowanym „Fear, Anxiety and Depression”9 (1989) sam odgrywa główną postać. Ira jest pisarzem, który stara się zadebiutować pisząc sztuki. Jedenastoletnia bohaterka jego kolejnego filmu „Witaj w domku dla lalek” (1995) jest utalentowana muzycznie, uczy się gry na pianinie. W „Happiness” (1998) zarówno Joy, jak i Helen mogą poszczycić się umiejętnościami. Pierwsza pisze teksty piosenek i gra na gitarze, druga pisze bardzo poczytne nowele. Podzielone na dwa segmenty „Opowiadanie” (2001) przedstawia nastoletnią dziewczynę (która swoim zachowaniem bardzo przypomina Joy) i jej kalekiego chłopaka, którzy piszą opowiadania. Drugi segment opowiada o losach niespełnionego reżysera filmów dokumentalnych i nastolatka, który marzy, by prowadzić własny talk-show. Nawet w „Palindromach” (2004) Aviva zyskuje możliwość spełnienia się w zespole założonym przez mieszkańców domu Mamy Sunshine.

Dla widza może stanowić to sygnał, że reżyser mimo tak bolesnego doświadczania swoich postaci zawsze ma na uwadze to, iż są one wyjątkowe i wrażliwe. To lepsze spojrzenie na świat gwarantuje im głębsze zrozumienie tego, co ich spotyka.

Dzieci odgrywają tutaj niebagatelną rolę. Bohaterami większości obrazów Solondza są właśnie dzieci lub nastolatki. Z ich perspektywy świat dorosłych okazuje się jeszcze straszniejszym, niż wyglądałby z punku widzenia dorosłego. Z drugiej strony relacje między dorosłymi przekładają się na te między dziećmi a ich rówieśnikami. W twórczości Solondza doskonale widać, jak najmłodsze z dzieci potrafią obserwować dorosłych i ich wykorzystywać. Za przykład może tutaj służyć Missy, młodsza siostra Dawn z filmu „Witaj w domku dla lalek”. Swoim urokiem i sprytem potrafi u rodziców wybłagać wszystko, nawet jeśli to coś bardzo złego dla starszej siostry. Również Mikey („Opowiadanie”), najmłodszy z rodziny Livingstonów, „hipnotyzuje” ojca, a ten posłusznie spełnia wszystkie jego rozkazy, włącznie ze zwolnieniem gosposi, która nie spodobała się jego synowi. Solondz tworzy rodziny swoich postaci na zasadzie kontrastów. Jedno dziecko, zazwyczaj to odrzucone, jest wrażliwe i w jakiś sposób uzdolnione, zaś to, które jest otaczane największą opieką i miłością, może okazać się potworem w ludzkiej skórze.

Film faktów i film fikcji

Jedynym filmem w całości poświęconym twórczości jest „Opowiadanie”. Reżyser zastanawia się, czy rodzaj przekazu determinuje odbiór zawartych w nim treści. Pierwszy segment podpisany jest jako „fikcja”. Opowiada o dziewczynie Vi i jej chłopaku kalece. Pewnego dnia między nią a jej wykładowcą dochodzi do fizycznego zbliżenia. Vi opisuje to zdarzenia i przedstawia na forum klasy w formie opowiadania. Nikt nie chce uwierzyć, że to naprawdę miało miejsce. Druga część to „dokument”. Opowiada losy Toby’ego Oxmana, który chce nakręcić film dokumentalny o młodzieży. Zrządzenie losu sprawia, że głównym bohaterem tego obrazu zostaje nastolatek, który nie wie, co zrobić ze swoim życiem. Finalnie Toby odnosi sukces ukazując fakty zupełnie inaczej niż miało to miejsce w rzeczywistości. Solondz bawi się tutaj z widzem, ponieważ wydźwięk tych nowel jest zupełnie inny niż ich tytuły. Fikcja jest u niego rzeczywistością, jednak jej przedstawienie nie daje większych szans na zaakceptowanie tego faktu. Opowiadanie jest rodzajem przekazu, który większość ludzi traktuje z góry jako fikcję, mit, coś, co ma w sobie ziarnko prawdy, nic poza tym. Jeśli nie jest wyraźnie zaznaczone, iż autor opisuje rzeczywiste wydarzenia, lub przynajmniej, że opowiadanie to ma pewne odniesienie do realności, uznane zostaje za fikcję. Film dokumentalny stoi w opozycji do opowiadania. Nie przyjmuje się do wiadomości, że dokument może pokazywać nieprawdę lub prawdę bardzo zniekształconą. Oxman kręcąc film o nastolatku nie szanował go ani jego marzeń. Jego rozterki i problemy wydawały mu się zabawne. Również brak umiejętność w pokazywaniu poważnego tematu zdecydował, żeby iść łatwą droga ośmieszenia. Solondz ponownie wystawiając bohaterów na ciężką próbę, pokazuje niebezpieczeństwo nieumiejętnego posługiwania się różnymi rodzajami przekazów, za pośrednictwem których fikcja zmienia się w fakt, a fakt w coś nierealnego.

O sobie samym

 Reżyser zyskał możność obnażania, wyśmiewania i krytykowania amerykańskiego stylu życia, w szczególności zaś klasy średniej żyjącej na przedmieściach, dzięki nieprzeciętnemu zmysłowi obserwacji. W jaki sposób udaje mu się pokazywać w swoich obrazach aż tyle szczegółów? Tak starannie odmalowany obraz amerykańskich przedmieść zawdzięcza swojemu pochodzeniu. Urodził się w Newark w stanie New Jersey, gdzie również dorastał. Własne doświadczenia i lata obserwacji tego środowiska znajdują swoje odbicie w jego filmach. Również miejsca akcji obejmują głównie New Jersey, czasem Nowy Jork, gdzie reżyser przez pewien czas studiował. Już przy debiucie korzystał ze swoich doświadczeń wspomagając się twórczością Woody’ego Allena. Reżyser ma korzenie żydowskie i chociaż nie zwraca na to szczególnej uwagi w swoich produkcjach, to stara się, by jego bohaterowie również byli Żydami. W dwóch jego filmach („Witaj w domku dla lalek” i „Opowiadanie”) jest to wyraźnie zaznaczone. Również wątki z życia reżysera posłużyły jako materiał filmowy. Po wielkim rozczarowaniu swoim debiutem zaczął pracować jako nauczyciel, ucząc języka angielskiego rosyjskich emigrantów. W „Happiness”, kiedy Joy rzuca pracę, również zatrudnia się jako nauczycielka. Związki te pokazują stopień zaangażowania reżysera w tworzenie postaci. Solondz oddaje im część siebie, swoje doświadczenia, swoje lęki i swoją wrażliwość, co czyni ich w wysokim stopniu wiarygodnymi.

Bohater czy antybohater? Czyli straszni mieszczanie

Opisując postaci w twórczości Todda Solondza, należałoby się zastanowić, czy są one bohaterami, czy może antybohaterami. O bohaterze dramatu społecznego można powiedzieć w sposób następujący:

Fabuła dramatu społecznego oparta jest często o konflikt pomiędzy jednostką i grupą, jednostką i społeczeństwem (...). W konflikcie ujawnia się wtedy bądź to słabość bohatera, bądź to jego bezradność, wyobcowanie, niemoc wobec przemożnych, często niezrozumiałych i nieuchwytnych mechanizmów zewnętrznego świata. Bohater staje się nieraz w konflikcie społecznym ofiarą sił, nad którymi nie panuje i panować nie może10.

Z kolei antybohater to postać, którą:

Twórcy celowo pozbawili szeregu klasycznych cech bohatera, czyniąc zeń postać przeciętną, bladą, nieraz nawet ułomną, obarczoną kompleksami, niezdolną do stanowczego działania, uwikłaną w konflikty, którymi nie może podołać, pełną strachu i obaw w świecie okrutnym i obcym, nad którym antybohater nie może zapanować. (...) Nie dąży do narzucenia swej woli, lecz bezskutecznie broni własnej osoby i bądź to kończy klęską, bądź to popada w osamotnienie11.

Spoglądając na cechy charakteru, zachowanie się, relacje oraz stosunek do świata i samych siebie, bez najmniejszej wątpliwości można uznać, iż bohaterowie filmów Solondza są tak naprawdę antybohaterami. Wrażliwość, która ich wyróżnia, staje się niewystarczająca, by przyporządkować ich do innej grupy. Próbując rozważyć termin bohatera w nieco szerszym kontekście, można by natomiast uznać za bohatera nie tylko kogoś, komu przypisuje się cechy heroiczne, ale też tego, który owych nie posiada, lecz również jak „heros” spełnia w dziele filmowym funkcję wiodącą. Takie przedstawienie sprawy czyni z antybohatera pewien określony typ bohatera współczesnego.

Gwałt, pedofilia, aborcja, homoseksualizm, kalectwo. W twórczość Todda Solondza tematy te są poruszane niemal bezustannie. Dzięki nim reżyser próbuje pokazać prawdę o danym problemie, wywołać polemikę. Nie udałoby mu się to bez postaci, w które tchnął cząstkę siebie, a które tak przemawiają do widza.

© 2009 Sławomir Wasiński

1 A. Gadomska, „Kino niezależne”, [w:] Katalog filmowy 3. Festiwal Filmowy Era Nowe Horyzonty, Halinów: Taurus 2003, s. 151.

2 Nagroda przyznawana twórcom niezależnym, a jednocześnie alternatywa dla mainstreamowego Oscara.

3 A. Helman i A. Pitrus, Gesty – Osoby – Teksty: Kino Hala Hartleya, Kraków: Rabid 2007, s. 7.

4 Tak potocznie nazywane są w Ameryce filmy niezależne.

5 Reżyser nieprzypadkowo wybrał dla niej takie imię. Joy oznacza radość. Mimo tego że bohaterka ma tak na imię, bardzo trudno jest jej zaznać tego właśnie stanu.

6 W Polsce serial ten znany jest pod tytułem „Okrutni ludzie” lub innym, nieco mniej rozpowszechnionym – „Najnikczemniejsi”. Dr Michael Stone, psychiatra sądowy z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, stworzył dwudziestodwustopniową „skalę zła”. Ma ona pomóc sklasyfikować uczynki seryjnych morderców i pokazać, którzy z nich są najgorsi. W jednym z odcinków Stone badał zachowania szalonych morderców – ludzi, którymi zawładną szał zabijania, a okrucieństwo kierują przeciwko przypadkowym osobom. Analizuje takie przypadki jak Martin Bryant, który pewnego dnia udał się do kawiarni, gdzie zabił 35 i ranił 21 osób, lub Charles Whitman – przez całe dorosłe życie próbował poradzić sobie ze swoją agresją, pewnego dnia coś z nim pękło i zamordował żonę oraz matkę. Później poszedł na wieżę, skąd zastrzelił 14 osób i ranił kolejnych 32 ludzi. Wcześniej wyznał swojemu psychiatrze, że miał fantazje, w której wchodził na wieżę i strzelał do ludzi. Motywacje takich osób są bardzo różne. Chcą zemsty za samotność bądź brak bezpieczeństwa. Bardzo często zdarza się, że są brutalnie traktowani przez rodziców, bądź w ogóle mają trudne dzieciństwo, co przez lata powoduje nagromadzenie frustracji, której skutkiem jest przemoc.

7Utwór ten nosi tytuł Happiness a wykonuje go grupa R.E.M.

8 Lek ten stosuje się, by uśmierzyć różnego rodzaju bóle (głowy, mięśni, zębów, bóle reumatyczne itd.).

9Z uwagi na to, że Solondz nie miał pełnej kontroli nad tworzeniem filmu, był rozczarowany końcowym rezultatem i na pewien czas porzucił film. Sam wolał zatytułować go „The Young and the Hopeless”. Zob. stronę z notatkami reżysera http://www.sonypictures.com/classics/welcome/misc/director.html.

10Zob. K. Żygulski, Charakterystyka bohatera filmowego, [w:] tegoż, Bohater filmowy. Studia socjologiczne, Warszawa: Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe 1973, s. 65-133.

11Zob. tamże, s. 69-70, 119.

verte.art.pl > Film > Sylwetki > Bohaterowie i wątki w filmach Todda Solondza

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski